poniedziałek, 3 marca 2014

Witamy w internacie...



Deris:
 Obudziłam się bardzo wcześnie rano. Nigdy nie chciało mi się, tak bardzo zostać w łóżku jak dzisiaj. Niestety, dzisiaj rozpoczęcie roku. Jestem w drugiej klasie liceum, w klasie IID. Wyszłam w końcu z łóżka, po czym ruszyłam w stronę łazienki. Stanęłam przed lustrem, wzięłam szczotkę i rozczesałam swoje długie do łopatek czerwone włosy. Postanowiłam, że zostawię je rozpuszczone. Wzięłam szybki prysznic, bez mycia włosów. Nie zdążyłabym, z resztą wykąpię się wieczorem w szkole. A no tak. Nie wspomniałam wam o tym, że jestem w szkole z internatem. Należą do niej tylko bogate dzieciaki, przeważnie stypendialiści. Moi rodzice są lekarzami. Matka jest chirurgiem, a ojciec… w sumie sama nie wiem. Nie mam z nim dobrego kontaktu. Nie lubimy się. Ogólnie rodzice, wolą swoją pracę ode mnie. Pewnie dlatego, pozbywają się mnie na cały rok szkolny, również nie przyjeżdżają, na różne uroczystości. To trochę głupie uczucie, kiedy wszyscy witają się z rodzicami i rozmawiają z nimi, a ja stoję na środku Sali, w której wcześniej odbywały się wcześniej uroczystości. 
 Przeważnie wtedy wracam sobie cicho do pokoju i udaję, że mnie to nie rusza. Jestem najlepsza, w ukrywaniu jakichkolwiek emocji. Pewnie dlatego też, nie odzywam się zbyt często. Ubrałam się w mundurek szkolny. Dla mnie, wyglądam w nim jak jakiś głupek. Nie ma on jednego z rękawów tak jakby, marynarki. Wyszłam z łazienki i rozejrzałam się po  pokoju, czy wszystko spakowałam. W sumie pokój był opustoszały. Na półkach nic nie stało, a w szafach, były tylko stare podręczniki i zeszyty, nie potrzebne mi w szkole. Do szkoły wyjeżdżam na cały rok szkolny, nie przyjeżdżam do domu na weekendy, przecież i tak nikogo to nie interesuje. Wracam tylko na dłuższe przerwy, takie jak święta, czy wakacje. Założyłam na ramię ciemnoniebieską torbę, a czerwoną walizkę złapałam za rączkę. Postawiłam ją pod drzwiami wyjściowymi, założyłam baletki i zarzuciłam na siebie płaszczyk. Nie zjadłam śniadania, nie chciałam spotkać rodziców. Wyszłam przed dom. Czekał na mnie szofer, po czym podszedł do mnie, zabierając ode mnie walizkę. Wsadził ją do bagażnika, a ja wsiadłam do auta, na tylnie siedzenie. Jechaliśmy około 40 minut. Szkoła jest w centrum Tokio, ja mieszkam kawałek dalej od niego. Wysiadłam z samochodu, po czym odebrałam od  mężczyzny walizkę. Przed szkołą, stało kilku uczniów, żegnających się z rodzicami. Rozejrzałam się poszukując kogoś z moich znajomych. Nie zauważyłam nikogo, dlatego weszłam do wnętrza budynku. Tam również nikogo nie spotkałam. Poszłam do pokoju, otworzyłam do kluczem, a Sharon tam nie było. Jej rzeczy, były rozpakowane i poukładane na półkach. Rzuciłam torbą na łóżko i wzięłam się za rozpakowywanie. Gdy skończyłam, na półeczkę nocną postawiłam sobie zdjęcie całego Akatsuki.  
 Zastanawiałam się, kiedy ich zobaczę. Nie widziałam ich dwa miesiące. W sumie przez całe wakacje z nikim nie gadałam twarzą w twarz. Tylko przez telefon czasami do siebie dzwoniliśmy… nikt nie miał czasu jechać do siebie. Rodzice zawsze w trasie jakiejś, a my musimy jeździć z nimi. Odstawiłam zdjęcie na półce i wyszłam z pokoju. Pewnie Sharon, będzie w pokoju Hidana. Przeważnie tam siedzi, albo Hidan siedzi u nas. Ruszyłam w stronę schodów prosto do pokoju 91. Przechodząc obok pokoju 92, usłyszałam krzyki, a raczej darcie mordy, znanych mi osób. Słyszałam Sharon i Deidarę. Zajebiście. Pociągnęłam za klamkę i w sumie zobaczyłam to co zawsze. Sharon siedziała na swoim bracie, okładając go pięściami, a Sasori stał przy nich i próbował coś zrobić. Zamknęłam za sobą drzwi. Nie zobaczyli mnie. Mendy wredne. Czyli trzeba zwrócić na siebie uwagę. Wiem! Popatrzyłam na biurko stojące pod ścianą i zrzuciłam z niego książkę, aktywując swoje Kekkei Genkai. Książka uderzyła moją przyjaciółkę po głowie, przez co ona od razu skierowała swój wzrok w stronę drzwi. Moje oczy odzyskały normalny wygląd, a Sharon wstała z brata i rzuciła mi się na szyję, krzycząc moje imię.

