piątek, 7 marca 2014

Rozerwanie

Ten rozdział piszę Deris... miłego czytania :)

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
-Tak długo się nie widziałyśmy!- krzyczała Sharon.
-Yhm… nie oddycham…- odpowiedziałam, czując, że ona mnie dusi.
-O przepraszam!- zaśmiała się, odsuwając się ode mnie.
-Siemanko- powiedział do mnie Deidara, a Sasori uśmiechnął się(niezauważalnie) i pomachał do mnie ręką. W sumie jego uśmiech tylko ja rozróżniam. W końcu, podobno jesteśmy tacy sami… Odpowiedziałam tym samym. W pokoju nastała trochę głucha i niezręczna cisza, która dla mnie była całkiem miła.
-To… może powiedzmy wszystkim, że już przyjechałaś.- zaproponowała z uśmiechem Sharon, na co ja tylko skinęłam głową. Pociągnęła mnie za rękę wyciągając z pomieszczenia, a chłopacy zostali w swoim pokoju. Zabrała mnie najpierw do Hidana, potem do Itachiego i Tobiego, a na końcu do pokoju Yahiko, Nagato i Konan. Wszyscy powitali mnie, z uśmiechami, a ja czasami nawet się nie odzywałam. Taka już moja natura. Mało się odzywam. Za to Sharon, ciągle gada. Rozbrzmiał dzwonek szkolny, sygnalizujący, że mamy zbierać się w Sali od wf, na otwarciu roku szkolnego. Westchnęłam cicho i razem z przyjaciółką poszłyśmy na miejsce. Zajęłyśmy miejsca, siedziałam pomiędzy Sharon, a po mojej lewej stronie siedział Sasori. Dalej po prawej siedział Hidan, trzymając dziewczynę za rękę. Szczerze denerwowało mnie takie okazywanie sobie uczuć wszędzie… nie mówiłam nic kiedy siedziałam sobie w pokoju, a oni na łóżku obok się całowali. Miałam na to całkowicie wyjebane. Pewnie dlatego mówią na mnie ‘’Człowiek wyjebka’’. Pasuje mi to… nawet. Przeważnie gdy oni coś robili między sobą, ja siedziałam u Yahiko, Nagato i Konan, albo u Sasoriego i Deidary. Zawsze wtedy przychodziło mi słuchać kłótnie o sztuce. Osobiście, jestem po stronie czerwonowłosego, że sztuka jest wiecznym pięknem. Ale z drugiej strony, sztuka Deia, przypomina mi trochę życie… krótkie, ekstremalne i ulotne. Nie odzywałam się nigdy w tej sprawie, ale gdy dochodziło do tego, że chcieli się bić, pomagałam im trochę swoim Kekkei Genkai. I albo dostawali po twarzach książkami, albo odrzucałam ich na dwie strony pokoju, za pomocą siły wiatru. Oczywiście z całego rozpoczęcia usłyszałam tylko:
-To tyle, możecie iść do swoich pokoi.- tyle mi do szczęścia potrzeba, aczkolwiek ciągle czułam na sobie czyjś wzrok. Może aż tak było widać moje zamyślenia? Albo to ja znów sobie coś uroiłam. Później nasza dyrektorka Tsunade, kazała zostać ‘’zerówką’’, żeby przydzielić im pokoje itd. Więc ja sobie spokojnie i kulturalnie chciałam iść do pokoju. Tak co by nie było. Jak złapałam za klamkę do pokoju, usłyszałam głos Sharon i Hidana, po czym pomyślałam: Wyprzedzili mnie. Żeby ominąć zbędne oglądanie ich migdalenia i gadania, o tym jak się kochają nawzajem, poszłam do biblioteki. Sama nie wiem po co. Przecież wszystkie te książki już przeczytałam, ale może coś znajdę. Jak zwykle nie było tam dużo osób. Moją uwagę przykuła obłożona czarnym materiałem książka. Otworzyłam ją na pierwszej stronie i prawie dostałam zawału:
‘’Istoty posiadające chakrę’’
Patrzyłam się na tą książkę, z niedowierzaniem. Ludzie piszą takie rzeczy?  Ha, może dowiem się czegoś o sobie. Podeszłam do pani bibliotekarki, która zobaczywszy wypożyczaną przeze mnie książkę, lekko zdębiała. Podbiła jakąś swoją pieczątkę, ale oddała mi ją z obawą. Nie wiem przed czym. Przecież jej nie zjem. Z resztą, żaden z nauczycieli nie wie, o sekrecie Akatsuki. Idąc w stronę pokoju, przypomniałam sobie, że nie za bardzo mam do niego dostęp. Westchnęłam w myślach. Wyszłam przed budynek na główny plac. Chciałam wyjść do parku, ale zapomnę o pójściu na obiad. Idąc w stronę ławki, zaczepiła mnie różowłosa dziewczyna z zielonymi oczami.
-Cześć! Jestem Sakura! Zaprzyjaźnimy się?- zapytała uśmiechając się do mnie. Przerzuciłam oczami, uśmiechnęłam się sztucznie i odpowiedziałam:
-Wybacz, nie.- sprytnie obeszłam dziewczynę, szybko tracąc uśmieszek z twarzy. Poczułam to dziwne uczucie, które czuje zawsze przy Akatsuki. Nie jest ono dla mnie dziwne, bo przecież siedzę z nimi całymi dniami, ale tym razem miałam obawy… tym bardziej, że wiedziałam większość rzeczy o niej. Haruno Sakura, zerówka, pokój numer 95 itd… Usiadłam sobie na ławce i zaczęłam czytać książkę. Czytałam bardzo szybko. Po jakiś 15 minutach, miałam 50 stronę książki. Wtedy postanowiłam wrócić do pokoju. Znowu zaczepiła mnie dziewczyna, bardzo delikatna i strasznie speszona. Miała długie ciemno- fioletowe włosy, a na prostej grzywce jasno- różowy, poziomy pasek.
-P- przepraszam… w-wiesz może gdzie tu jest łazienka? J- jestem nowa w szkole, j- jeszcze się gubię.- zapytała trzymając rękę przy twarzy.
-Idź w lewo, potem takim tunelem w prawo i będą toalety.- odpowiedziałam standardowym tonem.
-D- dziękuję.- odpowiedziała, a ja ponownie przerzuciłam lakonicznie oczami. Zaczynam mieć to w nawyku. Weszłam na swoje piętro, po czym złapałam za klamkę. Zamknięte. Westchnęłam wyciągając klucz, z tylnej kieszeni spodni. Książkę położyłam na stoliku nocnym, kładąc się na łóżko. Odwróciłam się na bok, patrząc przez okno, na promienie światła, rażące mnie w oczy. Może lepiej włożę książkę do szuflady, żeby Sharon się nie zainteresowała… jak pomyślałam, tak zrobiłam. Leżąc na plecach, zastanawiałam się czemu mojej współlokatorki nie ma. Zamknęłam oczy i pogrążałam się we własnych myślach, gdy nagle z myśli wyrwało mnie mocne szarpnięcie drzwiami.
-Gdzie jest Sharon?!- wydarł się Hidan. Nadal miałam zamknięte oczy, ale poznałam go po głosie. Wydawał się wkurzony. I to ostro. Pokręciłam przecząco głową. Otworzyłam jedno oko. Wszedł do pokoju i usiadł na krześle przy biurku, obgryzając paznokcie. Aktywowałam Kekkei Genkai i rzuciłam w niego książką, żeby wyciągnął palce z buzi. Ogarnął o co mi chodzi, a ja wstałam do pozycji siedzącej. Patrzył na mnie lekko wkurzony, wstał i zapytał:
-Czemu nigdy się nie odzywasz? Jesteś człowiekiem zagadką, wiesz o tym?- jego wzrok mówił już coś innego. Jakby chciał powiedzieć mi, co mu się nie podoba, a na końcu zabić. To będzie trudne. Wzruszyłam ramionami, a na jego twarzy pojawił się grymas. Otwierałam usta, żeby coś powiedzieć, lecz przerwało mi ponowne szarpnięcie klamką i pojawieniem się w drzwiach Sharon.
-Debilu jeden!- zaczęła drzeć się na Hidana, podchodząc do niego. Oho, będą się całować. Poleżę sobie jeszcze.
-Co?!- wydarł się chłopak.
-Zostawiłeś mnie i poszedłeś tworzyć ambitne rozmowy z niemową?!- odkrzyczała. Niemowa? Ja jej dam. Chciałam ją rzucić książką, ale powstrzymało mnie coś. Racja. Jestem niemową. Mogliby mnie chociaż nie obrażać w tym życiu. Pokłócili się trochę i ucichli. Czyli zaczęli się całować. Uchyliłam jedno oko, faktycznie, miałam rację. Eh… też tak chcę. Ale, kto by chciał niemowę? Pokiwałam głowę w dwie strony, żeby odpuścić od siebie takie myśli. Wróciłam do pozycji siedzącej i otworzyłam oczy. Kurwa. Leżeli na podłodze, a Hidan szukał szczęścia, pod koszulką Sharon. No błagam nie tutaj. To nie jest dobre miejsce… a bynajmniej nie przy mnie. Jeszcze mnie zaproszą… kurwa. Co ja myślę. Za dużo czterech ścian. Chciałam coś zrobić, kaszlnąć, albo coś. Ale pomógł mi w tym Sasori, wchodząc do pokoju i robiąc klasycznego face palm’a.
-Deris…- zaczął mówić, nadal trzymając dłoń na twarzy.-… chodź.- powiedział wychodząc, a Hidan zagwizdał, jakby Sasori, chciał zrobić mi coś… asz, nie ważne…  wyszłam grzecznie z pokoju, a gdy zamykałam drzwi, zobaczyłam, że Ci leżący na podłodze, kontynuowali swoją zabawę. Westchnęłam i odwróciłam się do czerwonowłosego. Zamrugałam dwa razy oczami i czekałam co zrobi. Patrzył się prosto w moje oczy. Bałam się. Nasz wzrok skrzyżował się. Zaczęłam w głowie słyszeć szybkie bicie mojego serca i miałam złe wrażenie, że krew w żyłach płynie mi znacznie szybciej. Nigdy nie miałam z nikim kontaktu wzrokowego, a przynajmniej nie tak długiego. Zawsze się tego bali. W jego czekoladowych i bardzo ładnych oczach, dostrzegłam grymas bólu. Może chciał mi o czymś powiedzieć, ale się tego bał? Może…
-Możesz mi pomóc?- zapytał w końcu, ale jego głos zadrżał. Nie wiem czemu, ale nikogo nie było na korytarzu…
-Tak, ale w czym?- zapytałam cicho…
-Chodź, zobaczysz.- złapał mnie za nadgarstek i prowadził w stronę schodów. Weszliśmy na trzecie piętro i poszliśmy do jego i Deidary pokoju. Westchnęłam, gdy tylko ogarnęłam o co chodzi.
-I że niby co ja mam z tym zrobić?- powiedziałam wskazując na różowowłosą, przywiązaną do krzesła.
-Twierdzi, że Cie zna, oraz że posiadasz chakrę. W ogóle, o co chodzi?- powiedział Sasori.  On oczywiście wiedział dokładnie o czym mówi. Ale takie są zasady tajemnicy. Tylko, skąd ta dziewczyna o tym wiedziała. Podeszłam do niej i położyłam jej rękę na głowie, aktywując swoje Kekkei Genkai. Moje włosy zaczęły się lekko unosić. Dziewczyna miała zapłakaną twarz, ale spokojnie, zaraz nic nie będzie pamiętać, więc nie będzie wiedziała, po co płacze. Po chwili roboty, wyciągnęłam rękę do góry najwyżej jak mogłam. Za moją ręką, toczył się tak jak gdyby duch, który szybko zniknął. Nie wyjęłam jej duszy. Tylko wspomnienia. Jej głowa opadła bezwładnie w dół. Moje oczy, wróciły do normalnego stanu. Sasori i Deidara, będą wiedzieć, co mają z nią zrobić. A raczej tylko Sasori, bo blondynkę gdzieś nam wcięło. Ruszyłam w stronę drzwi, bezinteresownie całkowicie. Jak wychodziłam, usłyszałam tylko krótkie: -Dziękuję- ze strony czerwonowłosego. Zatrzymałam się w przejściu, po czym poszłam dalej. Oparłam się o ścianę obok drzwi. I co ja mam teraz ze sobą zrobić? Sharon i ten debil, pewnie teraz się fajnie bawią na łóżku… więc co tu po mnie.
*TYDZIEŃ PÓŹNIEJ*
-Co mamy po tej lekcji?- zapytała Sharon, chowając książki do szafki szkolnej. Na wewnętrznej stronie drzwi, miała dużo zdjęć z Hidanem, kilka ze mną i jedno całego Akatsuki. Ja w swojej, na środku mam zdjęcie Akatsuki i dwa z Sharon. Całe w środku, jest obklejone chmurkami Akatsuki. Podobają mi się. Tak naprawdę, to razem z Konan wymyślałyśmy ten…
-Deris! Zakochałaś się?!- krzyknęła Sharon. Popatrzyłam na nią i zamrugałam dwa razy oczami, zamykając drzwi do szafki.
-Biologię.- odpowiedziałam cicho, po czym odwróciłam się na pięcie i poszłam w swoją stronę. Lubię ten przedmiot, chyba nawet bardziej od samotności. Ale przez Sharon chodzącą z Hidanem, oraz przez ciągłe patrzenie na ich pocałunki, trzymanie się za rączki i inne miłosne pierdoły, odechciewa mi się samotności. Może,(a raczej na pewno) tego po mnie nie widać. Tego zmieszania, które nie ma żadnego sensu. Skoro po 10 roku życia, byłam teoretycznie samotniczką, czemu przeszkadza mi to dopiero teraz? Moje kolejne piękne przemyślenia, znowu przerwał dzwonek na lekcje. Sala numer 17… powodzenia. Wpatrywałam się przez okno, patrzyłam na to co dzieje się za nim. Rzucali we mnie nawet papierkami, ale ja to olałam i nadal trzymałam się za malutki kosmyk włosów, podziwiając co dzieję się za oknem.


-Deris…- usłyszałam oschły głos nauczycielki. Głowę nadal miałam w stronę okna, ale swoje beznamiętne spojrzenie przeniosłam na kobietę.- czy coś się dzieje? Nie słuchasz tego co mówię.- No tak. Martwi się, to nasza wychowawczyni. Kurenai jest naprawdę bardzo sympatyczna, ale dzisiaj nie miałam ochoty na nic. Kiwnęłam przecząco głową i wróciłam do oglądania widoków za oknem. Czułam na sobie przez chwilę jej wzrok, ale wróciła do kontynuowania lekcji. Gdy dzwonek, będący dzisiaj moim wybawieniem zadzwonił, wyszłam z klasy i wrzuciłam do metalowej szafki swoje podręczniki. Łapiąc za drzwiczki, żeby zatrzasnąć swoje rzeczy, moje oczy zatrzymały się na zdjęciu. Zdjęciu, które zrobiliśmy dawno temu. Na zakończenie podstawówki. Nie będę pogłębiać się w marzeniach i durnych wspomnieniach, bo komu to potrzebne? Nienawidzę wspomnień. Weszłam na drugie piętro, prosto do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i wyciągnęłam swoją książkę. Długo nie czytałam, bo do pokoju weszła Sharon, razem z Hidanem, zaraz za nią. Westchnęłam w myślach, nie  odrywając wzroku od książki. Blondynka popatrzyła na mnie chwile, chyba się zasmuciła i usiadła na łóżku. Hidan klęknął obok, trzymając ręce na kolanach dziewczyny. Szybkim i zgrabnym ruchem, trzasnęłam książką w dłoni, rzuciłam ją na półkę i powoli szłam w stronę wyjścia. Łapiąc klamkę, zachwiałam się i prawie upadłam, ale trzymałam fason. Z resztą nasze gołąbki mnie nie widziały, więc wszystko było tak jak powinno być. Wskoczyłam po schodkach do pokoju naszych artystów. W sumie siebie, też mogłabym nim nazwać. Nie nadaremno robię rysunki. Gdy otworzyłam drzwi, o dziwo, wszystko było spokojnie. Deidara leżał sobie na łóżku, a Sasori, szukał czegoś w szafie. Wzrok obojga, skierował się na mnie, gdy podniosłam rękę do góry w geście powitania. Puściłam klamkę. Zobaczyłam czarne plamy przed oczami, znowu się zachwiałam. Upadłam. Na plecy. Tylko dlaczego, po co? Potem słyszałam tylko głos Sasoriego, który chyba przenosił mnie na łóżko. Po chwili czasu, lekko uchyliłam powieki. Tak jak myślałam znajdowałam się na miękkim materacu, a obok łóżka siedział oparty o nie głową Sasori. Ale nie byłam w ich pokoju. Nie była ta sama pora dnia. Byłam pod kocem, było ciemno i leżałam w swoim pokoju. Sharon, spała na swoim łóżku.  Przynieśli mnie tutaj? Chyba tak. Próbując przyzwyczaić oczy do mroku, mój wzrok zatrzymał się na Sasorim, który zaczął lekko ruszać głową. Może coś mu się tam śni w tej głowie? W sumie na rękę byłoby mi, gdyby się teraz obudził. Sharon sobie śpi, może mogłabym z nim pogadać albo coś. Jak na zawołanie, chłopak podniósł głowę i spojrzał na mnie. Moje niebieskie tęczówki, lekko przyzwyczajone do mroku, były w stanie dostrzec chłopaka, który wstał całkowicie z podłogi, po czym usiadł obok mnie na łóżku. Dotknął ręką mojego czoła. Westchnął. Nadal trzymając rękę na mojej głowie, w pewnym momencie, przysunął się do mnie i wtulił mnie lekko w jego tors, powodując u mnie nie małe przerażenie. Objął mnie rękami… nie mogłam, a raczej nie chciałam wyjść na kogoś dziwnego, może przyjaciele tak robią, więc owinęłam sobie ręce wokół jego szyji. Wszystkie możliwe uczucia, rozdzierały mnie od środka. Sama nie wiem czemu. Może potrzebowałam, przyjaciela? A może, on jest kimś więcej? Bałam się. Z resztą jak zwykle. Bo co innego można robić w nocy, z kimś, kto jest dla Ciebie zagadką i równocześnie być nią dla kogoś? Jeszcze w dodatku Sharon może się obudzić. Odtrąciłam od siebie te myśli, słysząc szept czerwonowłosego, że mam go nigdy więcej tak nie straszyć. Po tym przytulił mnie jeszcze mocniej. Uśmiechnęłam się głęboko w sobie na te słowa. Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś je usłyszę. Poczułam się jeszcze dziwniej. Serce zaczęło bić mocniej, a krew w żyłach, miałam wrażenie, płynie szybciej. Zaczęłam potwornie się stresować. Dopiero teraz doszło do mnie, co się dzieje, z kim i gdzie. Niby dobrze wiedziałam kto to. Znałam jego zapach bardzo dobrze. Przeważnie to on mnie bronił, przed kimś z innych klas, którzy chcieli mi coś zrobić… Boże! Jaka jestem głupia! Czemu nie poskładałam faktów?! Patrzy się ciągle na mnie, broni mnie, opiekuje się mną i powoduje to dziwne uczucie… czy to jest… to coś… co łączy Sharon i Hidana? Pojebało mnie. Całkowicie. Moja zdolność racjonalnego myślenia chyba się zatrzymała. W sumie miło się siedzi wtulonym w drugą osobę, która jako jedyna się o Ciebie martwi… znowu poczułam się słabo, tak jak wtedy przy upadku. Zadrżałam, a moje ciało zaczęło się trząść, sama nie wiem dlaczego. Sasori zauważył, że coś jest nie tak i odsunął się ode mnie, przykładając mi rękę do czoła. Zrobiło mi się zimno. Chciałam, żeby znowu mnie przytulił. Położył mnie z powrotem na łóżko, przykrył kocem i znowu usiadł obok mnie na podłodze, rozczesując pojedyncze kosmyki moich włosów. Gdy poczułam się trochę lepiej, wyciągnęłam rękę spod koca i złapałam go za dłoń, którą wcześniej bawił się moimi włosami. Położyłam się na boku, ściskając mocno jego rękę. Czemu jestem taka głupia? Nawet nie zauważyłam, po co on to robi… nigdy nie podziękowałam, nie przytuliłam, nic. Był dla mnie najlepszym przyjacielem. Po prostu. Usiadłam z powrotem na łóżku, a chłopak uważnie patrzył na to co robię. Zsunęłam się na podłogę, siadając obok niego. Wtuliłam się w niego. Tym razem ja, nie okazuję bezduszności, o której wszyscy mówią. Czerwono włosy, odwzajemnił gest, opierając się plecami o szafkę nocną, którą miał za sobą. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę, gdy nagle Sharon, zaczęła się ruszać. Wystraszyłam się na myśl o tym, że może nas zobaczyć, w jednoznacznej pozycji. Na szczęście, pogadała coś i powrotem zasnęła. Odetchnęłam z ulgą. Niby nie ma czego się bać, ale zawsze jest to jakiś stres. Sasori odsunął mnie od siebie, jedną ręką trzymając nadal moją dłoń, a drugą trzymając na policzku. Słońce zaczęło leniwie wychylać się zza horyzontu, więc mogłam lepiej dostrzec twarz chłopaka, a nawet kolor oczu. Niby tak mało światła a tyle daje. Dostrzegłam na jego twarzy mały uśmiech. Oczywiście tylko ja go mogłabym zobaczyć, gdyby było tu więcej świadków. Nadal trzymając mój policzek, pochylił się trochę nade mną, stykając nas ze sobą nosami. Serce podeszło mi do gardła, dobrze wiedziałam co zamierza. Przyglądało się trochę Sharon i Hidanowi jak ten teges… mimo smaku serca w gardle, byłam gotowa na wszystko, coś mi i jemu się należy w tym życiu. Sory. Chłopak delikatnie i powoli zbliżał się do mnie, a że jeszcze bardziej się stresowałam, na końcu trochę mu pomogłam, sama wbijając się w jego usta, które były całkiem smaczne. Jego usta drżały, chyba że to moje, ale nie ważne. Z każdym kolejnym pocałunkiem, moje serce powoli wracało na swoje miejsce, krew w żyłach płynęła wolniej i ogarniał mnie miły spokój. Puściłam jego dłoń, po czym ponownie oplotłam ręce wokół jego szyji, tak, że teraz ja byłam wyżej od niego. On jedną rękę trzymał na mojej talii, a drugą włożył pomiędzy czerwone kosmyki moich włosów. Siedziałam na jego kolanach, a z każdą sekundą, coraz bardziej chciałam być blisko niego na zawsze, oraz chciałam, żeby nigdy nie odszedł. Gdy opanowałam się całkowicie, przestałam się trząść, a moje usta idealnie pasowały do jego, niczym puzzle, Sasori podniósł mnie trzymając za uda, po czym położył mnie na łóżku. Kładąc się na mnie, pamiętał, że jest cięższy, więc koło mojej głowy, trzymał się koca, próbując mnie nie przygnieść. Nadal trzymałam swoje ręce oplecione, wokół jego karku, dłoniom muskając końcówki jego czerwonych włosów. czerwonowłosy, po kilku minutach, oderwał się od moich warg, i w pokoju, słychać było tylko dwa nierówne oddechy dwóch osób. Było coraz więcej światła w pokoju, więc dopiero teraz, mogłam zobaczyć wszystko w kolorach, a nie czarne. Patrzył się głęboko w moje oczy, powodując chęć ponownego pocałunku. Opanowałam się, nie uświadamiając sobie tego co się stało. Wyrywając mnie z rozmyśleń, Sasori położył się obok mnie, obejmując mnie. Odwróciłam się do niego przodem tak, że schowałam się w jego torsie. Moje uczucia, nadal były rozerwane, ale miałam pewne wrażenie, że nie był to przelotny romans, tylko coś dłuższego, coś co zapamiętam do końca życia, a może i będę czuła do jego końca. Oby...

========================================================================
Dzięki za przeczytanie notki ;) Od razy mówię, nie umiem, nie potrafię i wybaczcie mi ostatnią drętwą i beznadziejną scenę. Nie umiem opisywać takich rzeczy :D Jeżeli są tam błędy, piszcie mi, będę wiedziała co poprawiać ;)
A i nie odpowiadam, za wszystkie uszkodzenia mózgów, po scenie pod biurkiem. xD 
Następny rozdział napisze Sharon. :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz