Miłego czytania ^^
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Deris:
-Odpowiedz!- krzyknął mi do ucha Hidan,
mocniej ściskając moje nadgarstki. Bałam się, nie wiedziałam co mam mu
odpowiedzieć. Mimo mojej siły psychicznej, nie mam tak dużo siły fizycznej,
żeby przełamać się i na niego nakrzyczeć jak Sharon. Co robić, co robić?! On
jest w stanie zrobić wszystko. Już słyszę dźwięk łamiącej się mojej kości.
Standardowa, prosta, krótka odpowiedź, może mnie uratuje:
-Nic.- próbowałam wyrwać rękę z jego uścisku.
Moja przyjaciółka stała obok i patrzyła na to co się dzieję. Nie odwracałam
wzroku z drzwi, które stały przede mną. Bałam się, czując na karku oddech
białowłosego. Jezu, jak ty z nim żyjesz Sharon?! Nie wiem czemu, zaczęłam się
jeszcze bardziej stresować. Prosiła w myślach, żeby ktoś coś zrobił, wszedł do
pokoju, cokolwiek! Nigdy nie bałam się tak jak teraz, chociaż z wyrazu mojej
twarzy, nie dało się tego wyczytać. W pewnym momencie, Hidan puścił moją rękę,
która strasznie mnie bolała. Nadal stałam w tej samej pozycji. Prosto. Przed
drzwiami. Całkowicie speszona. Co się ze mną dzieję? Teraz powinnam złapać za
klamkę i wyjść, olewając całkowicie, że właśnie moi przyjaciele leją się na
podłodze. Zamyśliłam się. Tak po prostu. Czemu jak wypowiedział to zdanie, tak
bardzo się wystraszyłam? Może, nie byłam pewna odpowiedzi? W ogóle, od kiedy
czuję strach? Od kiedy zaczęłam się interesować ludźmi, innymi niż ja? Mogłam
mu od razu powiedzieć, a nie trzymać to w tajemnicy. Ale tak jest łatwiej. Z
resztą, podejrzewałam, że tak się stanie. Złapałam klamkę, nadal słysząc ostre
wyzwiska, przekleństwa i dźwięki łamanych kości. Stojąc przed drzwiami,
rozejrzałam się dookoła. Nie widziałam nikogo z Akatsuki. Eh… i tu by się
przydał Sasori. Odwróciłam się w prawą stronę i ruszyłam w stronę swojego
pokoju. Oczywiście, na schodach ktoś musiał coś powiedzieć o mnie, jak zwykle
ktoś zagwizdał i jak zwykle, ktoś musiał dotknąć moje włosy. Przywykłam.
Czerwone włosy wyróżniają się w tłumie. Niby ma je jeszcze Sasori i Nagato, ale
moje są bardzo długie. A z resztą, co będę marudzić. Łapiąc za klamkę do
swojego pokoju, po korytarzu rozległ się dźwięk z głośników.
-Wszyscy uczniowie, proszeni są o odstąpienie
od chwilowych zajęć i pojawienie się na sali gimnastycznej.
Westchnęłam. Ciekawe co tym razem. Nawet
myśli nie dadzą Ci poskładać. Tak jak kazano, poszłam na salę gimnastyczną.
Znalazłam swoich znajomych i usiadłam na zawsze zajętym dla mnie miejscu,
między Sharon a Sasorim. Nie wiem czemu, zawszę siedzę między nimi. Chyba nawet
zawsze, na tym samym krześle.
-Mam nadzieję, że są już wszyscy uczniowie.-
zaczęła Tsunade- Dowiedziałam się, że na terenie naszej szkoły, dostępne są
narkotyki.- Ja pierdziele. Szkoła z internatem, stypendialiści… kto tu wpuścił
błazna z prochami? Na Sali zaczęły się szepty.- Proszę się uciszyć!- warknęła
dyrektorka.- to jest bardzo poważna sprawa. Teraz…- przerwał mi słuchanie, tej
jakże interesującej wypowiedzi Sasori, szeptający mi na ucho, że spotkanie
Akatsuki u Nagato w pokoju. Powiedziałam również Sharon, która z niechęcią
powiedziała to Hidanowi.- proszę iść do swoich pokoi, oraz zapamiętać co
mówiłam.- dużo zapamiętam. O spotkaniu Akatsuki. Po wyjściu z sali, poszłam do
pokoju 93. Było tam już parę osób, ale nadal czekaliśmy na Tobiego i Itachiego,
którzy pojawili się chwilę po mnie. Usiadłam na podłodze pod szafą obok
Sasoriego. I niech się wszyscy zastanawiają. Pomęczę ich trochę emocjonalnie.
Przysiadła się do mnie, po chwili Sharon. No i mój wspaniały kuzyn zaczął swoją
gadkę, siedząc na biurku.
-Gadać, który to przemycił do szkoły.- mogłam
się tego spodziewać. Jesteśmy rodziną, a pomyślałam o tym samym, zaraz po tym,
jak Tsunade wypowiedziała słowo ‘narkotyki’.
Wszyscy siedzieli w ciszy i spokoju, a ja czułam na sobie morderczy wzrok
Hidana. Popatrzyłam się w jego stronę. Szybko uciekł wzrokiem. Siedział na
łóżku, a nad nim wisiała na ścianie półka. Dobra zemsta, nie jest zła.
Aktywowałam niezauważalnie Kekkei Genkai, po czym półka, zleciała prosto na
jego głowę. Moje oczy szybko wróciły do normalnego stanu, po czym skierowałam
je na okno, naprzeciwko mnie. Sharon wstała i podeszła do Hidana, Deidara
uśmiechnął się i zbierał resztki rzeczy z półki. Nagato popatrzył na mnie
znacząco, na co ja tylko mrugnęłam jednym okiem. Uśmiechnął się. Tylko
nieliczni są w stanie odczytać moje ‘kody’.
-Dobra idźcie sobie debile.- zakończył
Nagato, a na jego zdanie wszyscy grzecznie wyszli z pokoju. Ja wychodziłam
ostatnia i usłyszałam za sobą tylko głos kuzyna:
-Następnym razem, nie rozwalaj mi mebli w
pokoju- miałam wrażenie, że się śmieje. Uśmiechnęłam się w duszy, po czym
przekroczyłam próg jego pokoju. Co ze sobą zrobić? Lekcje zaczynamy o 12… hm…
jest 10. No nie wiem. Może pójdę do Sasoriego i Deidary, posłuchać ich kłótni o
sztuce? Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Ale, kiedy przypomniałam sobie poranną
sytuację z Hidanem, trochę mi się odechciało. Ale stałam już przed drzwiami.
Więc czemu nie. Delikatnie złapałam za klamkę, po czym powoli weszłam do
pokoju. Nie słyszałam nikogo, dlatego trochę się zdziwiłam. Gdy przeszłam przez
prowizoryczny przedpokój, Deidary nie było w pokoju, a Sasori siedział na
łóżku, czytając książkę. Domyślam się, że Sharon właśnie leje się z bratem i to
jest przyczyną braku go w tym pokoju. Powoli podeszłam do łóżka czerwonowłosego
i usiadłam tak jakby za nim, wychylając się zza jego ramienia, wpatrując się w
wydrukowane na papierze literki. Niewiele ogarnęłam z książki, którą czyta, a
nawet nie dało mi do końca się o tym dowiedzieć. Znowu czarne plamy przed
oczami, a razem z nimi uczucie pękającej głowy. Zaczęło mi wszystko latać przed
oczami, przez co moja broda, bezwładnie spoczęła na ramieniu chłopaka. Żeby nie
spaść do tyłu, zacisnęłam dłonie na jego koszuli, co musiało wyglądać bardzo
słodko. Czyli tak, że moja wyobraźnia tam nie sięga. Chłopak położył książkę
obok siebie i odwrócił się w moją stronę. Złapał mnie za nadgarstki i patrzył w
moje oczy, które bardzo mocno musiałam mrużyć, aby czarne plamy dały mi
cokolwiek zobaczyć. Widziałam tylko, jak marszczy brwi w pewnym momencie, oraz,
że coś do mnie mówi. W pewnym momencie, głowa odchyliła mi się do tyłu sama z
siebie. Plamy zniknęły, przestałam się trząść. Słyszałam wyraźnie głos
Sasoriego, który mówił, że nic się nie stanie. Rozluźniłam wszystkie mięśnie,
prawie spadając z łóżka. Pewnie leżałabym na podłodze, gdyby nie czerwono włosy,
trzymający moje ręce. Wróciłam z powrotem do pozycji siedzącej, a Sasori
westchnął, puszczając mnie. Od czego dzieją się takie rzeczy? Sama nie wiem.
Wtedy do pokoju wszedł Deidara, posyłający do mnie i Sasoriego spokojny
uśmiech. Minął nas i wszedł do łazienki. Stwierdziłam, że mogłabym pójść już do
pokoju. Ucałowałam delikatnie marionetkarza w policzek, ruszając w stronę
wyjścia. Ciekawe co robi Sharon? I o co chodziło Deidarze, z tym uśmiechem? Gdy
weszłam do swojego pokoju, zobaczyłam blondynkę z twarzą schowaną w dłoniach.
Chyba nie zauważyła, że weszłam do pokoju. Płakała? Nie… na pewno nie. Nigdy
nie płacze, ma silną wolę. Chciałam do niej podejść, wystawiałam do niej rękę,
a wtedy ona spojrzała na mnie przez łzy, po czym poczułam ten okropny ból. Czułam
krew wypływającą ze mnie. W ustach metalowy posmak krwi, której nie mogłam
zatrzymać, po prostu płynie… z oczu tak samo. Bezsilność… zrobiłabym coś, gdyby
nie to, że oczy mam całe zakrwawione… opadłam na kolana, a zaraz po tym na
twarz. Krew ciągle ze mnie wypływała. Jest bardzo silna. Nie było żadnej
nadziei, umieram.- Deris!- ktoś krzyknął. Spadać, umieram sobie tu spokojnie,
dajcie mi jeszcze trochę czasu.– Deris!- na drzewo z wami.- Deeris!- nosz
cholera nie dacie umrzeć?! Zaraz wam nakopie, chwila tylko otworzę oczy… o
kurde. Gdzie ja znowu jestem? A, u siebie w pokoju… czuję krew. Zapach, którego
nienawidzę, brzydzę się go. Smak krwi. Cholera, co się stało?! Odwróciłam głowę
w prawo. Nadal na łóżku siedzi Sharon, w tej samej pozycji. Siedzi sama. A
gdzie Hidan? Obok mnie schyla się Konan i Nagato.
-Żyje… zawsze coś. Gdzie marionetkarz?-
zapytał patrząc na Deidarę, który tylko pokiwał przecząco głową. Przypomniałam
sobie, czemu leżę. Dopiero teraz poczułam, że mam całe mokre plecy… czy ja leżę
w kałuży krwi? Błagam nie. Konan podniosła mnie do pozycji siedzącej. Oparła
mnie plecami o łóżko. Tak jak myślałam, leżałam w czerwonej mazi… fu.
Popatrzyłam kątem oka na Sharon. Nadal miała twarz w dłoniach. O co jej chodzi?
-Dobra, Deris idź się ogarnij czy coś,
posprzątajcie tu i wszyscy na zbiórkę u mnie w pokoju, za pół godziny.-
powiedział mój kuzyn, wychodząc z pokoju. Za nim poszła Konan i Deidara.
Westchnęłam cicho. Podniosłam się, po czym poszłam do łazienki i umyłam się z
resztek krwi z ciała. Potem poszłam do pokoju kuzyna… gdy tylko przekroczyłam
próg drzwi, Nagato podszedł do mnie i uważnie sprawdził tęczówki moich oczu.-
Skrzywdzę ją, obiecuję…- powiedział marszcząc brwi. Hę? O co mu chodzi? Szybko
chciałam dotknąć swoich oczu i dowiedzieć się o co chodzi, ale on, zabronił mi.
Pokazał mi ręką, że mam usiąść. Wtedy do pokoju weszła Sharon, a zaraz za nią
Hidan. Popatrzyłam na nią, a ona uciekła wzrokiem. Usiadłam znowu pod szafą,
znowu obok Sasoriego, a wtedy Nagato zaczął:
-Mamy do obgadania parę spraw. Pierwsza
zaiste istotna…- skierował wzrok na mnie- Sharon, co Ci odwaliło?! Prawie ją
zabiłaś. Z resztą, nie wiem, czy czasem nie ma zamiaru umrzeć.
-Trudno. Ja tęsknić nie będę!- krzyknęła
krzyżując ręce na piersi. Rozpoczęła się głucha cisza. Wpatrywałam się w sufit
nade mną, przetwarzając wypowiedziane przez nią słowa. Wtedy tą ciszę przerwał
głos lidera:
-Dobra, kontynuując. Jak wiecie, przemycono
do szkoły narkotyki. Powiedzcie mi, czy ktoś z was ostatnio gorzej się czuje?
Bo wczoraj… *sięga do kieszeni* … znalazłem tą karteczkę, na której napisane
jest po kolei, co ktoś musi zrobić, żeby nas pozabijać… a bynajmniej tak mi się
wyda… Deirs!- dokrzyczał… potem nic nie pamiętam… wiem tylko, że było mi bardzo
zimno i wygodnie. Może spałam na łóżku? Otworzyłam ciężkie powieki. O kurna-
pierwsze co pomyślałam. Leżałam nad otwartym niebem i na dodatek nie mogłam się
trochę ruszać. Rozejrzałam się. Leżałam na polu. Dlatego było miękko. Obok mnie
leżał Sasori, bez koszul… Co?! Bez koszulki… spojrzałam ze strachem na siebie.
Szczęście w nieszczęściu. Bo miałam ubrania i tak dalej. Ale końcówki moich
włosów, były białe. Strasznie bolała mnie głowa. Usiadłam. Na kolanach
przeniosłam się do czerwonowłosego, chcąc go obudzić. Nie trwało to zbyt długo.
Posiedział chwilę i patrzył się na mnie, aż w końcu zapytał:
-Co my tu robimy? I gdzie jest reszta ludzi?-
jak na zawołanie usłyszałam za sobą głos Hidana, który również nie miał koszuli.
Odwróciłam się. Obok niego szła Sharon z rozpiętą koszulą, odsłaniającą różowy
stanik. Chyba sama go jej kupiłam… a, nie ważne. Obok niej, szedł jej brat. Za
nimi szedł Nagato, niosący nieprzytomną Konan na rękach. Zaraz za nimi szedł
Itachi, który wyglądał na pozór normalnie, ale już z daleka zobaczyłam
aktywowanego sharingana. Tobi jak zwykle biegał dookoła i darł się: -Tobi is a
good boy, on tego nie zrobił!- przywykłam. Wstałam, a zaraz za mną Sasori. Był
ode mnie wyższy o głowę, dlatego swobodnie zrobił sobie ze mnie podparcie na
głowę. Uśmiechnęłam się. Ale minimalnie. Reszta bandy przyszła do nas i zaczęła
się rozkmina.
-Dobra to gdzie jesteśmy?- zaczął Itachi.
-Chciałbym to wiedzieć.- powiedział Nagato.
-Deris! Oczy!- krzyknął Tobi.
-Oczy… co z nimi?- zaczęłam się zastanawiać.
-Ehh… wyłącz Kekkei Genkai.- westchnął
Sasori. Spróbowałam go wyłączyć, ale wszystkie trzy próby, zakończyły się
fiaskiem.
-Dobra…- zaczął Nagato, odkładając Konan na
ziemię.- z Sasorim idziemy poszukać Yahiko. Gdzieś musi być w okolicy, a wy
niczego nie rozwalcie.- po chwili zniknęli gdzieś w lesie. Usiadłam po turecku
na ziemię, a obok mnie usiadł Hidan. Przeszedł mnie dreszcz. Coś zaraz zrobi.
Objął mnie ramieniem i powiedział:
-Sharon, masz pomysł gdzie jesteśmy?
-Idioto, jestem Deris.- powiedziałam spokojnie,
zdejmując jego ramie z siebie, po czym wstałam. Hidan położył się na ziemi i
zaczął się drzeć:
-Sharon mnie nie kocha! Sharon mnie nie
kocha.
-Kurwa dziecko jakieś?- zapytał Itachi.
Sharon zbulwersowała się i położyła się na chłopaku, krzycząc:
-Idioto kocham Cie!- strzeliłam sobie
solidnego face palma. Hidan odwrócił się na plecy zrzucając z siebie
dziewczynę, po czym zaczął ją namiętnie całować. Zachciało mi się zwymiotować, myśląc,
że ja muszę czasami wyglądać tak samo… ekhem. Odwróciłam się do nich plecami,
chcąc uniknąć kontrowersji. Wtedy Itachi odezwał się.
-Wcięło nam Tobiego. Zaraz wracam.- debilu!
Nie zostawiaj mnie z nimi! Ehh… kątem oka odwróciłam się. Kontynuowali
czynność. Na szczęście nie zanosiło się, na coś więcej. Dobra, co mogę porobić…
odeszłam od nich kawałek i weszłam na górkę obok. Cholera- pomyślałam. Pole
było ogromne. W dodatku nie widziałam żadnej cywilizacji. Co my robiliśmy? Po
chwili, pojawił się Nagato z Yahiko, oraz Sasori. Dosłownie pięć sekund
później, przyszedł Itachi z Tobim. Hidan wstał z Sharon, a ja zeszłam z góry.
Stanęłam grzecznie obok Kuzyna, który wtedy odezwał się.
-Ktoś ma pomysł, jak wrócić do domu?
-Nie,- zaczął Hidan- ale zastanawia mnie, ile
z was, w ciągu tego czasu, straciło swoje dziedzictwo.- mówiąc to, jego wzrok
powędrował najpierw na mnie, a dopiero potem na innych. Szlag mnie trafił
chyba, żyłka koło oka zaczęła pulsować.
-Czy ty jesteś pojebany do końca?! Jesteśmy
na środku jakiegoś pola, nie wiadomo gdzie, a ty się zastanawiasz nad tym, kto
się z kim pierdolił?!- wszyscy spojrzeli na mnie, jak na kogoś innego.
Odchrząknęłam i dodałam normalnie:
-Dobra, to jak wrócimy do domu?
-Może stworzę transport z gliny, hm?-
zaproponował Deidara.
-To nie jest głupie. Ale masz glinę przy
sobie?- zapytał Sasori
-Yhm.- odpowiedział mu, a po chwili, przed
nami pojawił się wielki gliniany smok. Ładnie… dobra nie ważne. Wszyscy wsiedli
na nasz gliniany transport. Blondwłosy, stał na głowie smoka, wypatrując
cywilizację. Oglądałam krajobrazy, opierając się głową o ramię czerwonowłosego.
Nagato siedział blisko Deidary, żeby poinformować nas potem, gdzie się
znajdujemy. Yahiko siedział z Konan na rękach, która nadal się nie obudziła. Na
samym końcu siedziała Sharon z Hidanem, którzy chwilę gadali, pośmiali się i
zaczęli to co zawsze, czyli całowanie. Denerwuje mnie to już. Itachi z Tobim,
siedzieli przede mną, kłócąc się o coś. Nie wnikałam w ich rozmowy.
Zastanawiałam się tylko, nad zmianą koloru moich włosów. Było to trochę
podejrzane. Lecieliśmy bardzo długo. Trzymałam się już ręki Sasoriego, z obawą,
że zaraz spadnę na ziemię. W pewnym momencie, zasnęłam i obudziłam się, jak
było już ciemno. Siedziałam na kolanach czerwonowłosego, który obejmował mnie
rękami. Spał. Z resztą jak większość towarzystwa. Wszyscy siedzieli sobie pod
drzewami, tylko Sharon z Hidanem, leżeli na sobie. Wtuliłam się mocniej w
chłopaka, po czym z powrotem zasnęłam. Obudziłam się rano, gdy Yahiko, za
pomocą jutsu wody, wygaszał resztki paleniska. Reszta ekipy, również
powstawała. Deidara powrotem stworzył glinianego smoka, który zaraz, stał się
ponownie naszym transportem. Zauważyłam, że moje Kekkei Genkai, nadal było
aktywowane. Bolały mnie już od niego oczy. Nadal siedząc obok marionetkarza,
zapuściłam się w głąb swoich myśli, zastanawiając się nad swoimi własnymi
emocjami. Niestety nie potrwało to długo. Nagato oznajmił, że lądujemy,
ponieważ widać nasze miasto. A przynajmniej miał nadzieję, że nasze. Gdy
znajdowaliśmy się w bezpiecznej odległości od cywilizacji, Deidara mógł
spokojnie odwołać smoka. Powoli i spokojnie szliśmy w stronę budynków. No
prawie spokojnie. Sharon i Hidan, ewidentnie wydawali się pijani, albo naćpani.
No właśnie! Przecież Nagato znalazł tą kartkę z planem zagłady. Dotarliśmy do
miasta. Faktycznie byliśmy w Tokio. I to niedaleko centrum i niedaleko szkoły.
Po półtorej godziny, znaleźliśmy się pod szkołą, a pod nią? Policja i
reporterzy. Gdy podeszliśmy bliżej, chcąc przekroczyć bramę szkoły, zatrzymała
nas fala reporterów i policji. Pamiętałam o zamknięciu oczu, przez do Sasori,
musiał prowadzić mnie, przez większość drogi. Gdy przebiliśmy się do szkoły,
zobaczyliśmy powywieszane czarne wstążki, przy każdej fladze Japonii. Nikt nie
chodził po korytarzu. Strasznie. Po cichu, udaliśmy się do swoich pokoi. Na
klamkach, również poprzewieszano, czarne wstążki. Na biurku w moim pokoju, stał
wazon cmentarnych, czerwonych kwiatów. Na szafeczce nocnej to samo.
-O cholera.- odezwałam się. Sharon stanęła
wryta i zaczęła rzucać wszystkimi kwiatami, po całym pokoju. Weszłam do
łazienki. Cholerne oczy. Wyciągnęłam z szafy okulary przeciwsłoneczne, po czym
włożyłam je na nos. Sądzę, że nikt ich nie zobaczy. Gdy wyszłam z łazienki,
zobaczyłam Sharon, stojącą na krześle. Ona
naprawdę się naćpała. Chyba.
-Ej, debilu.- zaczęłam, a blondynka spojrzała
na mnie pytającym wzrokiem- chodź do reszty ludu.- dopowiedziałam po chwili.
Kiwnęła głową, na znak zrozumienia. Gdy otworzyłam drzwi na korytarz,
zobaczyłam masę ludzi. Zebrała się cała szkoła? Chwilę patrzyli na mnie, to na
Sharon, która uśmiechała się jak głupia. W pewnym momencie, z tłumu wyłoniła
się nasza wychowawczyni- Kurenai. Podbiegła do nas i przytuliła, coś
szlochając. Zaraz potem przybiegła Tsunade. Wszyscy byli w ciężkim szoku.
-Czy… wrócili wszyscy?- zapytała dyrektorka.
-Tak!- krzyknęła uśmiechnięta blondynka- I
Sasori, i Deidara, i Nagato i…- zatkałam jej twarz dłoniom i powiedziałam:
-Wszyscy, to wszyscy.- oburzona, odwróciła
się do mnie plecami, a ja tylko westchnęłam i przerzuciłam lakonicznie oczami.
Niczym Sasori. Chyba naprawdę, zachowujemy się tak samo. Kurde! To nie czas i
miejsce. Wtedy Tsunade wydarła się na cały korytarz:
-Żałoba odwołana!- wtedy wszyscy zaczęli się
cieszyć itd. Żałoba? Ile nas nie było, że wszczęli żałobę? Ominęłam sprytnie
wszystkich uczniów, po czym wdrapałam się na trzecie piętro, do pokoju
Sasoriego i Deidary. Gdy tylko przekroczyłam próg drzwi, poczułam zapach moich
ukochanych kwiatów. Są to czerwone, cmentarne kwiaty. Nie często bywam na
cmentarzach, ale te kwiaty zawsze mi się podobały. U nich w pokoju, również
wisiała czarna wstążka na drzwiach. Oboje stali na środku pokoju, a w tym
momencie patrzyli na mnie.
-Wiecie, że tutaj podobno jest jakaś żałoba?-
zapytałam. Spojrzeli na siebie, a potem znowu na mnie.
-Wiesz… mi się wydaje, że nas chyba
pochowali. Cmentarne kwiaty? Czarne wstążki? Żałoba? Bez przesady.- powiedział blond
włosy.
-W każdym razie, lepiej chodźcie na dół.- dodałam.
-Dobra to ja pójdę zebrać resztę, a wy
idźcie.- powiedział Deidara, z lekkim uśmiechem, po czym wyszedł z pokoju.
Podeszłam do czerwonowłosego i spojrzałam w jego oczy. Zaniepokoiło mnie, że jego
oczy były podkrążone i lekko czerwone. Westchnęłam, zamykając oczy. Zapomniałam
o okularach, które musiałam mieć, żeby zasłonić Kekkei Genkai. Strasznie to
bolało, że musiałam ciągle z tym chodzić. To nie jest takie proste. Jeszcze
unikaj rozwalenia wszystkiego dookoła. Masakra. Złapałam czerwonowłosego za
rękę, po czym zaprowadziłam go do wielkiego widowiska. Zaraz za nami, pojawiła
się reszta bandy. Dyrektorka coś tak jeszcze pogadała do nas i innych uczniów i
rozkazała nam wrócić do pokoi, a jutro mamy wracać na lekcje. Zajebiście.
Chciałam wrócić do pokoju, ale nie zauważyłam istotnej rzeczy. Nadal trzymałam
marionetkarza za rękę i gdy go puściłam i chciałam złapać za klamkę, miałam
nadzieję, że nikt tego nie zauważy i da mi spokój. Na marne. Hidan jak zwykle
musiał zobaczyć to, czego nie trzeba.
-Ej ty!- zawołał wskazując na mnie palcem.
Więc to tak wygląda miejsce mojej śmierci.- więc jednak Ty coś ten teges z
lalkarzem!- krzyknął, przykładając mi palec do czubka nosa.
-Jak już…- zaczęłam odtrącając jego dłoń
sprzed mojej twarzy- marionetkarzem. I co Cie to jak zwykle obchodzi…-
zapytałam ściszając głos i odwracając się w stronę drzwi.
-Co mnie to obchodzi?!- wydarł się na cały
korytarz- akurat mnie dużo! Ponieważ, wszyscy zakładali, że prędzej czy później,
tak to zakończy… jesteście zbyt podobni!- nadal darł się na cały korytarz, a ja
miałam wrażenie, że dzisiaj ukrócę mu tą jego nieśmiertelność.
-Dobra…- zaczęłam, pytając w głowie, po co to
mówię. Nadal wpatrywałam się w drzwi, zaciskając klamkę-… przyznaję, jestem…
-westchnęłam- lalką marionetkarza. A teraz dasz mi spokój?- dopowiedziałam,
odwracając wzrok w jego lawendowe tęczówki. Był wyraźnie zdziwiony moja
odpowiedzią. Otworzyłam drzwi, po czym zatrzasnęłam je, opierając się o nie.
Chwilę stałam przy drzwiach, słuchając co dzieję się za nimi. Głupio mi było,
przyznać się do tego. Miałam trzymać to w tajemnicy. Z resztą, Sasori sam tam
stał i widział całą sytuację. Nie powinien mieć mi tego za złe. Mogę się
założyć, że Hidan teraz lata po wszystkich z Akatsuki, a ja zrobiłam z nas parę
debilów. Słodko. Weszłam w głąb pokoju. Sharon leżała na plecach na podłodze i
gadała coś pod nosem. Klęknęłam przy niej. Jej oczy jeszcze bardziej były
czerwone niż czerwonowłosego.
-Ej…- westchnęłam.- idę się umyć. Nie idź
nigdzie, zabijesz się.- powiedziałam wstając, po czym ruszyłam pod prysznic.
Blondynka tylko spojrzała na mnie i uśmiechnęła się jak dziecko, kontynuując
gadanie pod nosem. Weszłam do łazienki, po czym rozebrałam się, kładąc ubrania
na pralce. Zdjęłam okulary i rozczesałam włosy, co było trudne. Były strasznie
poplątane. Weszłam pod prysznic, a z początku zimne krople wody, spływały po
moim ciele. Szybko zakończyłam czynność, a potem wyszłam owijając się
ręcznikiem. Cholera. Nie wzięłam sobie żadnych ubrań na zmianę. Przecież te są
brudne- pomyślałam, patrząc na stertę ubrań na pralce. Wyszłam z łazienki,
zostawiając za sobą ślady stóp. Gdy podeszłam do komody, zauważyłam, że Sharon
nie ma w pokoju. Westchnęłam ciężko. Wzięłam potrzebne ubrania i wróciłam do
ubikacji, żeby się ubrać. Wytarłam włosy w ręcznik, po czym wybiegłam z pomieszczenia
szukając Sharon. Wtedy zatrzymał mnie Deidara, z wzrokiem bardzo rozbawionym.
-Co się szczerzysz?- warknęłam na niego,
wyrywając ramię z jego uścisku.
-Hidan mi powiedział.- uśmiechnął się jeszcze
bardziej i niczym niewinne dziecko, przepraszam: niewinna dziewczynka, zetknął
ręce na plecach. Westchnęłam, po czym odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w
swoją stronę. Usłyszałam za plecami jeszcze jak mówi: -Szczęścia Deris.- przyda
mi się. Na pewno. Szłam po korytarzu w poszukiwaniu przyjaciółki. Postanowiłam
wejść do pokoju Hidana, miałam nadzieję, że tam będzie. Nie myliłam się.
Siedzieli razem na łóżku, tak, że Hidan opierał się o ścianę, a Sharon
siedziała na jego kolanach, oczywiście się całując. Wyszłam z pokoju, mając
nadzieję, że zostałam niezauważona. I że niby co mam teraz ze sobą zrobić?
Pierwsze co nasunęło mi się na myśl, to pójść do Sasoriego. W sumie ma pokój
obok, więc czemu nie. Gdy przekroczyłam próg drzwi, zostałam złapana w nici
chakry, po czym przyciągnięta prosto w ramiona marionetkarza, który objął mnie
rękami i ucałował w czoło. Znowu coś na tyle słodkiego, że nie umiałam sobie
tego wyobrazić. Odwzajemniłam gest czerwonowłosego, który po chwili odsunął się
ode mnie, podnosząc moją głowę lekko do
góry. Zapatrzyłam się w jego tęczówki, które są bardzo ładne. Znowu tak zwane
motylki w brzuchu i mały uśmiech na twarzy marionetkarza…
Następnego dnia, obudziłam się z bólem głowy.
Cholerne narkotyki. O ile to były TYLKO narkotyki. Podniosłam się do pozycji
siedzącej i spojrzałam na łóżko Sharon. Nie ma jej. W sumie, jak się kładłam,
też jej nie było. Może zasnęła u Hidana? Bardzo prawdopodobne. Ubrałam się
szybko w mundurek szkolny i okulary, żeby zasłonić oczy, w których nadal
zaktywowane było Kekkei Genkai, po czym wyszłam szybko z pokoju. Przypominając
sobie, że pierwszą lekcją jest wf, ucieszyłam się. Ominie mnie wycisk od Gai’a.
Nie mogę ćwiczyć z tymi oczami, powiem, że boli mnie noga. On się na to
nabiera, nie pozwoli, żeby cos się komuś stało. Poszłam na salę sportową. Na
krzesłach siedziało już kilka uczennic, przebranych w stroje od wf. Chłopaków,
jeszcze nie było na sali. Dostrzegłam Konan, siedzącą oddzielnie od wszystkich,
jakże równo wymalowanych dziewczyn, które robią to, tylko po to, aby
przypodobać się chłopakom z Akatsuki. Błagam. Jakby je chcieli, to by z nimi
chodzili. W każdym razie, podeszłam do Konan i usiadłam obok niej. Poprawiłam
okulary na nosie, a wtedy do Sali weszli wszyscy chłopacy z Akatsuki i Sharon.
Wszystkie dziewczyny z klasy, przestały poprawiać swoje makijaże, po czym
zaczęły wpatrywać się w chłopaków. Czyli to co zawsze. Sharon podeszła do mnie,
ubrana w szare dresowe spodnie i białą bluzkę. Włosy jak zwykle w warkocz.
Wtedy nasz nauczyciel Gai sensei wbiegł na salę i wydarł się do wszystkich:
-Czy wszyscy czują energię młodości?!- wszyscy odpowiedzieli mu znudzonym tonem: -Tak… nauczyciel zaczął sprawdzać obecność i każdy musiał mu mówić po kolei czy ćwiczy. Gdy trafiło na mnie i wyczytał moje imię powiedziałam lekko znudzona:
-Czy wszyscy czują energię młodości?!- wszyscy odpowiedzieli mu znudzonym tonem: -Tak… nauczyciel zaczął sprawdzać obecność i każdy musiał mu mówić po kolei czy ćwiczy. Gdy trafiło na mnie i wyczytał moje imię powiedziałam lekko znudzona:
-Jestem i nie ćwiczę.
-Co?!- oburzył się- nie czujesz tej energii
młodości w sobie?! Zawsze gdy gramy w gry zespołowe wygrywasz, bo wybierasz
najlepszą drużynę!
-Nie dzisiaj. Boli mnie kostka.- lekko
uniosłam kąciki ust do góry. Nauczyciel tylko przytaknął i wrócił do
sprawdzania listy obecności. Potem kazał wszystkim zrobić 10 okrążeń wokół
białych linii na sali. Gdy skończyli, zrobili krótka rozgrzewkę, a potem
podzielili się na grupy. Nie pamiętam kto był kapitanem. Jakaś dziewczyna i
chłopak.
Ale nie z Akatsuki, więc nie ogarniałam kto.
Z resztą, z tymi oczami, nic się nie dało zobaczyć. Grali w piłkę ręczną.
Sharon złapała od kogoś piłkę, rzuciła ją do bramki szybko biegnąc(wszyscy w
grupie, są bardzo wysportowani, przez umiejętności ninja), po czym wpadła na
słup bramki. Zerwałam się z siedzenia, wywalając się na kolana obok
nieprzytomnej koleżanki. Zaczęłam klepać ja dłoniom po twarzy, a wokół nas,
zebrała się cała klasa. W pewnym momencie, blondynka uchyliła oczy, po czym
próbowała usiąść. Pomogłam jej. Rozejrzała się dookoła i powiedziała łapiąc się
za czoło:
-Ale co się stało?- uśmiechnęłam się,
pomagając jej wstać i prowadząc ją do szatni. Zaraz za nami przyszła reszta
dziewczyn. Tłumaczyłam powoli Sharon co zrobiła, gdy jedna z dziewczyn w szatni
nagle się odezwała krzycząc:
-Co Deris, jak to jest być „laleczką’’
marionetkarza?- zapytała śmiejąc się, a zaraz za nią reszta idiotek w szatni.
Westchnęłam ciężko i poczułam jak zaczynam się gotować od środka. Wkurwiła mnie. Dziwka. Pod wpływem emocji podeszłam do niej
i podniosłam ją za koszulę do góry. Poczułam ogarniającą mnie złość. Czułam, że
zaraz coś zrobię. Użyję mocy, albo coś. Chciałam coś powiedzieć, gdy nagle fala
zimnego i nieprzyjemnego wiatru, opanowała szatnie. Okno z hukiem otworzyło
się, roztrzaskując przy tym na drobne kawałki, a drzwi odsłoniły dziewczyny,
przebierające się dopiero w normalne stroje. Żeby mnie wkurzyć, kto stał
naprzeciwko drzwi? Sasori i Nagato. Fajnie. Słuchając pisku pozostałych
będących w pomieszczeniu, złapałam za torbę i wybiegłam, łapiąc za koszulę
Sasoriego, który posłusznie zrozumiał co zrobiłam. Boję się siebie.
Sharon:
Stałam w pół ubrana w
szatni, wszystkie dziewczyny zaczęły krzyczeć, więc choć nie wiedziałam
dlaczego, też to zrobiłam. Odwróciłam się i zobaczyłam Deris uciekającą do
Sasoriego, który stał obok Nagato. Po co biegnie… nic się nie stało. Chciałam
pobiec za nimi, ale jakieś dziewczyny zaczęły przypominać mi, że nie mam na
sobie koszulki .Ubrałam się, chwyciłam za torbę i również wybiegłam z sali. Po
drodze wpadłam, na jakąś ławkę, dwie dziewczynki stojące obok, popatrzyły się
na mnie, jakbym była naćpana. Ale przecież nie jestem, niby kiedy ? Otrząsnęłam
się, spojrzałam przed siebie, ale nie było śladu po przyjaciołach.
Zdezorientowana usiadłam na podłodze.
-Brałaś coś? –zapytała mnie jedna z dziewczyn, obie były do siebie bardzo podobne, miały ciemne włosy i zielone oczy.
-Nie… a co was to ?
-Was ? Jakie… WAS… jestem tu jedna. – zaprzeczyła oglądając się za siebie.
-Nie prawda… kłamiesz… a widziałaś czerwono włosom dziewczynę ?
-Ty serio…? No tak, poszła na górę.
-Dzięki, jesteście fajne, ale ty…- powiedziałam wskazując na jedną z nich.-ja jestem czysta, zawsze… W tym momencie dziewczynka otworzyła usta i odsunęła się ode mnie o kilka kroków. Wstałam, zaczepiłam włosami o wystający kant ławki i uderzyłam się w głowę. Zaśmiałam się lekko, nie wiedząc z czego, po czym powędrowałam schodami do swojego pokoju. Weszłam do środka, nikogo tam nie było, może poza Hidanem, który ostatnio dziwnie się zachowywał. Spojrzałam na niego, a on nawet nie zwrócił na mnie uwagi, wzruszyłam ramionami i wszyłam na zewnątrz. Pomyślałam, że skoro, wtedy szła z Sasorim, to może być u niego. Skierowałam się do ich drzwi, uchyliłam je lekko i wysunęłam głowę. Deris płakała na jego ramieniu, a on czuło ją otulił. Od kiedy ona okazuje jakieś emocje, poza złością ? Pierwszy raz widziałam ją w takim stanie.
-Nie… nie mogę tego kontrolować, to przez narkotyki, na pewno. – wydusiła z siebie ,dalej wtulona w ramie chłopaka. Ona i narkotyki ? Naćpała się, czy co? To nie możliwe, prędzej ja to mogłam zrobić.
-Spokojnie, dasz radę, każdy myśli, że to wypadek. – pocieszał ją czerwono włosy. – Nie denerwuj się po prostu.
-Łatwo mówić… - Wpatrywałam się tej słodkiej scenie, gdy nagle zakręciło mi się w głowie i upadłam na ziemię. Wszystkie oczy skierowane były na mnie, Deris przerwała płacz, a Sasori wstał, aby mi pomóc.
-Co ty tu robisz ? – zapytał podając mi rękę. Nie wiem czemu,ale z jego wargi zaczęła spływać krew. Wpatrywałam się w nią z zainteresowaniem, chyba zachorował, w końcu ja nic mu nie zrobiłam. Kiedy już siedziałam, chłopak otarł twarz rękawem i skierował głowę ku przyjaciółce. Z początku niezauważalnie podniosła kąciki ust do góry, póki nie zobaczyła czerwonego rękawa i kolejnej serii krwi spływającej mu po policzku. Otworzyła szeroko usta, a jej włosy zaczęły się unosić wysoko nad głowę. Trochę się zlękłam. Nagle poczułam duży ból w okolicach brzucha. Skierowałam swój wzrok niżej i zobaczyłam nożyk, który zawsze trzymam przy sobie, tym razem spoczywał w moim ciele. Dookoła niego widziałam dużą czerwoną plamę, po raz pierwszy w życiu zobaczyłam swoją własną krew. Spróbowałam użyć swoich mocy, ale na marne. To chyba przez emocje, nie mam pojęcia. Deris siedziała na łóżku z żądzą mordu w oczach. Powoli robiło mi się słabo. Sasori nie wiedział co robić, patrzył na mnie z nadzieją, że w końcu mi się uda. Widziałam czarne plamki przed oczami, przyjaciółce opadły włosy, spojrzała tajemniczo przed siebie i rzuciła się, aby mi pomóc. Powoli wyjęła mi nóż i wpatrywała się w niego z odrazą, w tej chwili drzwi otworzyły się i wszedł Hidan. Tego mi brakowało. Stał przed nami, patrzył się na nas, jakby to, że leże na podłodze nie było nic dziwnym, po czym uśmiechnął się.
-Biją się !!! – krzyknął i z entuzjazmem klasnął w ręce.
-Nie drzyj się, tylko mi pomóż debilu, twoja dziewczyna umiera !!! Hidan stał w miejscu, ale jego uśmiech zniknął i pojawiło się trochę tępe spojrzenie.
-Debil, brałeś coś ? –zapytałam trochę słabym, załamanym głosem.
-IDIOCI- powiedziała ostro, z zapłakanymi oczami Deris. – Wszyscy jesteśmy naćpani.- Zdziwiona spojrzałam na nią, a potem na chłopaków. Ja…? Na pewno nie…ale nie będę się kłócić. Bardziej zastanawiało mnie, jak wolno się umiera, co prawda to wszystko pewnie trwało pięć minut, nie wiem, straciłam poczucie czasu, ale czy to ważne ?
-Idioci, wszędzie idioci. – powiedziałam powoli tracąc kontakt z rzeczywistością.- Może wezwiecie pomoc? A nie…spoko…miło jest mieć dziurę w brzuchu… - Przyjaciółka, chyba nawet tego nie usłyszała, ponieważ dalej wpatrywała się w zakrwawiony nóż. Sasori przerażony otrząsnął się i wysłał Hidana, aby kogoś powiadomił.
-Proszę, tylko nie jego…prędzej ty idź.-powiedziałam załamana całą tą sytuacją. Po co mi pomagać ? Lepiej jest się patrzeć, raz się żyje…przymknęłam oczy, a gdy je lekko uchyliłam zobaczyłam czyjeś ramię, chyba byłam gdzieś przenoszona. Dotknęłam dłonią rany, po czym spojrzałam na nią, była cała czerwona, po chwili nie mogłam nią ruszyć, obraz mi się zamazał, a moja głowa opadneła bezwładnie. Obudziłam się, lecz nie otworzyłam oczu, wyczułam tylko coś miękkiego. Były to czyjeś włosy, nie wiedząc, po co pociągnęłam je i uchyliłam oczy. Ich właścicielką była Deris siedząca obok mnie. Zerknęła w moją stronę, uśmiechnęła się, co mnie zdziwiło i rzuciła mi się na szyję uderzając mnie łokciem w ranę. Jęknęłam z bólu, a przyjaciółka odskoczyła, przepraszając mnie równocześnie.
-Za co mnie przepraszasz ? – zapytałam marszcząc brwi.
- Dobrze się czuje.
-Za wszystko, przecież prawie cię zabiłam.-powiedziała przygryzając wargi i patrząc mi prosto w oczy. – To nie było specjalnie, to przez prochy, tak samo ty zrobiłaś…wtedy Sasoriemu.
-Ja? Ja nic nie brałam, może Hidan…on dziwnie się zachowuje.
-Ty też, wy najwięcej wzięliście. A jeśli już wspominasz o nim…kiedy zemdlałaś bardzo się wystraszyłam, próbowałam coś zrobić, wtedy Hidan cię podniósł, powiedziałam mu, że to nie najlepszy pomysł, ale…zrobił to.
-I co dalej ? Opowiedz mi wszystko…i gdzie w ogóle jesteśmy ?
-Kiedy był już w progu drzwi walnął o coś, wywalił się i cię upuścił, wtedy ja krzyknęłam i przybiegł Sasori z resztą Akatsuki. Podeszłam do ciebie, po czym wzięłam na ręce, jesteś w naszym pokoju. Leżałaś tu dwa dni, wyzdrowiałabyś szybciej, gdyby nie to, że Konan również była naćpana i zamiast ci pomóc, jeszcze bardziej pogłębiła ranę…ale potem udało się, obie to zrobiłyśmy. To tyle, tak się cieszę, że żyjesz…
-Wow, ale dużo mówisz… dziękuje ci…- powiedziałam z uśmiechem i podniosłam się z łóżka. Trochę kręciło mi się w głowię, ale nie chciałam o tym mówić, w sumie czułam się dobrze. Patrzyłam się na Deris, która znów zamilkła, nagle nie miłą ciszę przerwał dzwonek. Szybko wstałam i udałam się do drzwi, nie wiem jak to się stało, ale wyszłam na dwór.
-Ale dzisiaj pada….- powiedziałam unosząc rękę do góry.
-Sharon…dziś jest sobota, a ty stoisz pod prysznicem.
-To czemu dzwonił dzwonek ?
-To był budzik, który wczoraj nastawiłam… Idę lepiej po Hidana, może się ogarniesz…
-Nie !
-Czemu ? – zapytała zdziwiona moją odpowiedzią.
-Bo pada… - Deris uderzyła się w głowę i wyszła bez słowa, ponieważ nie chciałam moknąć schowałam się do środka. Prysznic… też wymyśliła… Zdjęłam przemokniętą koszulkę i ubrałam nową, w tym momencie do pokoju wszedł Hidan. Uśmiechnął się, podbiegł do mnie i przytulił z całej siły, uciskając mi ranę.
-Boli…
-Będzie blizna… - powiedział, dalej trzymając mnie w objęciach. Spojrzałam przez jego ramię na przyjaciółkę, która przyzwyczajona do tego widoku usiadła na łóżku. Pocałowałam chłopaka w policzek i przyłączyłam się do Deris.
-Przychodziłeś tu chociaż ?
-Tak, ale teraz akurat byłem… u Sasoriego…
-Po co ? –zapytałam naprawdę zaciekawiona.
-A po nic…-powiedział zdezorientowany.- Jak się czujesz ?
-Dobrze… podobno jesteśmy naćpani… wiesz coś o tym ?
-Tak… słyszałem co nieco… - odpowiedział robiąc dziwną minę i przysiadając się do mnie. Ale po co był u Sasoriego ? Czemu nie chce mi powiedzieć…? Ogarnęła mnie złość i smutek, coś przede mną ukrywał… spojrzałam na niego, chciało mi się płakać, moje oczy przepełnione były łzami.
-Ja idę na razie…Deris chodź ze mną…-powiedziałam wskazując na drzwi.
-To znowu jest łazienka… zaprowadzę cię do wyjścia…
-Dobra.- wstałam i złapałam przyjaciółkę z rękę, odwróciłam się, zobaczyłam zdziwionego Hidana, który chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Wyszłyśmy razem, a ja zamknęłam drzwi na klucz, usiadłam na podłodze i uroniłam kilka łez.
-Ty nigdy przy nas nie płakałaś…- powiedziała zdziwiona, po czym usiadła koło mnie.
-Ale skoro już wiesz, że to robię… to co to za różnica.- Deris milczała, a ja powoli ogarnęłam się. Wytarłam twarz w bluzkę i patrzyłam, czy nikt nie idzie…nikt poza przyjaciółką nie wie, że często mi się to zdarza. Nagle wstałam i ruszyłam wraz z nią do pokoju Sasoriego. Drzwi były otwartę, wiec weszłam do środka. Według Deris miałam ostry wyraz twarzy, tak się zresztą czułam, wkurzona.
-O czym gadałeś z Hidanem ? –zapytałam nie zwracając uwagi, na to, że przerywam mu czytanie jakiejś książki.
-Nie ważne… - powiedział patrząc na mnie.
-Nie kocha cię…-wtrącił się Deidara. – Chyba chciał z tobą zerwać.- Spojrzałam na niego, jak zwykle, moja moc aktywowała się, lecz teraz nie przypadkiem. Z jego nosa zaczęła spływać krew, i tak to za mała kara, zrobiłabym mu więcej, ale Deris uderzyła mnie w ramie i wskazała na czerwono włosego.
-On kłamie… po prostu pytał mnie o nasz związek…-mówiąc to wskazał na przyjaciółkę i puścił jej oczko. – Ale prosił, aby ci o tym nie wspominać… bo wiedział, że się wkurzysz, a jesteś teraz słaba…- Patrzyłam na chłopaka, w końcu poznałam prawdę…odetchnęłam spokojne i usiadłam na podłodze. Kiedyś zabije Deidare… a nawet mam plan na zemstę. Tego dnia pogodziłam się z Hidanem, ostatnio był bardzo miły, nie wiem, czy przez narkotyki, czy przez to, że prawie zmarłam… Przyszedł do mnie wieczorem, chyba usłyszał całą tą akcje, bo pocałował mnie i przeprosił. Do mojego planu przeciwko bratu wtajemniczyłam tylko Deris i Sasoriego. Myślę, że nie warto ufać komuś naćpanemu, choć sama jestem taką osobą…
Następnego dnia wstałam bardzo wcześnie ,po czym od razu ubrałam się. Wczoraj dodałam do napoju Deidary tabletki nasenne, które znalazłam w pokoju Hidana. Zazwyczaj wstaje on o 7, wiec miałam godzinę na przygotowania, po takiej dawce leków będzie ospały i nie powinien kontaktować się z rzeczywistością. Udałam się do jego pokoju, uchyliłam drzwi, według planu Sasoriego miało już tam nie być, wychyliłam się i zobaczyłam chłopaka, który właśnie chwytał torbę i szykował się do wyjścia. Kiwnęłam lekko głową, na wznak, że wszystko jest dobrze. Minęliśmy się po cichu, a ja przymknęłam drzwi. Brat leżał w łóżku, biedactwo… nie wie co go czeka… pewnie spodziewa się zwyczajnej kłótni. Cicho podeszłam do niego, lecz nie zauważyłam książki, która leżała na podłodze i potknęłam się o nią. Narobiłam niezłego hałasu, lecz Deidara nie obudził się, przypomniałam sobie ważną rzecz…go rozbudzi tylko jego zegarek…byłam, więc spokojniejsza. Wstałam i swoimi mocami zrobiłam wielką dziurę w podłodze…na szczęście cała akcja nie trwała długo. Usiadłam na łóżku czerwono włosego i wyjęłam aparat, aby uwiecznić tą piękną chwilę. Nagle zadzwonił budzik, a blondyn szybko go wyłączył, przeciągnął się i usiadł na kawałku łóżka. Jego stopy wisiały w powietrzu, a on tępo patrzył się wprost przed siebie. Nawet mnie nie zauważył… te tabletki były naprawdę dobre… włączyłam szybko nagrywanie i czekałam co się stanie. Deidara chciał wstać, podniósł się, po czym spadł do naszego pokoju, akurat na podłogę, tuż obok śpiącej Deris. Mimo wtajemniczenia, kiedy ciało runęło z hukiem i tak się wystraszyła. Brat tylko obrócił się na bok i jęknął z bólu…a ja zaczęłam śmiać się na głos, później zakończyłam nagrywanie. Będzie piękna pamiątka. Pod koniec załatałam dziurę i zeszłam na dół, gdzie usiadłam na podłodze i robiłam zdjęcia Deidarze, który dalej nie wiedział o co chodzi.
-Brałaś coś? –zapytała mnie jedna z dziewczyn, obie były do siebie bardzo podobne, miały ciemne włosy i zielone oczy.
-Nie… a co was to ?
-Was ? Jakie… WAS… jestem tu jedna. – zaprzeczyła oglądając się za siebie.
-Nie prawda… kłamiesz… a widziałaś czerwono włosom dziewczynę ?
-Ty serio…? No tak, poszła na górę.
-Dzięki, jesteście fajne, ale ty…- powiedziałam wskazując na jedną z nich.-ja jestem czysta, zawsze… W tym momencie dziewczynka otworzyła usta i odsunęła się ode mnie o kilka kroków. Wstałam, zaczepiłam włosami o wystający kant ławki i uderzyłam się w głowę. Zaśmiałam się lekko, nie wiedząc z czego, po czym powędrowałam schodami do swojego pokoju. Weszłam do środka, nikogo tam nie było, może poza Hidanem, który ostatnio dziwnie się zachowywał. Spojrzałam na niego, a on nawet nie zwrócił na mnie uwagi, wzruszyłam ramionami i wszyłam na zewnątrz. Pomyślałam, że skoro, wtedy szła z Sasorim, to może być u niego. Skierowałam się do ich drzwi, uchyliłam je lekko i wysunęłam głowę. Deris płakała na jego ramieniu, a on czuło ją otulił. Od kiedy ona okazuje jakieś emocje, poza złością ? Pierwszy raz widziałam ją w takim stanie.
-Nie… nie mogę tego kontrolować, to przez narkotyki, na pewno. – wydusiła z siebie ,dalej wtulona w ramie chłopaka. Ona i narkotyki ? Naćpała się, czy co? To nie możliwe, prędzej ja to mogłam zrobić.
-Spokojnie, dasz radę, każdy myśli, że to wypadek. – pocieszał ją czerwono włosy. – Nie denerwuj się po prostu.
-Łatwo mówić… - Wpatrywałam się tej słodkiej scenie, gdy nagle zakręciło mi się w głowie i upadłam na ziemię. Wszystkie oczy skierowane były na mnie, Deris przerwała płacz, a Sasori wstał, aby mi pomóc.
-Co ty tu robisz ? – zapytał podając mi rękę. Nie wiem czemu,ale z jego wargi zaczęła spływać krew. Wpatrywałam się w nią z zainteresowaniem, chyba zachorował, w końcu ja nic mu nie zrobiłam. Kiedy już siedziałam, chłopak otarł twarz rękawem i skierował głowę ku przyjaciółce. Z początku niezauważalnie podniosła kąciki ust do góry, póki nie zobaczyła czerwonego rękawa i kolejnej serii krwi spływającej mu po policzku. Otworzyła szeroko usta, a jej włosy zaczęły się unosić wysoko nad głowę. Trochę się zlękłam. Nagle poczułam duży ból w okolicach brzucha. Skierowałam swój wzrok niżej i zobaczyłam nożyk, który zawsze trzymam przy sobie, tym razem spoczywał w moim ciele. Dookoła niego widziałam dużą czerwoną plamę, po raz pierwszy w życiu zobaczyłam swoją własną krew. Spróbowałam użyć swoich mocy, ale na marne. To chyba przez emocje, nie mam pojęcia. Deris siedziała na łóżku z żądzą mordu w oczach. Powoli robiło mi się słabo. Sasori nie wiedział co robić, patrzył na mnie z nadzieją, że w końcu mi się uda. Widziałam czarne plamki przed oczami, przyjaciółce opadły włosy, spojrzała tajemniczo przed siebie i rzuciła się, aby mi pomóc. Powoli wyjęła mi nóż i wpatrywała się w niego z odrazą, w tej chwili drzwi otworzyły się i wszedł Hidan. Tego mi brakowało. Stał przed nami, patrzył się na nas, jakby to, że leże na podłodze nie było nic dziwnym, po czym uśmiechnął się.
-Biją się !!! – krzyknął i z entuzjazmem klasnął w ręce.
-Nie drzyj się, tylko mi pomóż debilu, twoja dziewczyna umiera !!! Hidan stał w miejscu, ale jego uśmiech zniknął i pojawiło się trochę tępe spojrzenie.
-Debil, brałeś coś ? –zapytałam trochę słabym, załamanym głosem.
-IDIOCI- powiedziała ostro, z zapłakanymi oczami Deris. – Wszyscy jesteśmy naćpani.- Zdziwiona spojrzałam na nią, a potem na chłopaków. Ja…? Na pewno nie…ale nie będę się kłócić. Bardziej zastanawiało mnie, jak wolno się umiera, co prawda to wszystko pewnie trwało pięć minut, nie wiem, straciłam poczucie czasu, ale czy to ważne ?
-Idioci, wszędzie idioci. – powiedziałam powoli tracąc kontakt z rzeczywistością.- Może wezwiecie pomoc? A nie…spoko…miło jest mieć dziurę w brzuchu… - Przyjaciółka, chyba nawet tego nie usłyszała, ponieważ dalej wpatrywała się w zakrwawiony nóż. Sasori przerażony otrząsnął się i wysłał Hidana, aby kogoś powiadomił.
-Proszę, tylko nie jego…prędzej ty idź.-powiedziałam załamana całą tą sytuacją. Po co mi pomagać ? Lepiej jest się patrzeć, raz się żyje…przymknęłam oczy, a gdy je lekko uchyliłam zobaczyłam czyjeś ramię, chyba byłam gdzieś przenoszona. Dotknęłam dłonią rany, po czym spojrzałam na nią, była cała czerwona, po chwili nie mogłam nią ruszyć, obraz mi się zamazał, a moja głowa opadneła bezwładnie. Obudziłam się, lecz nie otworzyłam oczu, wyczułam tylko coś miękkiego. Były to czyjeś włosy, nie wiedząc, po co pociągnęłam je i uchyliłam oczy. Ich właścicielką była Deris siedząca obok mnie. Zerknęła w moją stronę, uśmiechnęła się, co mnie zdziwiło i rzuciła mi się na szyję uderzając mnie łokciem w ranę. Jęknęłam z bólu, a przyjaciółka odskoczyła, przepraszając mnie równocześnie.
-Za co mnie przepraszasz ? – zapytałam marszcząc brwi.
- Dobrze się czuje.
-Za wszystko, przecież prawie cię zabiłam.-powiedziała przygryzając wargi i patrząc mi prosto w oczy. – To nie było specjalnie, to przez prochy, tak samo ty zrobiłaś…wtedy Sasoriemu.
-Ja? Ja nic nie brałam, może Hidan…on dziwnie się zachowuje.
-Ty też, wy najwięcej wzięliście. A jeśli już wspominasz o nim…kiedy zemdlałaś bardzo się wystraszyłam, próbowałam coś zrobić, wtedy Hidan cię podniósł, powiedziałam mu, że to nie najlepszy pomysł, ale…zrobił to.
-I co dalej ? Opowiedz mi wszystko…i gdzie w ogóle jesteśmy ?
-Kiedy był już w progu drzwi walnął o coś, wywalił się i cię upuścił, wtedy ja krzyknęłam i przybiegł Sasori z resztą Akatsuki. Podeszłam do ciebie, po czym wzięłam na ręce, jesteś w naszym pokoju. Leżałaś tu dwa dni, wyzdrowiałabyś szybciej, gdyby nie to, że Konan również była naćpana i zamiast ci pomóc, jeszcze bardziej pogłębiła ranę…ale potem udało się, obie to zrobiłyśmy. To tyle, tak się cieszę, że żyjesz…
-Wow, ale dużo mówisz… dziękuje ci…- powiedziałam z uśmiechem i podniosłam się z łóżka. Trochę kręciło mi się w głowię, ale nie chciałam o tym mówić, w sumie czułam się dobrze. Patrzyłam się na Deris, która znów zamilkła, nagle nie miłą ciszę przerwał dzwonek. Szybko wstałam i udałam się do drzwi, nie wiem jak to się stało, ale wyszłam na dwór.
-Ale dzisiaj pada….- powiedziałam unosząc rękę do góry.
-Sharon…dziś jest sobota, a ty stoisz pod prysznicem.
-To czemu dzwonił dzwonek ?
-To był budzik, który wczoraj nastawiłam… Idę lepiej po Hidana, może się ogarniesz…
-Nie !
-Czemu ? – zapytała zdziwiona moją odpowiedzią.
-Bo pada… - Deris uderzyła się w głowę i wyszła bez słowa, ponieważ nie chciałam moknąć schowałam się do środka. Prysznic… też wymyśliła… Zdjęłam przemokniętą koszulkę i ubrałam nową, w tym momencie do pokoju wszedł Hidan. Uśmiechnął się, podbiegł do mnie i przytulił z całej siły, uciskając mi ranę.
-Boli…
-Będzie blizna… - powiedział, dalej trzymając mnie w objęciach. Spojrzałam przez jego ramię na przyjaciółkę, która przyzwyczajona do tego widoku usiadła na łóżku. Pocałowałam chłopaka w policzek i przyłączyłam się do Deris.
-Przychodziłeś tu chociaż ?
-Tak, ale teraz akurat byłem… u Sasoriego…
-Po co ? –zapytałam naprawdę zaciekawiona.
-A po nic…-powiedział zdezorientowany.- Jak się czujesz ?
-Dobrze… podobno jesteśmy naćpani… wiesz coś o tym ?
-Tak… słyszałem co nieco… - odpowiedział robiąc dziwną minę i przysiadając się do mnie. Ale po co był u Sasoriego ? Czemu nie chce mi powiedzieć…? Ogarnęła mnie złość i smutek, coś przede mną ukrywał… spojrzałam na niego, chciało mi się płakać, moje oczy przepełnione były łzami.
-Ja idę na razie…Deris chodź ze mną…-powiedziałam wskazując na drzwi.
-To znowu jest łazienka… zaprowadzę cię do wyjścia…
-Dobra.- wstałam i złapałam przyjaciółkę z rękę, odwróciłam się, zobaczyłam zdziwionego Hidana, który chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Wyszłyśmy razem, a ja zamknęłam drzwi na klucz, usiadłam na podłodze i uroniłam kilka łez.
-Ty nigdy przy nas nie płakałaś…- powiedziała zdziwiona, po czym usiadła koło mnie.
-Ale skoro już wiesz, że to robię… to co to za różnica.- Deris milczała, a ja powoli ogarnęłam się. Wytarłam twarz w bluzkę i patrzyłam, czy nikt nie idzie…nikt poza przyjaciółką nie wie, że często mi się to zdarza. Nagle wstałam i ruszyłam wraz z nią do pokoju Sasoriego. Drzwi były otwartę, wiec weszłam do środka. Według Deris miałam ostry wyraz twarzy, tak się zresztą czułam, wkurzona.
-O czym gadałeś z Hidanem ? –zapytałam nie zwracając uwagi, na to, że przerywam mu czytanie jakiejś książki.
-Nie ważne… - powiedział patrząc na mnie.
-Nie kocha cię…-wtrącił się Deidara. – Chyba chciał z tobą zerwać.- Spojrzałam na niego, jak zwykle, moja moc aktywowała się, lecz teraz nie przypadkiem. Z jego nosa zaczęła spływać krew, i tak to za mała kara, zrobiłabym mu więcej, ale Deris uderzyła mnie w ramie i wskazała na czerwono włosego.
-On kłamie… po prostu pytał mnie o nasz związek…-mówiąc to wskazał na przyjaciółkę i puścił jej oczko. – Ale prosił, aby ci o tym nie wspominać… bo wiedział, że się wkurzysz, a jesteś teraz słaba…- Patrzyłam na chłopaka, w końcu poznałam prawdę…odetchnęłam spokojne i usiadłam na podłodze. Kiedyś zabije Deidare… a nawet mam plan na zemstę. Tego dnia pogodziłam się z Hidanem, ostatnio był bardzo miły, nie wiem, czy przez narkotyki, czy przez to, że prawie zmarłam… Przyszedł do mnie wieczorem, chyba usłyszał całą tą akcje, bo pocałował mnie i przeprosił. Do mojego planu przeciwko bratu wtajemniczyłam tylko Deris i Sasoriego. Myślę, że nie warto ufać komuś naćpanemu, choć sama jestem taką osobą…
Następnego dnia wstałam bardzo wcześnie ,po czym od razu ubrałam się. Wczoraj dodałam do napoju Deidary tabletki nasenne, które znalazłam w pokoju Hidana. Zazwyczaj wstaje on o 7, wiec miałam godzinę na przygotowania, po takiej dawce leków będzie ospały i nie powinien kontaktować się z rzeczywistością. Udałam się do jego pokoju, uchyliłam drzwi, według planu Sasoriego miało już tam nie być, wychyliłam się i zobaczyłam chłopaka, który właśnie chwytał torbę i szykował się do wyjścia. Kiwnęłam lekko głową, na wznak, że wszystko jest dobrze. Minęliśmy się po cichu, a ja przymknęłam drzwi. Brat leżał w łóżku, biedactwo… nie wie co go czeka… pewnie spodziewa się zwyczajnej kłótni. Cicho podeszłam do niego, lecz nie zauważyłam książki, która leżała na podłodze i potknęłam się o nią. Narobiłam niezłego hałasu, lecz Deidara nie obudził się, przypomniałam sobie ważną rzecz…go rozbudzi tylko jego zegarek…byłam, więc spokojniejsza. Wstałam i swoimi mocami zrobiłam wielką dziurę w podłodze…na szczęście cała akcja nie trwała długo. Usiadłam na łóżku czerwono włosego i wyjęłam aparat, aby uwiecznić tą piękną chwilę. Nagle zadzwonił budzik, a blondyn szybko go wyłączył, przeciągnął się i usiadł na kawałku łóżka. Jego stopy wisiały w powietrzu, a on tępo patrzył się wprost przed siebie. Nawet mnie nie zauważył… te tabletki były naprawdę dobre… włączyłam szybko nagrywanie i czekałam co się stanie. Deidara chciał wstać, podniósł się, po czym spadł do naszego pokoju, akurat na podłogę, tuż obok śpiącej Deris. Mimo wtajemniczenia, kiedy ciało runęło z hukiem i tak się wystraszyła. Brat tylko obrócił się na bok i jęknął z bólu…a ja zaczęłam śmiać się na głos, później zakończyłam nagrywanie. Będzie piękna pamiątka. Pod koniec załatałam dziurę i zeszłam na dół, gdzie usiadłam na podłodze i robiłam zdjęcia Deidarze, który dalej nie wiedział o co chodzi.
++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Ta... troszkę długie nam to wyszło, ale mamy nadzieję, że wytrwacie w czytaniu :D Tego cholerstwa wyszło 10 stron wodra ;-; Masakra. Kiedy nam się to chciało pisać. Mamy w planach napisanie notki dodatkowej, chcielibyście zobaczyć, co robi Akatsuki, kiedy mają wolne na ferie? Hue hue, zobaczymy :) A tym czasem, z góry dzięki za czytanie i mamy nadzieję, że wytrwałyście ^^ Do zobaczenia za tydzień ^^
Rozdział cudo dawać następny !!!!!!!!
OdpowiedzUsuń