Sharon:
  Obudził mnie wkurzający alarm budzika, który nastawiłam bardzo wcześnie rano. Nie mogłam doczekać się tego dnia i spałam tylko dwie godziny. W końcu wyjadę i zostawię swoich dziadków w spokoju. Nienawidzą mnie, choć nie da się ukryć, też bym nie chciała takiej wnuczki, która zabiła swoich rodziców. Ale niczego nie żałuje, to oni mnie oszukali, na dodatek udawali, że jestem ich prawdziwą córką. Śmieszne…pod wpływem emocji zabiłam ich i to z uśmiechem na twarzy. W szkole jest dużo lepiej, spotkam się z moją przyjaciółką Deris, chłopakiem Hidanem i z całą resztą grupy Akatsuki. I jeszcze mój brat…zapomniałam o nim, kolejne kłótnie, trudno przeżyje się. Ponownie spojrzałam na zegarek, otrząsnęłam się i wstałam z łóżka. Szybko założyłam swój ulubiony szlafrok, pobiegłam do łazienki. Wzięłam kąpiel,a potem ubrałam szkolny mundurek, za którym nie przepadałam. Zaczesałam włosy, po czym uplotłam luźnego warkocza, który sięgał mi, aż do bioder. Jeszcze tylko pomalowałam oko i wyszłam z łazienki. Kątem oka zauważyłam ładnie ułożone bagaże, na których przyklejona została kartka z napisem „Musieliśmy wyjść do pracy, pamiętaj za twoją szkołę trzeba płacić. Tu masz swoje bagaże, a śniadanie jest w kuchni, auto podjedzie o 8.00 więc bądź gotowa. Miłej nauki. Twoja babcia i dziadek.” O matko, nawet nie chcieli się ze mną żegnać, choć w sumie ja też tego nie lubię. Odkleiłam kartke i wyrzuciłam ją do kosza, który stał w pobliżu. Resztę czasu przeznaczyłam na wspominki z zeszłego roku, nie mogłam doczekać się, aż w końcu będę mogła z kimś porozmawiać.  
 Zerknęłam na duży zegar w salonie, po czym zerwałam się z fotela na górę po swoje walizki. Akurat, kiedy schodziłam ktoś zapukał do drzwi. -Już idę, proszę poczekać ! – krzyknęłam poirytowana natarczywością pukania.
– Możesz wejść i mi pomóc to będzie szybciej, zresztą jest przed ustaloną godziną !
-Przepraszam ale nie miałem tego w umowie, nie za to mi płacą.
Spoglądałam na niego przez szybę w drzwiach i naglę z jego wargi zaczęła spływać krew.
-Coś panu leci, to chyba krew...- kierowca otarł usta i zrobił przerażoną minę – To nic…proszę schodzić. Uśmiechnęłam się i wyszłam z domu, naprzeciw mnie stał czarny samochód z dużym bagażnikiem. Podbiegłam do niego, a kierowca otworzył drzwi i wsadził moje torby do środka. Droga dłużyła się, ale nie zwracałam na to uwagi. Kiedy już widziałam szkołę uniosłam się nagle i wypatrywałam znajomych. Auto zatrzymało się, a ja błyskawicznie z niego wysiadłam i rozglądałam się po okolicy. Facet wyjął bagaże a ja stałam i czekałam. Nagle usłyszałam znajomy śmiech, był to Hidan i Sasori. Zanim zdążyłam się odwrócić, ktoś złapał mnie od tyłu. Nie wiedząc który to zrobił szybko uderzyłam go w twarz, okazało się, że był to mój wkurzający brat. Wszyscy poza nim przywitali mnie przyjaźnie i odprowadzili na górę, niestety Deris jeszcze nie przyjechała. Cały nasz pokój był jeszcze pusty, ale nie trwało to długo. Wzięłam swoje bagaże i rozpakowałam ubrania, oraz inne przydatne rzeczy.          
Postanowiliśmy przejść się do pokoju Hidana, aby zobaczyć jego nowy pokój, ponieważ stary zniszczyli. Oczywiście nie odbyło się bez kłótni. Deidara chciał mnie zdenerwować i uderzyć, cały czas musiałam odpychać go od siebie i krzyczeć. -Jesteś za bardzo wybuchowa. Za szybko się na wszystkich wkurzasz… W tej chwili nie wytrzymałam dłużej, rzuciłam się na niego i zaczęłam bić go we wszystko co popadnie. Wszyscy wpatrywali się w walkę, gdy nagle oberwałam jakąś książką w głowe. Zdziwiona odwróciłam się i zobaczyłam Deris stojącą w progu drzwi, ze standardową miną, mówiącą o braku cierpliwości. Zapomniałam o pobitym bracie i od razu rzuciłam się na szyje przyjaciółki.

==========================================================================
Deris:
Jest to tak jakby prolog, o tym co będzie się działo :) Mam nadzieję, że podoba wam się pomysł, na założenie bloga. Czekajcie na następne posty :] Pozdrowionka bardzo cieplutkie  ^^

Sharon:
Nie umiem pisać podsumowań, dlatego dołączam się do opinii Deris :D
Pozdrawaim^^

A i tylko takie dopowiedzenie. Nasze dwie postacie, są wymyślone całkowicie przez nas. Za niedługo, w zakładce z postaciami, pojawią się nasze osoby^^ Deris była wymyślana przez Dominikę, a Sharon przez Lidzię. Ogólnie rysunki narysuję Deris :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz