czwartek, 20 marca 2014

Przećpane noce, szalone moce

To jest nasz wspólny rozdział :)
Miłego czytania ^^
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Deris:
 -Odpowiedz!- krzyknął mi do ucha Hidan, mocniej ściskając moje nadgarstki. Bałam się, nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Mimo mojej siły psychicznej, nie mam tak dużo siły fizycznej, żeby przełamać się i na niego nakrzyczeć jak Sharon. Co robić, co robić?! On jest w stanie zrobić wszystko. Już słyszę dźwięk łamiącej się mojej kości. Standardowa, prosta, krótka odpowiedź, może mnie uratuje:
-Nic.- próbowałam wyrwać rękę z jego uścisku. Moja przyjaciółka stała obok i patrzyła na to co się dzieję. Nie odwracałam wzroku z drzwi, które stały przede mną. Bałam się, czując na karku oddech białowłosego. Jezu, jak ty z nim żyjesz Sharon?! Nie wiem czemu, zaczęłam się jeszcze bardziej stresować. Prosiła w myślach, żeby ktoś coś zrobił, wszedł do pokoju, cokolwiek! Nigdy nie bałam się tak jak teraz, chociaż z wyrazu mojej twarzy, nie dało się tego wyczytać. W pewnym momencie, Hidan puścił moją rękę, która strasznie mnie bolała. Nadal stałam w tej samej pozycji. Prosto. Przed drzwiami. Całkowicie speszona. Co się ze mną dzieję? Teraz powinnam złapać za klamkę i wyjść, olewając całkowicie, że właśnie moi przyjaciele leją się na podłodze. Zamyśliłam się. Tak po prostu. Czemu jak wypowiedział to zdanie, tak bardzo się wystraszyłam? Może, nie byłam pewna odpowiedzi? W ogóle, od kiedy czuję strach? Od kiedy zaczęłam się interesować ludźmi, innymi niż ja? Mogłam mu od razu powiedzieć, a nie trzymać to w tajemnicy. Ale tak jest łatwiej. Z resztą, podejrzewałam, że tak się stanie. Złapałam klamkę, nadal słysząc ostre wyzwiska, przekleństwa i dźwięki łamanych kości. Stojąc przed drzwiami, rozejrzałam się dookoła. Nie widziałam nikogo z Akatsuki. Eh… i tu by się przydał Sasori. Odwróciłam się w prawą stronę i ruszyłam w stronę swojego pokoju. Oczywiście, na schodach ktoś musiał coś powiedzieć o mnie, jak zwykle ktoś zagwizdał i jak zwykle, ktoś musiał dotknąć moje włosy. Przywykłam. Czerwone włosy wyróżniają się w tłumie. Niby ma je jeszcze Sasori i Nagato, ale moje są bardzo długie. A z resztą, co będę marudzić. Łapiąc za klamkę do swojego pokoju, po korytarzu rozległ się dźwięk z głośników.
-Wszyscy uczniowie, proszeni są o odstąpienie od chwilowych zajęć i pojawienie się na sali gimnastycznej.
 Westchnęłam. Ciekawe co tym razem. Nawet myśli nie dadzą Ci poskładać. Tak jak kazano, poszłam na salę gimnastyczną. Znalazłam swoich znajomych i usiadłam na zawsze zajętym dla mnie miejscu, między Sharon a Sasorim. Nie wiem czemu, zawszę siedzę między nimi. Chyba nawet zawsze, na tym samym krześle.
-Mam nadzieję, że są już wszyscy uczniowie.- zaczęła Tsunade- Dowiedziałam się, że na terenie naszej szkoły, dostępne są narkotyki.- Ja pierdziele. Szkoła z internatem, stypendialiści… kto tu wpuścił błazna z prochami? Na Sali zaczęły się szepty.- Proszę się uciszyć!- warknęła dyrektorka.- to jest bardzo poważna sprawa. Teraz…- przerwał mi słuchanie, tej jakże interesującej wypowiedzi Sasori, szeptający mi na ucho, że spotkanie Akatsuki u Nagato w pokoju. Powiedziałam również Sharon, która z niechęcią powiedziała to Hidanowi.- proszę iść do swoich pokoi, oraz zapamiętać co mówiłam.- dużo zapamiętam. O spotkaniu Akatsuki. Po wyjściu z sali, poszłam do pokoju 93. Było tam już parę osób, ale nadal czekaliśmy na Tobiego i Itachiego, którzy pojawili się chwilę po mnie. Usiadłam na podłodze pod szafą obok Sasoriego. I niech się wszyscy zastanawiają. Pomęczę ich trochę emocjonalnie. Przysiadła się do mnie, po chwili Sharon. No i mój wspaniały kuzyn zaczął swoją gadkę, siedząc na biurku.
-Gadać, który to przemycił do szkoły.- mogłam się tego spodziewać. Jesteśmy rodziną, a pomyślałam o tym samym, zaraz po tym, jak Tsunade wypowiedziała słowo ‘narkotyki’. Wszyscy siedzieli w ciszy i spokoju, a ja czułam na sobie morderczy wzrok Hidana. Popatrzyłam się w jego stronę. Szybko uciekł wzrokiem. Siedział na łóżku, a nad nim wisiała na ścianie półka. Dobra zemsta, nie jest zła. Aktywowałam niezauważalnie Kekkei Genkai, po czym półka, zleciała prosto na jego głowę. Moje oczy szybko wróciły do normalnego stanu, po czym skierowałam je na okno, naprzeciwko mnie. Sharon wstała i podeszła do Hidana, Deidara uśmiechnął się i zbierał resztki rzeczy z półki. Nagato popatrzył na mnie znacząco, na co ja tylko mrugnęłam jednym okiem. Uśmiechnął się. Tylko nieliczni są w stanie odczytać moje ‘kody’.
-Dobra idźcie sobie debile.- zakończył Nagato, a na jego zdanie wszyscy grzecznie wyszli z pokoju. Ja wychodziłam ostatnia i usłyszałam za sobą tylko głos kuzyna:
-Następnym razem, nie rozwalaj mi mebli w pokoju- miałam wrażenie, że się śmieje. Uśmiechnęłam się w duszy, po czym przekroczyłam próg jego pokoju. Co ze sobą zrobić? Lekcje zaczynamy o 12… hm… jest 10. No nie wiem. Może pójdę do Sasoriego i Deidary, posłuchać ich kłótni o sztuce? Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Ale, kiedy przypomniałam sobie poranną sytuację z Hidanem, trochę mi się odechciało. Ale stałam już przed drzwiami. Więc czemu nie. Delikatnie złapałam za klamkę, po czym powoli weszłam do pokoju. Nie słyszałam nikogo, dlatego trochę się zdziwiłam. Gdy przeszłam przez prowizoryczny przedpokój, Deidary nie było w pokoju, a Sasori siedział na łóżku, czytając książkę. Domyślam się, że Sharon właśnie leje się z bratem i to jest przyczyną braku go w tym pokoju. Powoli podeszłam do łóżka czerwonowłosego i usiadłam tak jakby za nim, wychylając się zza jego ramienia, wpatrując się w wydrukowane na papierze literki. Niewiele ogarnęłam z książki, którą czyta, a nawet nie dało mi do końca się o tym dowiedzieć. Znowu czarne plamy przed oczami, a razem z nimi uczucie pękającej głowy. Zaczęło mi wszystko latać przed oczami, przez co moja broda, bezwładnie spoczęła na ramieniu chłopaka. Żeby nie spaść do tyłu, zacisnęłam dłonie na jego koszuli, co musiało wyglądać bardzo słodko. Czyli tak, że moja wyobraźnia tam nie sięga. Chłopak położył książkę obok siebie i odwrócił się w moją stronę. Złapał mnie za nadgarstki i patrzył w moje oczy, które bardzo mocno musiałam mrużyć, aby czarne plamy dały mi cokolwiek zobaczyć. Widziałam tylko, jak marszczy brwi w pewnym momencie, oraz, że coś do mnie mówi. W pewnym momencie, głowa odchyliła mi się do tyłu sama z siebie. Plamy zniknęły, przestałam się trząść. Słyszałam wyraźnie głos Sasoriego, który mówił, że nic się nie stanie. Rozluźniłam wszystkie mięśnie, prawie spadając z łóżka. Pewnie leżałabym na podłodze, gdyby nie czerwono włosy, trzymający moje ręce. Wróciłam z powrotem do pozycji siedzącej, a Sasori westchnął, puszczając mnie. Od czego dzieją się takie rzeczy? Sama nie wiem. Wtedy do pokoju wszedł Deidara, posyłający do mnie i Sasoriego spokojny uśmiech. Minął nas i wszedł do łazienki. Stwierdziłam, że mogłabym pójść już do pokoju. Ucałowałam delikatnie marionetkarza w policzek, ruszając w stronę wyjścia. Ciekawe co robi Sharon? I o co chodziło Deidarze, z tym uśmiechem? Gdy weszłam do swojego pokoju, zobaczyłam blondynkę z twarzą schowaną w dłoniach. Chyba nie zauważyła, że weszłam do pokoju. Płakała? Nie… na pewno nie. Nigdy nie płacze, ma silną wolę. Chciałam do niej podejść, wystawiałam do niej rękę, a wtedy ona spojrzała na mnie przez łzy, po czym poczułam ten okropny ból. Czułam krew wypływającą ze mnie. W ustach metalowy posmak krwi, której nie mogłam zatrzymać, po prostu płynie… z oczu tak samo. Bezsilność… zrobiłabym coś, gdyby nie to, że oczy mam całe zakrwawione… opadłam na kolana, a zaraz po tym na twarz. Krew ciągle ze mnie wypływała. Jest bardzo silna. Nie było żadnej nadziei, umieram.- Deris!- ktoś krzyknął. Spadać, umieram sobie tu spokojnie, dajcie mi jeszcze trochę czasu.– Deris!- na drzewo z wami.- Deeris!- nosz cholera nie dacie umrzeć?! Zaraz wam nakopie, chwila tylko otworzę oczy… o kurde. Gdzie ja znowu jestem? A, u siebie w pokoju… czuję krew. Zapach, którego nienawidzę, brzydzę się go. Smak krwi. Cholera, co się stało?! Odwróciłam głowę w prawo. Nadal na łóżku siedzi Sharon, w tej samej pozycji. Siedzi sama. A gdzie Hidan? Obok mnie schyla się Konan i Nagato.
-Żyje… zawsze coś. Gdzie marionetkarz?- zapytał patrząc na Deidarę, który tylko pokiwał przecząco głową. Przypomniałam sobie, czemu leżę. Dopiero teraz poczułam, że mam całe mokre plecy… czy ja leżę w kałuży krwi? Błagam nie. Konan podniosła mnie do pozycji siedzącej. Oparła mnie plecami o łóżko. Tak jak myślałam, leżałam w czerwonej mazi… fu. Popatrzyłam kątem oka na Sharon. Nadal miała twarz w dłoniach. O co jej chodzi?
-Dobra, Deris idź się ogarnij czy coś, posprzątajcie tu i wszyscy na zbiórkę u mnie w pokoju, za pół godziny.- powiedział mój kuzyn, wychodząc z pokoju. Za nim poszła Konan i Deidara. Westchnęłam cicho. Podniosłam się, po czym poszłam do łazienki i umyłam się z resztek krwi z ciała. Potem poszłam do pokoju kuzyna… gdy tylko przekroczyłam próg drzwi, Nagato podszedł do mnie i uważnie sprawdził tęczówki moich oczu.- Skrzywdzę ją, obiecuję…- powiedział marszcząc brwi. Hę? O co mu chodzi? Szybko chciałam dotknąć swoich oczu i dowiedzieć się o co chodzi, ale on, zabronił mi. Pokazał mi ręką, że mam usiąść. Wtedy do pokoju weszła Sharon, a zaraz za nią Hidan. Popatrzyłam na nią, a ona uciekła wzrokiem. Usiadłam znowu pod szafą, znowu obok Sasoriego, a wtedy Nagato zaczął:
-Mamy do obgadania parę spraw. Pierwsza zaiste istotna…- skierował wzrok na mnie- Sharon, co Ci odwaliło?! Prawie ją zabiłaś. Z resztą, nie wiem, czy czasem nie ma zamiaru umrzeć.
-Trudno. Ja tęsknić nie będę!- krzyknęła krzyżując ręce na piersi. Rozpoczęła się głucha cisza. Wpatrywałam się w sufit nade mną, przetwarzając wypowiedziane przez nią słowa. Wtedy tą ciszę przerwał głos lidera:
-Dobra, kontynuując. Jak wiecie, przemycono do szkoły narkotyki. Powiedzcie mi, czy ktoś z was ostatnio gorzej się czuje? Bo wczoraj… *sięga do kieszeni* … znalazłem tą karteczkę, na której napisane jest po kolei, co ktoś musi zrobić, żeby nas pozabijać… a bynajmniej tak mi się wyda… Deirs!- dokrzyczał… potem nic nie pamiętam… wiem tylko, że było mi bardzo zimno i wygodnie. Może spałam na łóżku? Otworzyłam ciężkie powieki. O kurna- pierwsze co pomyślałam. Leżałam nad otwartym niebem i na dodatek nie mogłam się trochę ruszać. Rozejrzałam się. Leżałam na polu. Dlatego było miękko. Obok mnie leżał Sasori, bez koszul… Co?! Bez koszulki… spojrzałam ze strachem na siebie. Szczęście w nieszczęściu. Bo miałam ubrania i tak dalej. Ale końcówki moich włosów, były białe. Strasznie bolała mnie głowa. Usiadłam. Na kolanach przeniosłam się do czerwonowłosego, chcąc go obudzić. Nie trwało to zbyt długo. Posiedział chwilę i patrzył się na mnie, aż w końcu zapytał:
-Co my tu robimy? I gdzie jest reszta ludzi?- jak na zawołanie usłyszałam za sobą głos Hidana, który również nie miał koszuli. Odwróciłam się. Obok niego szła Sharon z rozpiętą koszulą, odsłaniającą różowy stanik. Chyba sama go jej kupiłam… a, nie ważne. Obok niej, szedł jej brat. Za nimi szedł Nagato, niosący nieprzytomną Konan na rękach. Zaraz za nimi szedł Itachi, który wyglądał na pozór normalnie, ale już z daleka zobaczyłam aktywowanego sharingana. Tobi jak zwykle biegał dookoła i darł się: -Tobi is a good boy, on tego nie zrobił!- przywykłam. Wstałam, a zaraz za mną Sasori. Był ode mnie wyższy o głowę, dlatego swobodnie zrobił sobie ze mnie podparcie na głowę. Uśmiechnęłam się. Ale minimalnie. Reszta bandy przyszła do nas i zaczęła się rozkmina.
-Dobra to gdzie jesteśmy?- zaczął Itachi.
-Chciałbym to wiedzieć.- powiedział Nagato.
-Deris! Oczy!- krzyknął Tobi.
-Oczy… co z nimi?- zaczęłam się zastanawiać.
-Ehh… wyłącz Kekkei Genkai.- westchnął Sasori. Spróbowałam go wyłączyć, ale wszystkie trzy próby, zakończyły się fiaskiem.
-Dobra…- zaczął Nagato, odkładając Konan na ziemię.- z Sasorim idziemy poszukać Yahiko. Gdzieś musi być w okolicy, a wy niczego nie rozwalcie.- po chwili zniknęli gdzieś w lesie. Usiadłam po turecku na ziemię, a obok mnie usiadł Hidan. Przeszedł mnie dreszcz. Coś zaraz zrobi. Objął mnie ramieniem i powiedział:
-Sharon, masz pomysł gdzie jesteśmy?
-Idioto, jestem Deris.- powiedziałam spokojnie, zdejmując jego ramie z siebie, po czym wstałam. Hidan położył się na ziemi i zaczął się drzeć:
-Sharon mnie nie kocha! Sharon mnie nie kocha.
-Kurwa dziecko jakieś?- zapytał Itachi. Sharon zbulwersowała się i położyła się na chłopaku, krzycząc:
-Idioto kocham Cie!- strzeliłam sobie solidnego face palma. Hidan odwrócił się na plecy zrzucając z siebie dziewczynę, po czym zaczął ją namiętnie całować. Zachciało mi się zwymiotować, myśląc, że ja muszę czasami wyglądać tak samo… ekhem. Odwróciłam się do nich plecami, chcąc uniknąć kontrowersji. Wtedy Itachi odezwał się.
-Wcięło nam Tobiego. Zaraz wracam.- debilu! Nie zostawiaj mnie z nimi! Ehh… kątem oka odwróciłam się. Kontynuowali czynność. Na szczęście nie zanosiło się, na coś więcej. Dobra, co mogę porobić… odeszłam od nich kawałek i weszłam na górkę obok. Cholera- pomyślałam. Pole było ogromne. W dodatku nie widziałam żadnej cywilizacji. Co my robiliśmy? Po chwili, pojawił się Nagato z Yahiko, oraz Sasori. Dosłownie pięć sekund później, przyszedł Itachi z Tobim. Hidan wstał z Sharon, a ja zeszłam z góry. Stanęłam grzecznie obok Kuzyna, który wtedy odezwał się.
-Ktoś ma pomysł, jak wrócić do domu?
-Nie,- zaczął Hidan- ale zastanawia mnie, ile z was, w ciągu tego czasu, straciło swoje dziedzictwo.- mówiąc to, jego wzrok powędrował najpierw na mnie, a dopiero potem na innych. Szlag mnie trafił chyba, żyłka koło oka zaczęła pulsować.
-Czy ty jesteś pojebany do końca?! Jesteśmy na środku jakiegoś pola, nie wiadomo gdzie, a ty się zastanawiasz nad tym, kto się z kim pierdolił?!- wszyscy spojrzeli na mnie, jak na kogoś innego. Odchrząknęłam i dodałam normalnie:
-Dobra, to jak wrócimy do domu?
-Może stworzę transport z gliny, hm?- zaproponował Deidara.
-To nie jest głupie. Ale masz glinę przy sobie?- zapytał Sasori
-Yhm.- odpowiedział mu, a po chwili, przed nami pojawił się wielki gliniany smok. Ładnie… dobra nie ważne. Wszyscy wsiedli na nasz gliniany transport. Blondwłosy, stał na głowie smoka, wypatrując cywilizację. Oglądałam krajobrazy, opierając się głową o ramię czerwonowłosego. Nagato siedział blisko Deidary, żeby poinformować nas potem, gdzie się znajdujemy. Yahiko siedział z Konan na rękach, która nadal się nie obudziła. Na samym końcu siedziała Sharon z Hidanem, którzy chwilę gadali, pośmiali się i zaczęli to co zawsze, czyli całowanie. Denerwuje mnie to już. Itachi z Tobim, siedzieli przede mną, kłócąc się o coś. Nie wnikałam w ich rozmowy. Zastanawiałam się tylko, nad zmianą koloru moich włosów. Było to trochę podejrzane. Lecieliśmy bardzo długo. Trzymałam się już ręki Sasoriego, z obawą, że zaraz spadnę na ziemię. W pewnym momencie, zasnęłam i obudziłam się, jak było już ciemno. Siedziałam na kolanach czerwonowłosego, który obejmował mnie rękami. Spał. Z resztą jak większość towarzystwa. Wszyscy siedzieli sobie pod drzewami, tylko Sharon z Hidanem, leżeli na sobie. Wtuliłam się mocniej w chłopaka, po czym z powrotem zasnęłam. Obudziłam się rano, gdy Yahiko, za pomocą jutsu wody, wygaszał resztki paleniska. Reszta ekipy, również powstawała. Deidara powrotem stworzył glinianego smoka, który zaraz, stał się ponownie naszym transportem. Zauważyłam, że moje Kekkei Genkai, nadal było aktywowane. Bolały mnie już od niego oczy. Nadal siedząc obok marionetkarza, zapuściłam się w głąb swoich myśli, zastanawiając się nad swoimi własnymi emocjami. Niestety nie potrwało to długo. Nagato oznajmił, że lądujemy, ponieważ widać nasze miasto. A przynajmniej miał nadzieję, że nasze. Gdy znajdowaliśmy się w bezpiecznej odległości od cywilizacji, Deidara mógł spokojnie odwołać smoka. Powoli i spokojnie szliśmy w stronę budynków. No prawie spokojnie. Sharon i Hidan, ewidentnie wydawali się pijani, albo naćpani. No właśnie! Przecież Nagato znalazł tą kartkę z planem zagłady. Dotarliśmy do miasta. Faktycznie byliśmy w Tokio. I to niedaleko centrum i niedaleko szkoły. Po półtorej godziny, znaleźliśmy się pod szkołą, a pod nią? Policja i reporterzy. Gdy podeszliśmy bliżej, chcąc przekroczyć bramę szkoły, zatrzymała nas fala reporterów i policji. Pamiętałam o zamknięciu oczu, przez do Sasori, musiał prowadzić mnie, przez większość drogi. Gdy przebiliśmy się do szkoły, zobaczyliśmy powywieszane czarne wstążki, przy każdej fladze Japonii. Nikt nie chodził po korytarzu. Strasznie. Po cichu, udaliśmy się do swoich pokoi. Na klamkach, również poprzewieszano, czarne wstążki. Na biurku w moim pokoju, stał wazon cmentarnych, czerwonych kwiatów. Na szafeczce nocnej to samo.
-O cholera.- odezwałam się. Sharon stanęła wryta i zaczęła rzucać wszystkimi kwiatami, po całym pokoju. Weszłam do łazienki. Cholerne oczy. Wyciągnęłam z szafy okulary przeciwsłoneczne, po czym włożyłam je na nos. Sądzę, że nikt ich nie zobaczy. Gdy wyszłam z łazienki, zobaczyłam Sharon, stojącą na krześle. Ona
naprawdę się naćpała. Chyba.
-Ej, debilu.- zaczęłam, a blondynka spojrzała na mnie pytającym wzrokiem- chodź do reszty ludu.- dopowiedziałam po chwili. Kiwnęła głową, na znak zrozumienia. Gdy otworzyłam drzwi na korytarz, zobaczyłam masę ludzi. Zebrała się cała szkoła? Chwilę patrzyli na mnie, to na Sharon, która uśmiechała się jak głupia. W pewnym momencie, z tłumu wyłoniła się nasza wychowawczyni- Kurenai. Podbiegła do nas i przytuliła, coś szlochając. Zaraz potem przybiegła Tsunade. Wszyscy byli w ciężkim szoku.
-Czy… wrócili wszyscy?- zapytała dyrektorka.
-Tak!- krzyknęła uśmiechnięta blondynka- I Sasori, i Deidara, i Nagato i…- zatkałam jej twarz dłoniom i powiedziałam:
-Wszyscy, to wszyscy.- oburzona, odwróciła się do mnie plecami, a ja tylko westchnęłam i przerzuciłam lakonicznie oczami. Niczym Sasori. Chyba naprawdę, zachowujemy się tak samo. Kurde! To nie czas i miejsce. Wtedy Tsunade wydarła się na cały korytarz:
-Żałoba odwołana!- wtedy wszyscy zaczęli się cieszyć itd. Żałoba? Ile nas nie było, że wszczęli żałobę? Ominęłam sprytnie wszystkich uczniów, po czym wdrapałam się na trzecie piętro, do pokoju Sasoriego i Deidary. Gdy tylko przekroczyłam próg drzwi, poczułam zapach moich ukochanych kwiatów. Są to czerwone, cmentarne kwiaty. Nie często bywam na cmentarzach, ale te kwiaty zawsze mi się podobały. U nich w pokoju, również wisiała czarna wstążka na drzwiach. Oboje stali na środku pokoju, a w tym momencie patrzyli na mnie.
-Wiecie, że tutaj podobno jest jakaś żałoba?- zapytałam. Spojrzeli na siebie, a potem znowu na mnie.
-Wiesz… mi się wydaje, że nas chyba pochowali. Cmentarne kwiaty? Czarne wstążki? Żałoba? Bez przesady.- powiedział blond włosy.
-W każdym razie, lepiej chodźcie na dół.- dodałam.
-Dobra to ja pójdę zebrać resztę, a wy idźcie.- powiedział Deidara, z lekkim uśmiechem, po czym wyszedł z pokoju. Podeszłam do czerwonowłosego i spojrzałam w jego oczy. Zaniepokoiło mnie, że jego oczy były podkrążone i lekko czerwone. Westchnęłam, zamykając oczy. Zapomniałam o okularach, które musiałam mieć, żeby zasłonić Kekkei Genkai. Strasznie to bolało, że musiałam ciągle z tym chodzić. To nie jest takie proste. Jeszcze unikaj rozwalenia wszystkiego dookoła. Masakra. Złapałam czerwonowłosego za rękę, po czym zaprowadziłam go do wielkiego widowiska. Zaraz za nami, pojawiła się reszta bandy. Dyrektorka coś tak jeszcze pogadała do nas i innych uczniów i rozkazała nam wrócić do pokoi, a jutro mamy wracać na lekcje. Zajebiście. Chciałam wrócić do pokoju, ale nie zauważyłam istotnej rzeczy. Nadal trzymałam marionetkarza za rękę i gdy go puściłam i chciałam złapać za klamkę, miałam nadzieję, że nikt tego nie zauważy i da mi spokój. Na marne. Hidan jak zwykle musiał zobaczyć to, czego nie trzeba.
-Ej ty!- zawołał wskazując na mnie palcem. Więc to tak wygląda miejsce mojej śmierci.- więc jednak Ty coś ten teges z lalkarzem!- krzyknął, przykładając mi palec do czubka nosa.
-Jak już…- zaczęłam odtrącając jego dłoń sprzed mojej twarzy- marionetkarzem. I co Cie to jak zwykle obchodzi…- zapytałam ściszając głos i odwracając się w stronę drzwi.
-Co mnie to obchodzi?!- wydarł się na cały korytarz- akurat mnie dużo! Ponieważ, wszyscy zakładali, że prędzej czy później, tak to zakończy… jesteście zbyt podobni!- nadal darł się na cały korytarz, a ja miałam wrażenie, że dzisiaj ukrócę mu tą jego nieśmiertelność.
-Dobra…- zaczęłam, pytając w głowie, po co to mówię. Nadal wpatrywałam się w drzwi, zaciskając klamkę-… przyznaję, jestem… -westchnęłam- lalką marionetkarza. A teraz dasz mi spokój?- dopowiedziałam, odwracając wzrok w jego lawendowe tęczówki. Był wyraźnie zdziwiony moja odpowiedzią. Otworzyłam drzwi, po czym zatrzasnęłam je, opierając się o nie. Chwilę stałam przy drzwiach, słuchając co dzieję się za nimi. Głupio mi było, przyznać się do tego. Miałam trzymać to w tajemnicy. Z resztą, Sasori sam tam stał i widział całą sytuację. Nie powinien mieć mi tego za złe. Mogę się założyć, że Hidan teraz lata po wszystkich z Akatsuki, a ja zrobiłam z nas parę debilów. Słodko. Weszłam w głąb pokoju. Sharon leżała na plecach na podłodze i gadała coś pod nosem. Klęknęłam przy niej. Jej oczy jeszcze bardziej były czerwone niż czerwonowłosego.
-Ej…- westchnęłam.- idę się umyć. Nie idź nigdzie, zabijesz się.- powiedziałam wstając, po czym ruszyłam pod prysznic. Blondynka tylko spojrzała na mnie i uśmiechnęła się jak dziecko, kontynuując gadanie pod nosem. Weszłam do łazienki, po czym rozebrałam się, kładąc ubrania na pralce. Zdjęłam okulary i rozczesałam włosy, co było trudne. Były strasznie poplątane. Weszłam pod prysznic, a z początku zimne krople wody, spływały po moim ciele. Szybko zakończyłam czynność, a potem wyszłam owijając się ręcznikiem. Cholera. Nie wzięłam sobie żadnych ubrań na zmianę. Przecież te są brudne- pomyślałam, patrząc na stertę ubrań na pralce. Wyszłam z łazienki, zostawiając za sobą ślady stóp. Gdy podeszłam do komody, zauważyłam, że Sharon nie ma w pokoju. Westchnęłam ciężko. Wzięłam potrzebne ubrania i wróciłam do ubikacji, żeby się ubrać. Wytarłam włosy w ręcznik, po czym wybiegłam z pomieszczenia szukając Sharon. Wtedy zatrzymał mnie Deidara, z wzrokiem bardzo rozbawionym.
-Co się szczerzysz?- warknęłam na niego, wyrywając ramię z jego uścisku.
-Hidan mi powiedział.- uśmiechnął się jeszcze bardziej i niczym niewinne dziecko, przepraszam: niewinna dziewczynka, zetknął ręce na plecach. Westchnęłam, po czym odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w swoją stronę. Usłyszałam za plecami jeszcze jak mówi: -Szczęścia Deris.- przyda mi się. Na pewno. Szłam po korytarzu w poszukiwaniu przyjaciółki. Postanowiłam wejść do pokoju Hidana, miałam nadzieję, że tam będzie. Nie myliłam się. Siedzieli razem na łóżku, tak, że Hidan opierał się o ścianę, a Sharon siedziała na jego kolanach, oczywiście się całując. Wyszłam z pokoju, mając nadzieję, że zostałam niezauważona. I że niby co mam teraz ze sobą zrobić? Pierwsze co nasunęło mi się na myśl, to pójść do Sasoriego. W sumie ma pokój obok, więc czemu nie. Gdy przekroczyłam próg drzwi, zostałam złapana w nici chakry, po czym przyciągnięta prosto w ramiona marionetkarza, który objął mnie rękami i ucałował w czoło. Znowu coś na tyle słodkiego, że nie umiałam sobie tego wyobrazić. Odwzajemniłam gest czerwonowłosego, który po chwili odsunął się ode mnie,  podnosząc moją głowę lekko do góry. Zapatrzyłam się w jego tęczówki, które są bardzo ładne. Znowu tak zwane motylki w brzuchu i mały uśmiech na twarzy marionetkarza…
 Następnego dnia, obudziłam się z bólem głowy. Cholerne narkotyki. O ile to były TYLKO narkotyki. Podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na łóżko Sharon. Nie ma jej. W sumie, jak się kładłam, też jej nie było. Może zasnęła u Hidana? Bardzo prawdopodobne. Ubrałam się szybko w mundurek szkolny i okulary, żeby zasłonić oczy, w których nadal zaktywowane było Kekkei Genkai, po czym wyszłam szybko z pokoju. Przypominając sobie, że pierwszą lekcją jest wf, ucieszyłam się. Ominie mnie wycisk od Gai’a. Nie mogę ćwiczyć z tymi oczami, powiem, że boli mnie noga. On się na to nabiera, nie pozwoli, żeby cos się komuś stało. Poszłam na salę sportową. Na krzesłach siedziało już kilka uczennic, przebranych w stroje od wf. Chłopaków, jeszcze nie było na sali. Dostrzegłam Konan, siedzącą oddzielnie od wszystkich, jakże równo wymalowanych dziewczyn, które robią to, tylko po to, aby przypodobać się chłopakom z Akatsuki. Błagam. Jakby je chcieli, to by z nimi chodzili. W każdym razie, podeszłam do Konan i usiadłam obok niej. Poprawiłam okulary na nosie, a wtedy do Sali weszli wszyscy chłopacy z Akatsuki i Sharon. Wszystkie dziewczyny z klasy, przestały poprawiać swoje makijaże, po czym zaczęły wpatrywać się w chłopaków. Czyli to co zawsze. Sharon podeszła do mnie, ubrana w szare dresowe spodnie i białą bluzkę. Włosy jak zwykle w warkocz. Wtedy nasz nauczyciel Gai sensei wbiegł na salę i wydarł się do wszystkich:
-Czy wszyscy czują energię młodości?!- wszyscy odpowiedzieli mu znudzonym tonem: -Tak… nauczyciel zaczął sprawdzać obecność i każdy musiał mu mówić po kolei czy ćwiczy. Gdy trafiło na mnie i wyczytał moje imię powiedziałam lekko znudzona:
-Jestem i nie ćwiczę.
-Co?!- oburzył się- nie czujesz tej energii młodości w sobie?! Zawsze gdy gramy w gry zespołowe wygrywasz, bo wybierasz najlepszą drużynę!
-Nie dzisiaj. Boli mnie kostka.- lekko uniosłam kąciki ust do góry. Nauczyciel tylko przytaknął i wrócił do sprawdzania listy obecności. Potem kazał wszystkim zrobić 10 okrążeń wokół białych linii na sali. Gdy skończyli, zrobili krótka rozgrzewkę, a potem podzielili się na grupy. Nie pamiętam kto był kapitanem. Jakaś dziewczyna i chłopak.
Ale nie z Akatsuki, więc nie ogarniałam kto. Z resztą, z tymi oczami, nic się nie dało zobaczyć. Grali w piłkę ręczną. Sharon złapała od kogoś piłkę, rzuciła ją do bramki szybko biegnąc(wszyscy w grupie, są bardzo wysportowani, przez umiejętności ninja), po czym wpadła na słup bramki. Zerwałam się z siedzenia, wywalając się na kolana obok nieprzytomnej koleżanki. Zaczęłam klepać ja dłoniom po twarzy, a wokół nas, zebrała się cała klasa. W pewnym momencie, blondynka uchyliła oczy, po czym próbowała usiąść. Pomogłam jej. Rozejrzała się dookoła i powiedziała łapiąc się za czoło:
-Ale co się stało?- uśmiechnęłam się, pomagając jej wstać i prowadząc ją do szatni. Zaraz za nami przyszła reszta dziewczyn. Tłumaczyłam powoli Sharon co zrobiła, gdy jedna z dziewczyn w szatni nagle się odezwała krzycząc:


-Co Deris, jak to jest być „laleczką’’ marionetkarza?- zapytała śmiejąc się, a zaraz za nią reszta idiotek w szatni. Westchnęłam ciężko i poczułam jak zaczynam się gotować od środka.  Wkurwiła mnie. Dziwka. Pod wpływem emocji podeszłam do niej i podniosłam ją za koszulę do góry. Poczułam ogarniającą mnie złość. Czułam, że zaraz coś zrobię. Użyję mocy, albo coś. Chciałam coś powiedzieć, gdy nagle fala zimnego i nieprzyjemnego wiatru, opanowała szatnie. Okno z hukiem otworzyło się, roztrzaskując przy tym na drobne kawałki, a drzwi odsłoniły dziewczyny, przebierające się dopiero w normalne stroje. Żeby mnie wkurzyć, kto stał naprzeciwko drzwi? Sasori i Nagato. Fajnie. Słuchając pisku pozostałych będących w pomieszczeniu, złapałam za torbę i wybiegłam, łapiąc za koszulę Sasoriego, który posłusznie zrozumiał co zrobiłam. Boję się siebie. 


Sharon:
 Stałam w pół ubrana w szatni, wszystkie dziewczyny zaczęły krzyczeć, więc choć nie wiedziałam dlaczego, też to zrobiłam. Odwróciłam się i zobaczyłam Deris uciekającą do Sasoriego, który stał obok Nagato. Po co biegnie… nic się nie stało. Chciałam pobiec za nimi, ale jakieś dziewczyny zaczęły przypominać mi, że nie mam na sobie koszulki .Ubrałam się, chwyciłam za torbę i również wybiegłam z sali. Po drodze wpadłam, na jakąś ławkę, dwie dziewczynki stojące obok, popatrzyły się na mnie, jakbym była naćpana. Ale przecież nie jestem, niby kiedy ? Otrząsnęłam się, spojrzałam przed siebie, ale nie było śladu po przyjaciołach. Zdezorientowana usiadłam na podłodze.
-Brałaś coś? –zapytała mnie jedna z dziewczyn, obie były do siebie bardzo podobne, miały ciemne włosy i zielone oczy.
-Nie… a co was to ?
-Was ? Jakie… WAS… jestem tu jedna. – zaprzeczyła oglądając się za siebie.
-Nie prawda… kłamiesz… a widziałaś czerwono włosom dziewczynę ?
-Ty serio…? No tak, poszła na górę.
-Dzięki, jesteście fajne, ale ty…- powiedziałam wskazując na jedną z nich.-ja jestem czysta, zawsze… W tym momencie dziewczynka otworzyła usta i odsunęła się ode mnie o kilka kroków. Wstałam, zaczepiłam włosami o wystający kant ławki i uderzyłam się w głowę. Zaśmiałam się lekko, nie wiedząc z czego, po czym powędrowałam schodami do swojego pokoju. Weszłam do środka, nikogo tam nie było, może poza Hidanem, który ostatnio dziwnie się zachowywał. Spojrzałam na niego, a on nawet nie zwrócił na mnie uwagi, wzruszyłam ramionami i wszyłam na zewnątrz. Pomyślałam, że skoro, wtedy szła z Sasorim, to może być u niego. Skierowałam się do ich drzwi, uchyliłam je lekko i wysunęłam głowę. Deris płakała na jego ramieniu, a on czuło ją otulił. Od kiedy ona okazuje jakieś emocje, poza złością ? Pierwszy raz widziałam ją w takim stanie.
-Nie… nie mogę tego kontrolować, to przez narkotyki, na pewno. – wydusiła z siebie ,dalej wtulona w ramie chłopaka. Ona i narkotyki ? Naćpała się, czy co? To nie możliwe, prędzej ja to mogłam zrobić.
-Spokojnie, dasz radę, każdy myśli, że to wypadek. – pocieszał ją czerwono włosy. – Nie denerwuj się po prostu.
-Łatwo mówić… - Wpatrywałam się tej słodkiej scenie, gdy nagle zakręciło mi się w głowie i upadłam na ziemię. Wszystkie oczy skierowane były na mnie, Deris przerwała płacz, a Sasori wstał, aby mi pomóc.
-Co ty tu robisz ? – zapytał podając mi rękę. Nie wiem czemu,ale z jego wargi zaczęła spływać krew. Wpatrywałam się w nią z zainteresowaniem, chyba zachorował, w końcu ja nic mu nie zrobiłam. Kiedy już siedziałam, chłopak otarł twarz rękawem i skierował głowę ku przyjaciółce. Z początku niezauważalnie podniosła kąciki ust do góry, póki nie zobaczyła czerwonego rękawa i kolejnej serii krwi spływającej mu po policzku. Otworzyła szeroko usta, a jej włosy zaczęły się unosić wysoko nad głowę. Trochę się zlękłam. Nagle poczułam duży ból w okolicach brzucha. Skierowałam swój wzrok niżej i zobaczyłam nożyk, który zawsze trzymam przy sobie, tym razem spoczywał w moim ciele. Dookoła niego widziałam dużą czerwoną plamę, po raz pierwszy w życiu zobaczyłam swoją własną krew. Spróbowałam użyć swoich mocy, ale na marne. To chyba przez emocje, nie mam pojęcia. Deris siedziała na łóżku z żądzą mordu w oczach.  Powoli robiło mi się słabo. Sasori nie wiedział co robić, patrzył na mnie z nadzieją, że w końcu mi się uda. Widziałam czarne plamki przed oczami, przyjaciółce opadły włosy, spojrzała tajemniczo przed siebie i rzuciła się, aby mi pomóc. Powoli wyjęła mi nóż i wpatrywała się w niego z odrazą, w tej chwili drzwi otworzyły się i wszedł Hidan. Tego mi brakowało. Stał przed nami, patrzył się na nas, jakby to, że leże na podłodze nie było nic dziwnym, po czym uśmiechnął się.
-Biją się !!! – krzyknął i z entuzjazmem klasnął w ręce.
-Nie drzyj się, tylko mi pomóż debilu, twoja dziewczyna umiera !!! Hidan stał w miejscu, ale jego uśmiech zniknął i pojawiło się trochę tępe spojrzenie.
-Debil, brałeś coś ? –zapytałam trochę słabym, załamanym głosem.
-IDIOCI- powiedziała ostro, z zapłakanymi oczami Deris. – Wszyscy jesteśmy naćpani.- Zdziwiona spojrzałam na nią, a potem na chłopaków. Ja…? Na pewno nie…ale nie będę się kłócić. Bardziej zastanawiało mnie, jak wolno się umiera, co prawda to wszystko pewnie trwało pięć minut, nie wiem, straciłam poczucie czasu, ale czy to ważne ? 
-Idioci, wszędzie idioci. – powiedziałam powoli tracąc kontakt z rzeczywistością.- Może wezwiecie pomoc? A nie…spoko…miło jest mieć dziurę w brzuchu… - Przyjaciółka, chyba nawet tego nie usłyszała, ponieważ dalej wpatrywała się w zakrwawiony nóż. Sasori przerażony otrząsnął się i wysłał Hidana, aby kogoś powiadomił.
-Proszę, tylko nie jego…prędzej ty idź.-powiedziałam załamana całą tą sytuacją. Po co mi pomagać ? Lepiej jest się patrzeć, raz się żyje…przymknęłam oczy, a gdy je lekko uchyliłam zobaczyłam czyjeś ramię, chyba byłam gdzieś przenoszona. Dotknęłam dłonią rany, po czym spojrzałam na nią, była cała czerwona, po chwili nie mogłam nią ruszyć, obraz mi się zamazał, a moja głowa opadneła bezwładnie. Obudziłam się, lecz nie otworzyłam oczu, wyczułam tylko coś miękkiego. Były to czyjeś włosy, nie wiedząc, po co pociągnęłam je i uchyliłam oczy. Ich właścicielką była Deris siedząca obok mnie. Zerknęła w moją stronę, uśmiechnęła się, co mnie zdziwiło i rzuciła mi się na szyję uderzając mnie łokciem w ranę. Jęknęłam z bólu, a przyjaciółka odskoczyła, przepraszając mnie równocześnie.
-Za co mnie przepraszasz ? – zapytałam marszcząc brwi.
- Dobrze się czuje.
-Za wszystko, przecież prawie cię zabiłam.-powiedziała przygryzając wargi i patrząc mi prosto w oczy. – To nie było specjalnie, to przez prochy, tak samo ty zrobiłaś…wtedy Sasoriemu. 
-Ja? Ja nic nie brałam, może Hidan…on dziwnie się zachowuje.
-Ty też, wy najwięcej wzięliście. A jeśli już wspominasz o nim…kiedy zemdlałaś bardzo się wystraszyłam, próbowałam coś zrobić, wtedy Hidan cię podniósł, powiedziałam mu, że to nie najlepszy pomysł, ale…zrobił to.
-I co dalej ? Opowiedz mi wszystko…i gdzie w ogóle jesteśmy ?
-Kiedy był już w progu drzwi walnął o coś, wywalił się i cię upuścił, wtedy ja krzyknęłam i przybiegł Sasori z resztą Akatsuki. Podeszłam do ciebie, po czym wzięłam na ręce, jesteś w naszym pokoju. Leżałaś tu dwa dni, wyzdrowiałabyś szybciej, gdyby nie to, że Konan również była naćpana i zamiast ci pomóc, jeszcze bardziej pogłębiła ranę…ale potem udało się, obie to zrobiłyśmy. To tyle, tak się cieszę, że żyjesz…
-Wow, ale dużo mówisz… dziękuje ci…- powiedziałam z uśmiechem i podniosłam się z łóżka. Trochę kręciło mi się w głowię, ale nie chciałam o tym mówić, w sumie czułam się dobrze. Patrzyłam się na Deris, która znów zamilkła, nagle nie miłą ciszę przerwał dzwonek. Szybko wstałam i udałam się do drzwi, nie wiem jak to się stało, ale wyszłam na dwór.
-Ale dzisiaj pada….- powiedziałam unosząc rękę do góry.
-Sharon…dziś jest sobota, a ty stoisz pod prysznicem.
-To czemu dzwonił dzwonek ?
-To był budzik, który wczoraj nastawiłam… Idę lepiej po Hidana, może się ogarniesz…
-Nie !
-Czemu ? – zapytała zdziwiona moją odpowiedzią.
-Bo pada… - Deris uderzyła się w głowę i wyszła bez słowa, ponieważ nie chciałam moknąć schowałam się do środka. Prysznic… też wymyśliła… Zdjęłam przemokniętą koszulkę i ubrałam nową, w tym momencie do pokoju wszedł Hidan. Uśmiechnął się, podbiegł do mnie i przytulił z całej siły, uciskając mi ranę.
-Boli…
-Będzie blizna… - powiedział, dalej trzymając mnie w objęciach. Spojrzałam przez jego ramię na przyjaciółkę, która przyzwyczajona do tego widoku usiadła na łóżku. Pocałowałam chłopaka w policzek i przyłączyłam się do Deris. 
-Przychodziłeś tu chociaż ?
-Tak, ale teraz akurat byłem… u Sasoriego…
-Po co ? –zapytałam naprawdę zaciekawiona.
-A po nic…-powiedział zdezorientowany.- Jak się czujesz ?
-Dobrze… podobno jesteśmy naćpani… wiesz coś o tym ?
-Tak… słyszałem co nieco… - odpowiedział robiąc dziwną minę i przysiadając się do mnie. Ale po co był u Sasoriego ? Czemu nie chce mi powiedzieć…? Ogarnęła mnie złość i smutek, coś przede mną ukrywał… spojrzałam na niego, chciało mi się płakać, moje oczy przepełnione były łzami.
-Ja idę na razie…Deris chodź ze mną…-powiedziałam wskazując na drzwi.
-To znowu jest łazienka… zaprowadzę cię do wyjścia… 
-Dobra.- wstałam i złapałam przyjaciółkę z rękę, odwróciłam się, zobaczyłam zdziwionego Hidana, który chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Wyszłyśmy razem, a ja zamknęłam drzwi na klucz, usiadłam na podłodze i uroniłam kilka łez. 
-Ty nigdy przy nas nie płakałaś…- powiedziała zdziwiona, po czym usiadła koło mnie.
-Ale skoro już wiesz, że to robię… to co to za różnica.- Deris milczała, a ja powoli ogarnęłam się. Wytarłam twarz w bluzkę i patrzyłam, czy nikt nie idzie…nikt poza przyjaciółką nie wie, że często mi się to zdarza. Nagle wstałam i ruszyłam wraz z nią do pokoju Sasoriego. Drzwi były otwartę, wiec weszłam do środka. Według Deris miałam ostry wyraz twarzy, tak się zresztą czułam, wkurzona. 
-O czym gadałeś z Hidanem ? –zapytałam nie zwracając uwagi, na to, że przerywam mu czytanie jakiejś książki.
-Nie ważne… - powiedział patrząc na mnie.
-Nie kocha cię…-wtrącił się Deidara. – Chyba chciał z tobą zerwać.- Spojrzałam na niego, jak zwykle, moja moc aktywowała się, lecz teraz nie przypadkiem. Z jego nosa zaczęła spływać krew, i tak to za mała kara, zrobiłabym mu więcej, ale Deris uderzyła mnie w ramie i wskazała na czerwono włosego. 
-On kłamie… po prostu pytał mnie o nasz związek…-mówiąc to wskazał na przyjaciółkę i puścił jej oczko. – Ale prosił, aby ci o tym nie wspominać… bo wiedział, że się wkurzysz, a jesteś teraz słaba…- Patrzyłam na chłopaka, w końcu poznałam prawdę…odetchnęłam spokojne i usiadłam na podłodze. Kiedyś zabije Deidare… a nawet mam plan na zemstę.   Tego dnia pogodziłam się z Hidanem, ostatnio był bardzo miły, nie wiem, czy przez narkotyki, czy przez to, że prawie zmarłam… Przyszedł do mnie wieczorem, chyba usłyszał całą tą akcje, bo pocałował mnie i przeprosił. Do mojego planu przeciwko bratu wtajemniczyłam tylko Deris i Sasoriego. Myślę, że nie warto ufać komuś naćpanemu, choć sama jestem taką osobą…
   Następnego dnia wstałam bardzo wcześnie ,po czym od razu ubrałam się. Wczoraj dodałam do napoju Deidary tabletki nasenne, które znalazłam w pokoju Hidana. Zazwyczaj wstaje on o 7, wiec miałam godzinę na przygotowania, po takiej dawce leków będzie ospały i nie powinien kontaktować się z rzeczywistością. Udałam się do jego pokoju, uchyliłam drzwi, według planu Sasoriego miało już tam nie być, wychyliłam się i zobaczyłam chłopaka, który właśnie chwytał torbę i szykował się do wyjścia. Kiwnęłam lekko głową, na wznak, że wszystko jest dobrze. Minęliśmy się po cichu, a ja przymknęłam drzwi. Brat leżał w łóżku, biedactwo… nie wie co go czeka… pewnie spodziewa się zwyczajnej kłótni. Cicho podeszłam do niego, lecz nie zauważyłam książki, która leżała na podłodze i potknęłam się o nią. Narobiłam niezłego hałasu, lecz Deidara nie obudził się, przypomniałam sobie ważną rzecz…go rozbudzi tylko jego zegarek…byłam, więc spokojniejsza. Wstałam i swoimi mocami zrobiłam wielką dziurę w podłodze…na szczęście cała akcja nie trwała długo. Usiadłam na łóżku czerwono włosego i wyjęłam aparat, aby uwiecznić tą piękną chwilę. Nagle zadzwonił budzik, a blondyn szybko go wyłączył, przeciągnął się i usiadł na kawałku łóżka. Jego stopy wisiały w powietrzu, a on tępo patrzył się wprost przed siebie. Nawet mnie nie zauważył… te tabletki były naprawdę dobre… włączyłam szybko nagrywanie i czekałam co się stanie. Deidara chciał wstać, podniósł się, po czym spadł do naszego pokoju, akurat na podłogę, tuż obok śpiącej Deris.  Mimo wtajemniczenia, kiedy ciało runęło z hukiem i tak się wystraszyła. Brat tylko obrócił się na bok i jęknął z bólu…a ja zaczęłam śmiać się na głos, później zakończyłam nagrywanie. Będzie piękna pamiątka. Pod koniec załatałam dziurę i zeszłam na dół, gdzie usiadłam na podłodze i robiłam zdjęcia Deidarze, który dalej nie wiedział o co chodzi.

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Ta... troszkę długie nam to wyszło, ale mamy nadzieję, że wytrwacie w czytaniu :D Tego cholerstwa wyszło 10 stron wodra ;-; Masakra. Kiedy nam się to chciało pisać. Mamy w planach napisanie notki dodatkowej, chcielibyście zobaczyć, co robi Akatsuki, kiedy mają wolne na ferie? Hue hue, zobaczymy :) A tym czasem, z góry dzięki za czytanie i mamy nadzieję, że wytrwałyście ^^ Do zobaczenia za tydzień ^^

czwartek, 13 marca 2014

Co cię łączy z marionetkarzem ?


Ten rozdział pisze Sharon ^^
++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
                                                        
   Otworzyłam oczy, zobaczyłam swoją szafkę nocną, na której leżała jakaś książka i zegarek. Było wcześnie więc postanowiłam trochę sobie poleżeć. Odwróciłam się na drugi bok, przymknęłam oczy i pogrążyłam się w myślach, po chwili otrząsnęłam się. Uchyliłam głowę, po czym zobaczyłam skuloną, wtuloną w koc Deris. Ponieważ nie miałam nic innego do roboty, to przyglądałam się przyjaciółce. Nagle zza niej wysunęła się czyjaś ręka i otuliła ją. Wystraszona zerwałam się z łóżka, podeszłam do Deris i zobaczyłam Sasoriego, który leżał koło niej. ON….przecież oni tylko rozmawiali, kiedy szłam spać. Ale jak to możliwe ? Stałam wryta w ziemie, a oni spokojnie spali, nie zdawając sobie sprawy, że ktoś ich obserwuje. W końcu ruszyłam w stronę drzwi, licząc , że to co zobaczyłam jest tylko snem. Uchyliłam drzwi, gdy nagle zorientowałam się, że zostałam złapana nićmi chakry, odwróciłam się i zobaczyłam czerwono włosego chłopaka. 
-Czego chcesz ?!
-Ciii…-uciszył mnie, wskazując na śpiącą Deris. – Nie budź jej…
-To…czego chcesz? – zapytałam ponownie, ale ściszonym tonem.- Po co mnie zatrzymujesz ?
-Zamknij się, niczego tu nie widziałaś…jak coś komuś powiesz, to…- powiedział patrząc mi prosto w oczy i puszczając mnie.
-Co mi zrobisz ? Zabijesz….już się boje…naprawdę ! -  odwróciłam się, rzuciłam na niego ostre spojrzenie i wyszłam. Aby on mi groził ? Nowość, zazwyczaj jest na odwrót, to moje ulubione zajęcie. Wszystkie myśli zmierzały ku przyjaciółce i jej nowym sekrecie, przecież ona nigdy nie okazywała uczuć. Miałam mętlik w głowię, więc postanowiłam się przewietrzyć. Wyszłam z budynku, po czym usiadłam na pobliskiej ławce. Po raz pierwszy od początku roku byłam sama, to dziwne i nie przyjemne uczucie. Patrzyłam się w dół, czekałam, aż ktoś się zainteresuje, gdzie jestem lecz nikogo nie było. Nie mogłam wytrzymać w ciszy, więc wstałam i zaczęłam szukać jakiegoś innego miejsca. Szłam dosyć szybko, ale w końcu doszłam na boisko szkolne, gdzie roiło się oddzieci. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego Deris lubi spokój, to jest straszne… Wróciłam, więc do szkoły. Na korytarzu stały same nowe osoby, nie zauważyłam żadnej znajomej twarzy do której mogłabym się odezwać. Pierwszy raz w życiu czułam się tak zażenowana, wszystkie oczy skierowane były na mnie. Pewnie dlatego, że rzadko tędy chodzą osoby z Akatsuki, a co dopiero ja. Nigdy tu nie byłam. Zignorowałam podejrzliwe spojrzenia, po prostu chciałam przedostać się przez tłum, kiedy byłam już przy schodach jeden z grupki chłopaków, chyba też miał siedemnaście lat, gwizdnął w moją stronę. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego wściekłym wzrokiem. Podeszłam do nich, a oni zaczęli się śmiać.
-Cześć, do której klasy chodzisz ? – zapytał najniższy, nosił okulary i wyglądał na dość spokojnego chłopaka, w porównaniu do reszty jego kolegów.- Nowa ?
-Chcesz w ryj ?
-Ej, dosyć…nie śmiejcie się z niej…widzicie ją…taka samotna.- wyłonił się chłopak o blond włosach, brązowych oczach i szyderczym uśmiechu.- Ja idę, nie chce robić nic złego. – przepchnął się przez innych, po czym niespodziewanie zaczął obczajać mnie wzrokiem i ponownie gwizdać. Wszyscy wybuchli śmiechem, a ja cała pobladłam, chwyciłam go za ramie i odepchnęłam z całej siły. Chłopak upadł, uderzając głową o ścianę. Na sali zrobiło się cicho, znowu patrzono na mnie, w oczach uczniów widziałam zdziwienie, albo strach.
-Wow, dziewczyna cię pobiła? No, weź stary…!
-Co ty sobie wyobrażasz?  -blondyn wstał z podłogi, otarł się ręką po głowię, po czym podszedł do mnie. Znów chciałam go uderzyć, gdy nagle z tłumu wyłonił się Nagato krzyczący moje imię.
-Co ty robisz? Wybrałaś sobie nie równych przeciwników…za słabi są, jak na nas.
Po tych słowach przytaknęłam lekko głową i puściłam chłopaka. Kiedy myślał, że to już koniec, odwróciłam się uderzyłam go pięścią w twarz i złamałam mu nos. Blondyn złapał się za niego, uciekając w głąb korytarza i słysząc za sobą śmiechy kolegów oraz obcych mi uczniów. Uśmiechnęłam się, po czym poszłam na górę wraz z przyjacielem. Całą drogę opowiadałam mu o tamtej sytuacji, a on tylko przytakiwał. To chyba rodzinne, w końcu to kuzyn Deris. Rozdzieliliśmy się przy moim pokoju, a on powędrował dalej. Nie weszłam jednak do środka, unikałam spotkania z przyjaciółką. Nie wytrzymałabym i zaczęła ją o wszystko wypytywać. Ciekawe, czy dalej siedzi z czerwono włosym. Skierowałam się, więc do pokoju Hidana, chciałam zapukać, ale zorientowałam się, że drzwi są otwarte. Weszłam do środka, chłopak jeszcze spał. Wyciągnęłam, więc  telefon, dopiero teraz, zobaczyłam, która jest godzina, było wcześnie choć zazwyczaj Hidan wstawał o świcie, a dziś wylegiwał się, nawet o mnie nie pomyślał. Usiadłam na progu łóżka i zaczęłam szturchać go po ramieniu, nic się jednak nie stało.
-Wstawaj !- krzyknęłam i spoliczkowałam go zarazem. Dalej jednak spał. Wyjęłam swój mały nożyk, który trzymam w kieszeni swojego mundurka i obcięłam mu jedną dłoń. Zdziwiona zerknęłam na niego, lecz ten dalej leżał bez ruchu, jakby już dawno zmarł, a ja bawiłabym się jego zwłokami. Ale, czym się martwić, on jest nie śmiertelny. Zamyśliłam się, później ponownie go spoliczkowałam, lecz jego własną ręką. Dalej nic.
-Poddaje się…Nie możliwe, żebyś tak długo spał. – powiedziałam do nieprzytomnego chłopaka. Wstałam, otworzyłam szafkę i wyjęłam nici, którymi chciałam przyszyć jego dłoń. Wszystko powypadało mi z rąk, więc schyliłam się, na podłodze zobaczyłam małe, pomarańczowe pudełeczko z napisem „ środki nasenne”. Oczywiście, ktoś mi go uśpił, pewnie Deidara. Uchyliłam wieczko i zerknęłam do środka, na dnie były jeszcze dwie tabletki.
-Przyda się…-powiedziałam sama do siebie i schowałam pudełko do kieszeni. – Jaki idiota…nawet tego nie zabrał.
Przyszyłam chłopakowi rękę i skierowałam się ku wyjścia, w końcu była pora na zajęcia. Przeszłam przez korytarz, skręciłam w uliczkę, o której wiedziała tylko nasza grupa. Zatrzymałam się jednak, gdy zobaczyłam Deris rozmawiającą z Sasorim. Zrobiłam krok w tył, potem schowałam się za ścianą, a moje serce zaczęło mocniej bić, nigdy nie szpiegowałam ludzi, a co dopiero przyjaciółki. Nie chciałam się pokazywać, więc pozostałam w ukryciu i podsłuchałam rozmowy. Była dość krótka, ponieważ ich spokojne głosy ucichły, zanim zdążyłam cokolwiek zrozumieć. Uchyliłam głowę, zobaczyłam Deris wtuloną w chłopaka, który objął ją ramionami. Otworzyłam usta z niedowierzeniem,  stanęłam jak wryta. Po tej słodkiej, lecz dziwnej scenie pocałowali się...Na szczęście wybawił mnie dzwonek. Dwójka zakochanych pożegnała się i poszła osobno do klas. Wtedy ruszyłam za przyjaciółką, udawałam, że widzę ją dziś po raz pierwszy, choć słabo mi to wyszło, ponieważ nie zdążyłyśmy dojść do sali, już zaczęłam ją o wszystko wypytywać.
-Co cię łączy z Sasorim ? Przytulaliście się, a nawet całowaliście…a o czym wczoraj rozmawialiście ? Spokojnie…nikomu nie powiem…ale jak ?
-Normalnie.-odpowiedziała z miną typu „ skończ te pytania i tak nie odpowiem…”
-No powiedz…to piękne jest się zakochać…a kiedy się zaczęło ?
-Nie wiem…
-No proszę…mów !! Przed przyjaciółką milczysz ?
-Eh…niespodzianka. – powiedziała od niechcenia.-Ja też mam uczucia…
-Yy…no ja wiem…- zatkało mnie, gdy usłyszałam taką odpowiedź. Nigdy nie spodziewałam się, że na pozór spokojna dziewczyna może powiedzieć coś takiego…Zupełnie jakbym jej nie znała i dopiero dziś czegoś się o niej dowiedziała. Resztę drogi przeszłyśmy w milczeniu, kiedy doszłyśmy na miejsce każdy siedział już w ławkach i patrzył znudzony w sufit. Jak zwykle usiadłam przy oknie, całe lekcje wpatrywałam się w drzewa, a czasem na  ludzi. Za mną siedział Deidara, przez to wszystko zapomniałam, że mam brata. Odwróciłam się do niego, trochę popatrzyłam jak rysuje i przynudza coś o sztuce, jak zwykle nie słuchałam go. Reszta dnia minęła dosyć spokojnie, jak na mnie, tylko siedziałam i pisałam coś po zeszycie, kiedy minęła ostatnia lekcja udałam się wraz z Deidarą do jego pokoju. Nie chciałam widzieć Deris, nienawidzę krępującej ciszy.
-Pokłóciłaś się z Deris ? Nie gadacie ze sobą cały dzień…to podejrzane.
W jednej chwili wszystkie problemy wróciły…miałam wielką ochotę kogoś pobić lub zabić. Spojrzałam  na brata, który odsunął się ode mnie, lecz nie zamierzał uciec.
-No…co ?
Podeszłam do niego, a on instynktownie cofał się, w końcu weszliśmy do jego pokoju, szybko zamknęłam drzwi i skoczyłam na niego. Przydusiłam go lekko, po czym patrzyłam mu prosto w oczy, które zaczęły robić się całe czerwone od krwi.
-Dość…weź się na mnie nie wyżywaj. – powiedział odpychając się rękoma. – Idź ją przeproś, albo coś…nie wiem o co poszło…
-Za co? To ona mi nic nie mówiła…- odpowiedziałam dotknięta, ale dalej zirytowana. – Jesteśmy rodziną…kogo mam bić…
-Dzięki…dlatego nie chciałem mieć rodzeństwa…dobrze, że cię oddano…-zatrzymał się, gdy zauważył jak stoję przed nim z pięścią przy jego twarzy. – Nie ważne…
Nagle ktoś otworzył drzwi, był to rozbudzony Hidan. Wszedł szybkim krokiem, spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko.
-Czy ty, nie dałeś mi przypadkiem czegoś na sen ? –zapytał patrząc na Deidare, który był już bezsilny. Wtedy pomyślałam, że ma za swoje…siostra i jej nieśmiertelny chłopak…wybuchowa mieszanka.
-Nie…nie mam tu żadnych tabletek…jak miałem to zrobić ? – wskazał ręką czysty pokój, a potem swoje kieszenie. Wtedy chciałam opowiedzieć im, jak je znalazłam, ale pomyślałam, że mi się przydadzą, więc nic nie robiłam, tylko stałam.
-Teraz wiem, czemu nie mogłam cię obudzić, chodź już…-wzięłam go za rękę, a on posłusznie wyszedł za mną na korytarz. Nie wspominałam mu, o kłótni, chciałam to jakoś naprawić. Spacerowaliśmy sobie do końca dnia, rozmawiając jak zwykle o wszystkim i o niczym. Trochę przesiedzieliśmy u niego, tam nikt nam nie przeszkadzał. Nadszedł wieczór, więc musiałam już wrócić, tuż przed drzwiami zawahałam się lekko, lecz w końcu weszłam i zobaczyłam Deris siedzącą na łóżku. Patrzyłyśmy sobie w oczy, podeszłam trochę bliżej i obie naraz przeprosiłyśmy się, a ja rzuciłam się jej na szyje.
     Następnego dnia była sobota, niestety padało, więc musiałyśmy spędzić cały dzień w szkole. Ponieważ nie miałyśmy nic lepszego do roboty przeszłyśmy się do Deidary i Sasoriego. Oni dalej leżeli w swoich łóżkach, tylko Sasori powitał nas przyjaźnie, za to mój brat zaczął się na nas wydzierać, więc Deris zwaliła na niego lampę, która stała na jego półce nocnej. Nie miałyśmy ochoty, na wysłuchiwanie narzekań, więc pożegnałyśmy się i poszłyśmy zostawiając ich samych. Kiedy przechodziłyśmy obok pokoju Hidana, zorientowałyśmy się, że już nie śpi, ponieważ było słychać muzykę. Weszłyśmy do środka, okazało się, że słucha znienawidzonej przez nas, kiczowatej piosenki „na kurwiam węgorza
-Wyłącz to…-powiedziałam ostrym tonem.
Chłopak spojrzał na mnie, po czym specjalnie podkręcił głośnik i uśmiechnął się do nas. Spojrzałam na Deris, która chciała w niego czymś rzucić, ale zatrzymałam ją. Nagle wpadłam na chorą myśl, nawet nie wiem dlaczego, sama mi się nasunęła, ale nie zamierzałam jej w sobie kryć. Zaczęłam śpiewać pod rytm piosenki.
Gwałcą nam Hidana, na na na na…”
Przyjaciółka patrzyła na mnie z niedowierzaniem, ale zarazem widziałam, w jej spokojnych na pozór oczach, że trochę ją to rozśmieszyło, chłopak za to, zamiast wyłączyć, dał muzykę głośniej. Wtedy nie wytrzymałyśmy, przyjaciółka machnęła ręką i mój nóż, który trzymałam w kieszeni wyleciał prosto w głowę białowłosego. Na początku bardzo się ucieszyłam i zaczęłam śmiać.
-Ej…ale znowu musze go zszywać…drugi raz z rzędu…
Deris wzruszyła ramionami i wyłączyła głośnik. Hidan leżał, czekając na mnie, aż znajdę nić, nie śpieszyło mi się, w końcu pozszywałam go, ucałowałam w czoło i wraz z przyjaciółką udałam się w stronę drzwi.  Nagle chłopak złapał Deris za nadgarstek, po czym wyszeptał jej słowa „Co cię łączy z marionetkarzem ?”

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Następny rozdział napiszemy razem (Sharon i Deris) Mam nadzięje, że spodobał wam się nasz blog :) Jeśli są jakieś błędy, to przepraszam...
(nie umiem pisać takich rzeczy, więc to tyle :D ) 

piątek, 7 marca 2014

Rozerwanie

Ten rozdział piszę Deris... miłego czytania :)

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
-Tak długo się nie widziałyśmy!- krzyczała Sharon.
-Yhm… nie oddycham…- odpowiedziałam, czując, że ona mnie dusi.
-O przepraszam!- zaśmiała się, odsuwając się ode mnie.
-Siemanko- powiedział do mnie Deidara, a Sasori uśmiechnął się(niezauważalnie) i pomachał do mnie ręką. W sumie jego uśmiech tylko ja rozróżniam. W końcu, podobno jesteśmy tacy sami… Odpowiedziałam tym samym. W pokoju nastała trochę głucha i niezręczna cisza, która dla mnie była całkiem miła.
-To… może powiedzmy wszystkim, że już przyjechałaś.- zaproponowała z uśmiechem Sharon, na co ja tylko skinęłam głową. Pociągnęła mnie za rękę wyciągając z pomieszczenia, a chłopacy zostali w swoim pokoju. Zabrała mnie najpierw do Hidana, potem do Itachiego i Tobiego, a na końcu do pokoju Yahiko, Nagato i Konan. Wszyscy powitali mnie, z uśmiechami, a ja czasami nawet się nie odzywałam. Taka już moja natura. Mało się odzywam. Za to Sharon, ciągle gada. Rozbrzmiał dzwonek szkolny, sygnalizujący, że mamy zbierać się w Sali od wf, na otwarciu roku szkolnego. Westchnęłam cicho i razem z przyjaciółką poszłyśmy na miejsce. Zajęłyśmy miejsca, siedziałam pomiędzy Sharon, a po mojej lewej stronie siedział Sasori. Dalej po prawej siedział Hidan, trzymając dziewczynę za rękę. Szczerze denerwowało mnie takie okazywanie sobie uczuć wszędzie… nie mówiłam nic kiedy siedziałam sobie w pokoju, a oni na łóżku obok się całowali. Miałam na to całkowicie wyjebane. Pewnie dlatego mówią na mnie ‘’Człowiek wyjebka’’. Pasuje mi to… nawet. Przeważnie gdy oni coś robili między sobą, ja siedziałam u Yahiko, Nagato i Konan, albo u Sasoriego i Deidary. Zawsze wtedy przychodziło mi słuchać kłótnie o sztuce. Osobiście, jestem po stronie czerwonowłosego, że sztuka jest wiecznym pięknem. Ale z drugiej strony, sztuka Deia, przypomina mi trochę życie… krótkie, ekstremalne i ulotne. Nie odzywałam się nigdy w tej sprawie, ale gdy dochodziło do tego, że chcieli się bić, pomagałam im trochę swoim Kekkei Genkai. I albo dostawali po twarzach książkami, albo odrzucałam ich na dwie strony pokoju, za pomocą siły wiatru. Oczywiście z całego rozpoczęcia usłyszałam tylko:
-To tyle, możecie iść do swoich pokoi.- tyle mi do szczęścia potrzeba, aczkolwiek ciągle czułam na sobie czyjś wzrok. Może aż tak było widać moje zamyślenia? Albo to ja znów sobie coś uroiłam. Później nasza dyrektorka Tsunade, kazała zostać ‘’zerówką’’, żeby przydzielić im pokoje itd. Więc ja sobie spokojnie i kulturalnie chciałam iść do pokoju. Tak co by nie było. Jak złapałam za klamkę do pokoju, usłyszałam głos Sharon i Hidana, po czym pomyślałam: Wyprzedzili mnie. Żeby ominąć zbędne oglądanie ich migdalenia i gadania, o tym jak się kochają nawzajem, poszłam do biblioteki. Sama nie wiem po co. Przecież wszystkie te książki już przeczytałam, ale może coś znajdę. Jak zwykle nie było tam dużo osób. Moją uwagę przykuła obłożona czarnym materiałem książka. Otworzyłam ją na pierwszej stronie i prawie dostałam zawału:
‘’Istoty posiadające chakrę’’
Patrzyłam się na tą książkę, z niedowierzaniem. Ludzie piszą takie rzeczy?  Ha, może dowiem się czegoś o sobie. Podeszłam do pani bibliotekarki, która zobaczywszy wypożyczaną przeze mnie książkę, lekko zdębiała. Podbiła jakąś swoją pieczątkę, ale oddała mi ją z obawą. Nie wiem przed czym. Przecież jej nie zjem. Z resztą, żaden z nauczycieli nie wie, o sekrecie Akatsuki. Idąc w stronę pokoju, przypomniałam sobie, że nie za bardzo mam do niego dostęp. Westchnęłam w myślach. Wyszłam przed budynek na główny plac. Chciałam wyjść do parku, ale zapomnę o pójściu na obiad. Idąc w stronę ławki, zaczepiła mnie różowłosa dziewczyna z zielonymi oczami.
-Cześć! Jestem Sakura! Zaprzyjaźnimy się?- zapytała uśmiechając się do mnie. Przerzuciłam oczami, uśmiechnęłam się sztucznie i odpowiedziałam:
-Wybacz, nie.- sprytnie obeszłam dziewczynę, szybko tracąc uśmieszek z twarzy. Poczułam to dziwne uczucie, które czuje zawsze przy Akatsuki. Nie jest ono dla mnie dziwne, bo przecież siedzę z nimi całymi dniami, ale tym razem miałam obawy… tym bardziej, że wiedziałam większość rzeczy o niej. Haruno Sakura, zerówka, pokój numer 95 itd… Usiadłam sobie na ławce i zaczęłam czytać książkę. Czytałam bardzo szybko. Po jakiś 15 minutach, miałam 50 stronę książki. Wtedy postanowiłam wrócić do pokoju. Znowu zaczepiła mnie dziewczyna, bardzo delikatna i strasznie speszona. Miała długie ciemno- fioletowe włosy, a na prostej grzywce jasno- różowy, poziomy pasek.
-P- przepraszam… w-wiesz może gdzie tu jest łazienka? J- jestem nowa w szkole, j- jeszcze się gubię.- zapytała trzymając rękę przy twarzy.
-Idź w lewo, potem takim tunelem w prawo i będą toalety.- odpowiedziałam standardowym tonem.
-D- dziękuję.- odpowiedziała, a ja ponownie przerzuciłam lakonicznie oczami. Zaczynam mieć to w nawyku. Weszłam na swoje piętro, po czym złapałam za klamkę. Zamknięte. Westchnęłam wyciągając klucz, z tylnej kieszeni spodni. Książkę położyłam na stoliku nocnym, kładąc się na łóżko. Odwróciłam się na bok, patrząc przez okno, na promienie światła, rażące mnie w oczy. Może lepiej włożę książkę do szuflady, żeby Sharon się nie zainteresowała… jak pomyślałam, tak zrobiłam. Leżąc na plecach, zastanawiałam się czemu mojej współlokatorki nie ma. Zamknęłam oczy i pogrążałam się we własnych myślach, gdy nagle z myśli wyrwało mnie mocne szarpnięcie drzwiami.
-Gdzie jest Sharon?!- wydarł się Hidan. Nadal miałam zamknięte oczy, ale poznałam go po głosie. Wydawał się wkurzony. I to ostro. Pokręciłam przecząco głową. Otworzyłam jedno oko. Wszedł do pokoju i usiadł na krześle przy biurku, obgryzając paznokcie. Aktywowałam Kekkei Genkai i rzuciłam w niego książką, żeby wyciągnął palce z buzi. Ogarnął o co mi chodzi, a ja wstałam do pozycji siedzącej. Patrzył na mnie lekko wkurzony, wstał i zapytał:
-Czemu nigdy się nie odzywasz? Jesteś człowiekiem zagadką, wiesz o tym?- jego wzrok mówił już coś innego. Jakby chciał powiedzieć mi, co mu się nie podoba, a na końcu zabić. To będzie trudne. Wzruszyłam ramionami, a na jego twarzy pojawił się grymas. Otwierałam usta, żeby coś powiedzieć, lecz przerwało mi ponowne szarpnięcie klamką i pojawieniem się w drzwiach Sharon.
-Debilu jeden!- zaczęła drzeć się na Hidana, podchodząc do niego. Oho, będą się całować. Poleżę sobie jeszcze.
-Co?!- wydarł się chłopak.
-Zostawiłeś mnie i poszedłeś tworzyć ambitne rozmowy z niemową?!- odkrzyczała. Niemowa? Ja jej dam. Chciałam ją rzucić książką, ale powstrzymało mnie coś. Racja. Jestem niemową. Mogliby mnie chociaż nie obrażać w tym życiu. Pokłócili się trochę i ucichli. Czyli zaczęli się całować. Uchyliłam jedno oko, faktycznie, miałam rację. Eh… też tak chcę. Ale, kto by chciał niemowę? Pokiwałam głowę w dwie strony, żeby odpuścić od siebie takie myśli. Wróciłam do pozycji siedzącej i otworzyłam oczy. Kurwa. Leżeli na podłodze, a Hidan szukał szczęścia, pod koszulką Sharon. No błagam nie tutaj. To nie jest dobre miejsce… a bynajmniej nie przy mnie. Jeszcze mnie zaproszą… kurwa. Co ja myślę. Za dużo czterech ścian. Chciałam coś zrobić, kaszlnąć, albo coś. Ale pomógł mi w tym Sasori, wchodząc do pokoju i robiąc klasycznego face palm’a.
-Deris…- zaczął mówić, nadal trzymając dłoń na twarzy.-… chodź.- powiedział wychodząc, a Hidan zagwizdał, jakby Sasori, chciał zrobić mi coś… asz, nie ważne…  wyszłam grzecznie z pokoju, a gdy zamykałam drzwi, zobaczyłam, że Ci leżący na podłodze, kontynuowali swoją zabawę. Westchnęłam i odwróciłam się do czerwonowłosego. Zamrugałam dwa razy oczami i czekałam co zrobi. Patrzył się prosto w moje oczy. Bałam się. Nasz wzrok skrzyżował się. Zaczęłam w głowie słyszeć szybkie bicie mojego serca i miałam złe wrażenie, że krew w żyłach płynie mi znacznie szybciej. Nigdy nie miałam z nikim kontaktu wzrokowego, a przynajmniej nie tak długiego. Zawsze się tego bali. W jego czekoladowych i bardzo ładnych oczach, dostrzegłam grymas bólu. Może chciał mi o czymś powiedzieć, ale się tego bał? Może…
-Możesz mi pomóc?- zapytał w końcu, ale jego głos zadrżał. Nie wiem czemu, ale nikogo nie było na korytarzu…
-Tak, ale w czym?- zapytałam cicho…
-Chodź, zobaczysz.- złapał mnie za nadgarstek i prowadził w stronę schodów. Weszliśmy na trzecie piętro i poszliśmy do jego i Deidary pokoju. Westchnęłam, gdy tylko ogarnęłam o co chodzi.
-I że niby co ja mam z tym zrobić?- powiedziałam wskazując na różowowłosą, przywiązaną do krzesła.
-Twierdzi, że Cie zna, oraz że posiadasz chakrę. W ogóle, o co chodzi?- powiedział Sasori.  On oczywiście wiedział dokładnie o czym mówi. Ale takie są zasady tajemnicy. Tylko, skąd ta dziewczyna o tym wiedziała. Podeszłam do niej i położyłam jej rękę na głowie, aktywując swoje Kekkei Genkai. Moje włosy zaczęły się lekko unosić. Dziewczyna miała zapłakaną twarz, ale spokojnie, zaraz nic nie będzie pamiętać, więc nie będzie wiedziała, po co płacze. Po chwili roboty, wyciągnęłam rękę do góry najwyżej jak mogłam. Za moją ręką, toczył się tak jak gdyby duch, który szybko zniknął. Nie wyjęłam jej duszy. Tylko wspomnienia. Jej głowa opadła bezwładnie w dół. Moje oczy, wróciły do normalnego stanu. Sasori i Deidara, będą wiedzieć, co mają z nią zrobić. A raczej tylko Sasori, bo blondynkę gdzieś nam wcięło. Ruszyłam w stronę drzwi, bezinteresownie całkowicie. Jak wychodziłam, usłyszałam tylko krótkie: -Dziękuję- ze strony czerwonowłosego. Zatrzymałam się w przejściu, po czym poszłam dalej. Oparłam się o ścianę obok drzwi. I co ja mam teraz ze sobą zrobić? Sharon i ten debil, pewnie teraz się fajnie bawią na łóżku… więc co tu po mnie.
*TYDZIEŃ PÓŹNIEJ*
-Co mamy po tej lekcji?- zapytała Sharon, chowając książki do szafki szkolnej. Na wewnętrznej stronie drzwi, miała dużo zdjęć z Hidanem, kilka ze mną i jedno całego Akatsuki. Ja w swojej, na środku mam zdjęcie Akatsuki i dwa z Sharon. Całe w środku, jest obklejone chmurkami Akatsuki. Podobają mi się. Tak naprawdę, to razem z Konan wymyślałyśmy ten…
-Deris! Zakochałaś się?!- krzyknęła Sharon. Popatrzyłam na nią i zamrugałam dwa razy oczami, zamykając drzwi do szafki.
-Biologię.- odpowiedziałam cicho, po czym odwróciłam się na pięcie i poszłam w swoją stronę. Lubię ten przedmiot, chyba nawet bardziej od samotności. Ale przez Sharon chodzącą z Hidanem, oraz przez ciągłe patrzenie na ich pocałunki, trzymanie się za rączki i inne miłosne pierdoły, odechciewa mi się samotności. Może,(a raczej na pewno) tego po mnie nie widać. Tego zmieszania, które nie ma żadnego sensu. Skoro po 10 roku życia, byłam teoretycznie samotniczką, czemu przeszkadza mi to dopiero teraz? Moje kolejne piękne przemyślenia, znowu przerwał dzwonek na lekcje. Sala numer 17… powodzenia. Wpatrywałam się przez okno, patrzyłam na to co dzieje się za nim. Rzucali we mnie nawet papierkami, ale ja to olałam i nadal trzymałam się za malutki kosmyk włosów, podziwiając co dzieję się za oknem.


-Deris…- usłyszałam oschły głos nauczycielki. Głowę nadal miałam w stronę okna, ale swoje beznamiętne spojrzenie przeniosłam na kobietę.- czy coś się dzieje? Nie słuchasz tego co mówię.- No tak. Martwi się, to nasza wychowawczyni. Kurenai jest naprawdę bardzo sympatyczna, ale dzisiaj nie miałam ochoty na nic. Kiwnęłam przecząco głową i wróciłam do oglądania widoków za oknem. Czułam na sobie przez chwilę jej wzrok, ale wróciła do kontynuowania lekcji. Gdy dzwonek, będący dzisiaj moim wybawieniem zadzwonił, wyszłam z klasy i wrzuciłam do metalowej szafki swoje podręczniki. Łapiąc za drzwiczki, żeby zatrzasnąć swoje rzeczy, moje oczy zatrzymały się na zdjęciu. Zdjęciu, które zrobiliśmy dawno temu. Na zakończenie podstawówki. Nie będę pogłębiać się w marzeniach i durnych wspomnieniach, bo komu to potrzebne? Nienawidzę wspomnień. Weszłam na drugie piętro, prosto do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i wyciągnęłam swoją książkę. Długo nie czytałam, bo do pokoju weszła Sharon, razem z Hidanem, zaraz za nią. Westchnęłam w myślach, nie  odrywając wzroku od książki. Blondynka popatrzyła na mnie chwile, chyba się zasmuciła i usiadła na łóżku. Hidan klęknął obok, trzymając ręce na kolanach dziewczyny. Szybkim i zgrabnym ruchem, trzasnęłam książką w dłoni, rzuciłam ją na półkę i powoli szłam w stronę wyjścia. Łapiąc klamkę, zachwiałam się i prawie upadłam, ale trzymałam fason. Z resztą nasze gołąbki mnie nie widziały, więc wszystko było tak jak powinno być. Wskoczyłam po schodkach do pokoju naszych artystów. W sumie siebie, też mogłabym nim nazwać. Nie nadaremno robię rysunki. Gdy otworzyłam drzwi, o dziwo, wszystko było spokojnie. Deidara leżał sobie na łóżku, a Sasori, szukał czegoś w szafie. Wzrok obojga, skierował się na mnie, gdy podniosłam rękę do góry w geście powitania. Puściłam klamkę. Zobaczyłam czarne plamy przed oczami, znowu się zachwiałam. Upadłam. Na plecy. Tylko dlaczego, po co? Potem słyszałam tylko głos Sasoriego, który chyba przenosił mnie na łóżko. Po chwili czasu, lekko uchyliłam powieki. Tak jak myślałam znajdowałam się na miękkim materacu, a obok łóżka siedział oparty o nie głową Sasori. Ale nie byłam w ich pokoju. Nie była ta sama pora dnia. Byłam pod kocem, było ciemno i leżałam w swoim pokoju. Sharon, spała na swoim łóżku.  Przynieśli mnie tutaj? Chyba tak. Próbując przyzwyczaić oczy do mroku, mój wzrok zatrzymał się na Sasorim, który zaczął lekko ruszać głową. Może coś mu się tam śni w tej głowie? W sumie na rękę byłoby mi, gdyby się teraz obudził. Sharon sobie śpi, może mogłabym z nim pogadać albo coś. Jak na zawołanie, chłopak podniósł głowę i spojrzał na mnie. Moje niebieskie tęczówki, lekko przyzwyczajone do mroku, były w stanie dostrzec chłopaka, który wstał całkowicie z podłogi, po czym usiadł obok mnie na łóżku. Dotknął ręką mojego czoła. Westchnął. Nadal trzymając rękę na mojej głowie, w pewnym momencie, przysunął się do mnie i wtulił mnie lekko w jego tors, powodując u mnie nie małe przerażenie. Objął mnie rękami… nie mogłam, a raczej nie chciałam wyjść na kogoś dziwnego, może przyjaciele tak robią, więc owinęłam sobie ręce wokół jego szyji. Wszystkie możliwe uczucia, rozdzierały mnie od środka. Sama nie wiem czemu. Może potrzebowałam, przyjaciela? A może, on jest kimś więcej? Bałam się. Z resztą jak zwykle. Bo co innego można robić w nocy, z kimś, kto jest dla Ciebie zagadką i równocześnie być nią dla kogoś? Jeszcze w dodatku Sharon może się obudzić. Odtrąciłam od siebie te myśli, słysząc szept czerwonowłosego, że mam go nigdy więcej tak nie straszyć. Po tym przytulił mnie jeszcze mocniej. Uśmiechnęłam się głęboko w sobie na te słowa. Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś je usłyszę. Poczułam się jeszcze dziwniej. Serce zaczęło bić mocniej, a krew w żyłach, miałam wrażenie, płynie szybciej. Zaczęłam potwornie się stresować. Dopiero teraz doszło do mnie, co się dzieje, z kim i gdzie. Niby dobrze wiedziałam kto to. Znałam jego zapach bardzo dobrze. Przeważnie to on mnie bronił, przed kimś z innych klas, którzy chcieli mi coś zrobić… Boże! Jaka jestem głupia! Czemu nie poskładałam faktów?! Patrzy się ciągle na mnie, broni mnie, opiekuje się mną i powoduje to dziwne uczucie… czy to jest… to coś… co łączy Sharon i Hidana? Pojebało mnie. Całkowicie. Moja zdolność racjonalnego myślenia chyba się zatrzymała. W sumie miło się siedzi wtulonym w drugą osobę, która jako jedyna się o Ciebie martwi… znowu poczułam się słabo, tak jak wtedy przy upadku. Zadrżałam, a moje ciało zaczęło się trząść, sama nie wiem dlaczego. Sasori zauważył, że coś jest nie tak i odsunął się ode mnie, przykładając mi rękę do czoła. Zrobiło mi się zimno. Chciałam, żeby znowu mnie przytulił. Położył mnie z powrotem na łóżko, przykrył kocem i znowu usiadł obok mnie na podłodze, rozczesując pojedyncze kosmyki moich włosów. Gdy poczułam się trochę lepiej, wyciągnęłam rękę spod koca i złapałam go za dłoń, którą wcześniej bawił się moimi włosami. Położyłam się na boku, ściskając mocno jego rękę. Czemu jestem taka głupia? Nawet nie zauważyłam, po co on to robi… nigdy nie podziękowałam, nie przytuliłam, nic. Był dla mnie najlepszym przyjacielem. Po prostu. Usiadłam z powrotem na łóżku, a chłopak uważnie patrzył na to co robię. Zsunęłam się na podłogę, siadając obok niego. Wtuliłam się w niego. Tym razem ja, nie okazuję bezduszności, o której wszyscy mówią. Czerwono włosy, odwzajemnił gest, opierając się plecami o szafkę nocną, którą miał za sobą. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę, gdy nagle Sharon, zaczęła się ruszać. Wystraszyłam się na myśl o tym, że może nas zobaczyć, w jednoznacznej pozycji. Na szczęście, pogadała coś i powrotem zasnęła. Odetchnęłam z ulgą. Niby nie ma czego się bać, ale zawsze jest to jakiś stres. Sasori odsunął mnie od siebie, jedną ręką trzymając nadal moją dłoń, a drugą trzymając na policzku. Słońce zaczęło leniwie wychylać się zza horyzontu, więc mogłam lepiej dostrzec twarz chłopaka, a nawet kolor oczu. Niby tak mało światła a tyle daje. Dostrzegłam na jego twarzy mały uśmiech. Oczywiście tylko ja go mogłabym zobaczyć, gdyby było tu więcej świadków. Nadal trzymając mój policzek, pochylił się trochę nade mną, stykając nas ze sobą nosami. Serce podeszło mi do gardła, dobrze wiedziałam co zamierza. Przyglądało się trochę Sharon i Hidanowi jak ten teges… mimo smaku serca w gardle, byłam gotowa na wszystko, coś mi i jemu się należy w tym życiu. Sory. Chłopak delikatnie i powoli zbliżał się do mnie, a że jeszcze bardziej się stresowałam, na końcu trochę mu pomogłam, sama wbijając się w jego usta, które były całkiem smaczne. Jego usta drżały, chyba że to moje, ale nie ważne. Z każdym kolejnym pocałunkiem, moje serce powoli wracało na swoje miejsce, krew w żyłach płynęła wolniej i ogarniał mnie miły spokój. Puściłam jego dłoń, po czym ponownie oplotłam ręce wokół jego szyji, tak, że teraz ja byłam wyżej od niego. On jedną rękę trzymał na mojej talii, a drugą włożył pomiędzy czerwone kosmyki moich włosów. Siedziałam na jego kolanach, a z każdą sekundą, coraz bardziej chciałam być blisko niego na zawsze, oraz chciałam, żeby nigdy nie odszedł. Gdy opanowałam się całkowicie, przestałam się trząść, a moje usta idealnie pasowały do jego, niczym puzzle, Sasori podniósł mnie trzymając za uda, po czym położył mnie na łóżku. Kładąc się na mnie, pamiętał, że jest cięższy, więc koło mojej głowy, trzymał się koca, próbując mnie nie przygnieść. Nadal trzymałam swoje ręce oplecione, wokół jego karku, dłoniom muskając końcówki jego czerwonych włosów. czerwonowłosy, po kilku minutach, oderwał się od moich warg, i w pokoju, słychać było tylko dwa nierówne oddechy dwóch osób. Było coraz więcej światła w pokoju, więc dopiero teraz, mogłam zobaczyć wszystko w kolorach, a nie czarne. Patrzył się głęboko w moje oczy, powodując chęć ponownego pocałunku. Opanowałam się, nie uświadamiając sobie tego co się stało. Wyrywając mnie z rozmyśleń, Sasori położył się obok mnie, obejmując mnie. Odwróciłam się do niego przodem tak, że schowałam się w jego torsie. Moje uczucia, nadal były rozerwane, ale miałam pewne wrażenie, że nie był to przelotny romans, tylko coś dłuższego, coś co zapamiętam do końca życia, a może i będę czuła do jego końca. Oby...

========================================================================
Dzięki za przeczytanie notki ;) Od razy mówię, nie umiem, nie potrafię i wybaczcie mi ostatnią drętwą i beznadziejną scenę. Nie umiem opisywać takich rzeczy :D Jeżeli są tam błędy, piszcie mi, będę wiedziała co poprawiać ;)
A i nie odpowiadam, za wszystkie uszkodzenia mózgów, po scenie pod biurkiem. xD 
Następny rozdział napisze Sharon. :) 

poniedziałek, 3 marca 2014

Witamy w internacie...



Deris:
 Obudziłam się bardzo wcześnie rano. Nigdy nie chciało mi się, tak bardzo zostać w łóżku jak dzisiaj. Niestety, dzisiaj rozpoczęcie roku. Jestem w drugiej klasie liceum, w klasie IID. Wyszłam w końcu z łóżka, po czym ruszyłam w stronę łazienki. Stanęłam przed lustrem, wzięłam szczotkę i rozczesałam swoje długie do łopatek czerwone włosy. Postanowiłam, że zostawię je rozpuszczone. Wzięłam szybki prysznic, bez mycia włosów. Nie zdążyłabym, z resztą wykąpię się wieczorem w szkole. A no tak. Nie wspomniałam wam o tym, że jestem w szkole z internatem. Należą do niej tylko bogate dzieciaki, przeważnie stypendialiści. Moi rodzice są lekarzami. Matka jest chirurgiem, a ojciec… w sumie sama nie wiem. Nie mam z nim dobrego kontaktu. Nie lubimy się. Ogólnie rodzice, wolą swoją pracę ode mnie. Pewnie dlatego, pozbywają się mnie na cały rok szkolny, również nie przyjeżdżają, na różne uroczystości. To trochę głupie uczucie, kiedy wszyscy witają się z rodzicami i rozmawiają z nimi, a ja stoję na środku Sali, w której wcześniej odbywały się wcześniej uroczystości. 
 Przeważnie wtedy wracam sobie cicho do pokoju i udaję, że mnie to nie rusza. Jestem najlepsza, w ukrywaniu jakichkolwiek emocji. Pewnie dlatego też, nie odzywam się zbyt często. Ubrałam się w mundurek szkolny. Dla mnie, wyglądam w nim jak jakiś głupek. Nie ma on jednego z rękawów tak jakby, marynarki. Wyszłam z łazienki i rozejrzałam się po  pokoju, czy wszystko spakowałam. W sumie pokój był opustoszały. Na półkach nic nie stało, a w szafach, były tylko stare podręczniki i zeszyty, nie potrzebne mi w szkole. Do szkoły wyjeżdżam na cały rok szkolny, nie przyjeżdżam do domu na weekendy, przecież i tak nikogo to nie interesuje. Wracam tylko na dłuższe przerwy, takie jak święta, czy wakacje. Założyłam na ramię ciemnoniebieską torbę, a czerwoną walizkę złapałam za rączkę. Postawiłam ją pod drzwiami wyjściowymi, założyłam baletki i zarzuciłam na siebie płaszczyk. Nie zjadłam śniadania, nie chciałam spotkać rodziców. Wyszłam przed dom. Czekał na mnie szofer, po czym podszedł do mnie, zabierając ode mnie walizkę. Wsadził ją do bagażnika, a ja wsiadłam do auta, na tylnie siedzenie. Jechaliśmy około 40 minut. Szkoła jest w centrum Tokio, ja mieszkam kawałek dalej od niego. Wysiadłam z samochodu, po czym odebrałam od  mężczyzny walizkę. Przed szkołą, stało kilku uczniów, żegnających się z rodzicami. Rozejrzałam się poszukując kogoś z moich znajomych. Nie zauważyłam nikogo, dlatego weszłam do wnętrza budynku. Tam również nikogo nie spotkałam. Poszłam do pokoju, otworzyłam do kluczem, a Sharon tam nie było. Jej rzeczy, były rozpakowane i poukładane na półkach. Rzuciłam torbą na łóżko i wzięłam się za rozpakowywanie. Gdy skończyłam, na półeczkę nocną postawiłam sobie zdjęcie całego Akatsuki.  
 Zastanawiałam się, kiedy ich zobaczę. Nie widziałam ich dwa miesiące. W sumie przez całe wakacje z nikim nie gadałam twarzą w twarz. Tylko przez telefon czasami do siebie dzwoniliśmy… nikt nie miał czasu jechać do siebie. Rodzice zawsze w trasie jakiejś, a my musimy jeździć z nimi. Odstawiłam zdjęcie na półce i wyszłam z pokoju. Pewnie Sharon, będzie w pokoju Hidana. Przeważnie tam siedzi, albo Hidan siedzi u nas. Ruszyłam w stronę schodów prosto do pokoju 91. Przechodząc obok pokoju 92, usłyszałam krzyki, a raczej darcie mordy, znanych mi osób. Słyszałam Sharon i Deidarę. Zajebiście. Pociągnęłam za klamkę i w sumie zobaczyłam to co zawsze. Sharon siedziała na swoim bracie, okładając go pięściami, a Sasori stał przy nich i próbował coś zrobić. Zamknęłam za sobą drzwi. Nie zobaczyli mnie. Mendy wredne. Czyli trzeba zwrócić na siebie uwagę. Wiem! Popatrzyłam na biurko stojące pod ścianą i zrzuciłam z niego książkę, aktywując swoje Kekkei Genkai. Książka uderzyła moją przyjaciółkę po głowie, przez co ona od razu skierowała swój wzrok w stronę drzwi. Moje oczy odzyskały normalny wygląd, a Sharon wstała z brata i rzuciła mi się na szyję, krzycząc moje imię.

Sharon:
  Obudził mnie wkurzający alarm budzika, który nastawiłam bardzo wcześnie rano. Nie mogłam doczekać się tego dnia i spałam tylko dwie godziny. W końcu wyjadę i zostawię swoich dziadków w spokoju. Nienawidzą mnie, choć nie da się ukryć, też bym nie chciała takiej wnuczki, która zabiła swoich rodziców. Ale niczego nie żałuje, to oni mnie oszukali, na dodatek udawali, że jestem ich prawdziwą córką. Śmieszne…pod wpływem emocji zabiłam ich i to z uśmiechem na twarzy. W szkole jest dużo lepiej, spotkam się z moją przyjaciółką Deris, chłopakiem Hidanem i z całą resztą grupy Akatsuki. I jeszcze mój brat…zapomniałam o nim, kolejne kłótnie, trudno przeżyje się. Ponownie spojrzałam na zegarek, otrząsnęłam się i wstałam z łóżka. Szybko założyłam swój ulubiony szlafrok, pobiegłam do łazienki. Wzięłam kąpiel,a potem ubrałam szkolny mundurek, za którym nie przepadałam. Zaczesałam włosy, po czym uplotłam luźnego warkocza, który sięgał mi, aż do bioder. Jeszcze tylko pomalowałam oko i wyszłam z łazienki. Kątem oka zauważyłam ładnie ułożone bagaże, na których przyklejona została kartka z napisem „Musieliśmy wyjść do pracy, pamiętaj za twoją szkołę trzeba płacić. Tu masz swoje bagaże, a śniadanie jest w kuchni, auto podjedzie o 8.00 więc bądź gotowa. Miłej nauki. Twoja babcia i dziadek.” O matko, nawet nie chcieli się ze mną żegnać, choć w sumie ja też tego nie lubię. Odkleiłam kartke i wyrzuciłam ją do kosza, który stał w pobliżu. Resztę czasu przeznaczyłam na wspominki z zeszłego roku, nie mogłam doczekać się, aż w końcu będę mogła z kimś porozmawiać.  
 Zerknęłam na duży zegar w salonie, po czym zerwałam się z fotela na górę po swoje walizki. Akurat, kiedy schodziłam ktoś zapukał do drzwi. -Już idę, proszę poczekać ! – krzyknęłam poirytowana natarczywością pukania.
– Możesz wejść i mi pomóc to będzie szybciej, zresztą jest przed ustaloną godziną !
-Przepraszam ale nie miałem tego w umowie, nie za to mi płacą.
Spoglądałam na niego przez szybę w drzwiach i naglę z jego wargi zaczęła spływać krew.
-Coś panu leci, to chyba krew...- kierowca otarł usta i zrobił przerażoną minę – To nic…proszę schodzić. Uśmiechnęłam się i wyszłam z domu, naprzeciw mnie stał czarny samochód z dużym bagażnikiem. Podbiegłam do niego, a kierowca otworzył drzwi i wsadził moje torby do środka. Droga dłużyła się, ale nie zwracałam na to uwagi. Kiedy już widziałam szkołę uniosłam się nagle i wypatrywałam znajomych. Auto zatrzymało się, a ja błyskawicznie z niego wysiadłam i rozglądałam się po okolicy. Facet wyjął bagaże a ja stałam i czekałam. Nagle usłyszałam znajomy śmiech, był to Hidan i Sasori. Zanim zdążyłam się odwrócić, ktoś złapał mnie od tyłu. Nie wiedząc który to zrobił szybko uderzyłam go w twarz, okazało się, że był to mój wkurzający brat. Wszyscy poza nim przywitali mnie przyjaźnie i odprowadzili na górę, niestety Deris jeszcze nie przyjechała. Cały nasz pokój był jeszcze pusty, ale nie trwało to długo. Wzięłam swoje bagaże i rozpakowałam ubrania, oraz inne przydatne rzeczy.          
Postanowiliśmy przejść się do pokoju Hidana, aby zobaczyć jego nowy pokój, ponieważ stary zniszczyli. Oczywiście nie odbyło się bez kłótni. Deidara chciał mnie zdenerwować i uderzyć, cały czas musiałam odpychać go od siebie i krzyczeć. -Jesteś za bardzo wybuchowa. Za szybko się na wszystkich wkurzasz… W tej chwili nie wytrzymałam dłużej, rzuciłam się na niego i zaczęłam bić go we wszystko co popadnie. Wszyscy wpatrywali się w walkę, gdy nagle oberwałam jakąś książką w głowe. Zdziwiona odwróciłam się i zobaczyłam Deris stojącą w progu drzwi, ze standardową miną, mówiącą o braku cierpliwości. Zapomniałam o pobitym bracie i od razu rzuciłam się na szyje przyjaciółki.

==========================================================================
Deris:
Jest to tak jakby prolog, o tym co będzie się działo :) Mam nadzieję, że podoba wam się pomysł, na założenie bloga. Czekajcie na następne posty :] Pozdrowionka bardzo cieplutkie  ^^

Sharon:
Nie umiem pisać podsumowań, dlatego dołączam się do opinii Deris :D
Pozdrawaim^^

A i tylko takie dopowiedzenie. Nasze dwie postacie, są wymyślone całkowicie przez nas. Za niedługo, w zakładce z postaciami, pojawią się nasze osoby^^ Deris była wymyślana przez Dominikę, a Sharon przez Lidzię. Ogólnie rysunki narysuję Deris :)