Ten rozdział pisze Sharon ^^
++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Otworzyłam oczy, zobaczyłam swoją szafkę nocną, na której
leżała jakaś książka i zegarek. Było wcześnie więc postanowiłam trochę sobie
poleżeć. Odwróciłam się na drugi bok, przymknęłam oczy i pogrążyłam się w
myślach, po chwili otrząsnęłam się. Uchyliłam głowę, po czym zobaczyłam
skuloną, wtuloną w koc Deris. Ponieważ nie miałam nic innego do roboty, to
przyglądałam się przyjaciółce. Nagle zza niej wysunęła się czyjaś ręka i
otuliła ją. Wystraszona zerwałam się z łóżka, podeszłam do Deris i zobaczyłam
Sasoriego, który leżał koło niej. ON….przecież oni tylko rozmawiali, kiedy
szłam spać. Ale jak to możliwe ? Stałam wryta w ziemie, a oni spokojnie spali,
nie zdawając sobie sprawy, że ktoś ich obserwuje. W końcu ruszyłam w stronę
drzwi, licząc , że to co zobaczyłam jest tylko snem. Uchyliłam drzwi, gdy nagle
zorientowałam się, że zostałam złapana nićmi chakry, odwróciłam się i
zobaczyłam czerwono włosego chłopaka.
-Czego chcesz ?!
-Ciii…-uciszył mnie, wskazując na śpiącą Deris. – Nie budź
jej…
-To…czego chcesz? – zapytałam ponownie, ale ściszonym
tonem.- Po co mnie zatrzymujesz ?
-Zamknij się, niczego tu nie widziałaś…jak coś komuś
powiesz, to…- powiedział patrząc mi prosto w oczy i puszczając mnie.
-Co mi zrobisz ? Zabijesz….już się boje…naprawdę ! - odwróciłam się, rzuciłam na niego ostre
spojrzenie i wyszłam. Aby on mi groził ? Nowość, zazwyczaj jest na odwrót, to
moje ulubione zajęcie. Wszystkie myśli zmierzały ku przyjaciółce i jej nowym
sekrecie, przecież ona nigdy nie okazywała uczuć. Miałam mętlik w głowię, więc
postanowiłam się przewietrzyć. Wyszłam z budynku, po czym usiadłam na
pobliskiej ławce. Po raz pierwszy od początku roku byłam sama, to dziwne i nie
przyjemne uczucie. Patrzyłam się w dół, czekałam, aż ktoś się zainteresuje,
gdzie jestem lecz nikogo nie było. Nie mogłam wytrzymać w ciszy, więc wstałam i
zaczęłam szukać jakiegoś innego miejsca. Szłam dosyć szybko, ale w końcu
doszłam na boisko szkolne, gdzie roiło się oddzieci. Nie mogłam zrozumieć,
dlaczego Deris lubi spokój, to jest straszne… Wróciłam, więc do szkoły. Na
korytarzu stały same nowe osoby, nie zauważyłam żadnej znajomej twarzy do
której mogłabym się odezwać. Pierwszy raz w życiu czułam się tak zażenowana,
wszystkie oczy skierowane były na mnie. Pewnie dlatego, że rzadko tędy chodzą
osoby z Akatsuki, a co dopiero ja. Nigdy tu nie byłam. Zignorowałam podejrzliwe
spojrzenia, po prostu chciałam przedostać się przez tłum, kiedy byłam już przy
schodach jeden z grupki chłopaków, chyba też miał siedemnaście lat, gwizdnął w
moją stronę. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego wściekłym wzrokiem.
Podeszłam do nich, a oni zaczęli się śmiać.
-Cześć, do której klasy chodzisz ? – zapytał najniższy,
nosił okulary i wyglądał na dość spokojnego chłopaka, w porównaniu do reszty
jego kolegów.- Nowa ?
-Chcesz w ryj ?
-Ej, dosyć…nie śmiejcie się z niej…widzicie ją…taka
samotna.- wyłonił się chłopak o blond włosach, brązowych oczach i szyderczym
uśmiechu.- Ja idę, nie chce robić nic złego. – przepchnął się przez innych, po
czym niespodziewanie zaczął obczajać mnie wzrokiem i ponownie gwizdać. Wszyscy
wybuchli śmiechem, a ja cała pobladłam, chwyciłam go za ramie i odepchnęłam z
całej siły. Chłopak upadł, uderzając głową o ścianę. Na sali zrobiło się cicho,
znowu patrzono na mnie, w oczach uczniów widziałam zdziwienie, albo strach.
-Wow, dziewczyna cię pobiła? No, weź stary…!
-Co ty sobie wyobrażasz?
-blondyn wstał z podłogi, otarł się ręką po głowię, po czym podszedł do
mnie. Znów chciałam go uderzyć, gdy nagle z tłumu wyłonił się Nagato krzyczący
moje imię.
-Co ty robisz? Wybrałaś sobie nie równych przeciwników…za
słabi są, jak na nas.
Po tych słowach przytaknęłam lekko głową i puściłam
chłopaka. Kiedy myślał, że to już koniec, odwróciłam się uderzyłam go pięścią w
twarz i złamałam mu nos. Blondyn złapał się za niego, uciekając w głąb
korytarza i słysząc za sobą śmiechy kolegów oraz obcych mi uczniów.
Uśmiechnęłam się, po czym poszłam na górę wraz z przyjacielem. Całą drogę
opowiadałam mu o tamtej sytuacji, a on tylko przytakiwał. To chyba rodzinne, w
końcu to kuzyn Deris. Rozdzieliliśmy się przy moim pokoju, a on powędrował
dalej. Nie weszłam jednak do środka, unikałam spotkania z przyjaciółką. Nie
wytrzymałabym i zaczęła ją o wszystko wypytywać. Ciekawe, czy dalej siedzi z
czerwono włosym. Skierowałam się, więc do pokoju Hidana, chciałam zapukać, ale
zorientowałam się, że drzwi są otwarte. Weszłam do środka, chłopak jeszcze spał.
Wyciągnęłam, więc telefon, dopiero teraz,
zobaczyłam, która jest godzina, było wcześnie choć zazwyczaj Hidan wstawał o
świcie, a dziś wylegiwał się, nawet o mnie nie pomyślał. Usiadłam na progu
łóżka i zaczęłam szturchać go po ramieniu, nic się jednak nie stało.
-Wstawaj !- krzyknęłam i spoliczkowałam go zarazem. Dalej
jednak spał. Wyjęłam swój mały nożyk, który trzymam w kieszeni swojego mundurka
i obcięłam mu jedną dłoń. Zdziwiona zerknęłam na niego, lecz ten dalej leżał
bez ruchu, jakby już dawno zmarł, a ja bawiłabym się jego zwłokami. Ale, czym
się martwić, on jest nie śmiertelny. Zamyśliłam się, później ponownie go spoliczkowałam,
lecz jego własną ręką. Dalej nic.
-Poddaje się…Nie możliwe, żebyś tak długo spał. –
powiedziałam do nieprzytomnego chłopaka. Wstałam, otworzyłam szafkę i wyjęłam
nici, którymi chciałam przyszyć jego dłoń. Wszystko powypadało mi z rąk, więc
schyliłam się, na podłodze zobaczyłam małe, pomarańczowe pudełeczko z napisem „
środki nasenne”. Oczywiście, ktoś mi go uśpił, pewnie Deidara. Uchyliłam
wieczko i zerknęłam do środka, na dnie były jeszcze dwie tabletki.
-Przyda się…-powiedziałam sama do siebie i schowałam pudełko
do kieszeni. – Jaki idiota…nawet tego nie zabrał.
Przyszyłam chłopakowi rękę i skierowałam się ku wyjścia, w
końcu była pora na zajęcia. Przeszłam przez korytarz, skręciłam w uliczkę, o
której wiedziała tylko nasza grupa. Zatrzymałam się jednak, gdy zobaczyłam
Deris rozmawiającą z Sasorim. Zrobiłam krok w tył, potem schowałam się za
ścianą, a moje serce zaczęło mocniej bić, nigdy nie szpiegowałam ludzi, a co
dopiero przyjaciółki. Nie chciałam się pokazywać, więc pozostałam w ukryciu i
podsłuchałam rozmowy. Była dość krótka, ponieważ ich spokojne głosy ucichły,
zanim zdążyłam cokolwiek zrozumieć. Uchyliłam głowę, zobaczyłam Deris wtuloną w
chłopaka, który objął ją ramionami. Otworzyłam usta z niedowierzeniem, stanęłam jak wryta. Po tej słodkiej, lecz
dziwnej scenie pocałowali się...Na szczęście wybawił mnie dzwonek. Dwójka
zakochanych pożegnała się i poszła osobno do klas. Wtedy ruszyłam za
przyjaciółką, udawałam, że widzę ją dziś po raz pierwszy, choć słabo mi to
wyszło, ponieważ nie zdążyłyśmy dojść do sali, już zaczęłam ją o wszystko
wypytywać.
-Co cię łączy z Sasorim ? Przytulaliście się, a nawet
całowaliście…a o czym wczoraj rozmawialiście ? Spokojnie…nikomu nie powiem…ale
jak ?
-Normalnie.-odpowiedziała z miną typu „ skończ te pytania i
tak nie odpowiem…”
-No powiedz…to piękne jest się zakochać…a kiedy się zaczęło
?
-Nie wiem…
-No proszę…mów !! Przed przyjaciółką milczysz ?
-Eh…niespodzianka. – powiedziała od niechcenia.-Ja też mam
uczucia…
-Yy…no ja wiem…- zatkało mnie, gdy usłyszałam taką
odpowiedź. Nigdy nie spodziewałam się, że na pozór spokojna dziewczyna może
powiedzieć coś takiego…Zupełnie jakbym jej nie znała i dopiero dziś czegoś się o
niej dowiedziała. Resztę drogi przeszłyśmy w milczeniu, kiedy doszłyśmy na
miejsce każdy siedział już w ławkach i patrzył znudzony w sufit. Jak zwykle
usiadłam przy oknie, całe lekcje wpatrywałam się w drzewa, a czasem na ludzi. Za mną siedział Deidara, przez to
wszystko zapomniałam, że mam brata. Odwróciłam się do niego, trochę popatrzyłam
jak rysuje i przynudza coś o sztuce, jak zwykle nie słuchałam go. Reszta dnia
minęła dosyć spokojnie, jak na mnie, tylko siedziałam i pisałam coś po
zeszycie, kiedy minęła ostatnia lekcja udałam się wraz z Deidarą do jego
pokoju. Nie chciałam widzieć Deris, nienawidzę krępującej ciszy.
-Pokłóciłaś się z Deris ? Nie gadacie ze sobą cały dzień…to podejrzane.
W jednej chwili wszystkie problemy wróciły…miałam wielką
ochotę kogoś pobić lub zabić. Spojrzałam na brata, który odsunął się ode mnie, lecz nie
zamierzał uciec.
-No…co ?
Podeszłam do niego, a on instynktownie cofał się, w końcu
weszliśmy do jego pokoju, szybko zamknęłam drzwi i skoczyłam na niego. Przydusiłam
go lekko, po czym patrzyłam mu prosto w oczy, które zaczęły robić się całe
czerwone od krwi.
-Dość…weź się na mnie nie wyżywaj. – powiedział odpychając
się rękoma. – Idź ją przeproś, albo coś…nie wiem o co poszło…
-Za co? To ona mi nic nie mówiła…- odpowiedziałam dotknięta,
ale dalej zirytowana. – Jesteśmy rodziną…kogo mam bić…
-Dzięki…dlatego nie chciałem mieć rodzeństwa…dobrze, że cię
oddano…-zatrzymał się, gdy zauważył jak stoję przed nim z pięścią przy jego
twarzy. – Nie ważne…
Nagle ktoś otworzył drzwi, był to rozbudzony Hidan. Wszedł
szybkim krokiem, spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko.
-Czy ty, nie dałeś mi przypadkiem czegoś na sen ? –zapytał
patrząc na Deidare, który był już bezsilny. Wtedy pomyślałam, że ma za
swoje…siostra i jej nieśmiertelny chłopak…wybuchowa mieszanka.
-Nie…nie mam tu żadnych tabletek…jak miałem to zrobić ? –
wskazał ręką czysty pokój, a potem swoje kieszenie. Wtedy chciałam opowiedzieć
im, jak je znalazłam, ale pomyślałam, że mi się przydadzą, więc nic nie
robiłam, tylko stałam.
-Teraz wiem, czemu nie mogłam cię obudzić, chodź
już…-wzięłam go za rękę, a on posłusznie wyszedł za mną na korytarz. Nie
wspominałam mu, o kłótni, chciałam to jakoś naprawić. Spacerowaliśmy sobie do
końca dnia, rozmawiając jak zwykle o wszystkim i o niczym. Trochę
przesiedzieliśmy u niego, tam nikt nam nie przeszkadzał. Nadszedł wieczór, więc
musiałam już wrócić, tuż przed drzwiami zawahałam się lekko, lecz w końcu
weszłam i zobaczyłam Deris siedzącą na łóżku. Patrzyłyśmy sobie w oczy,
podeszłam trochę bliżej i obie naraz przeprosiłyśmy się, a ja rzuciłam się jej
na szyje.
Następnego dnia była sobota, niestety padało, więc
musiałyśmy spędzić cały dzień w szkole. Ponieważ nie miałyśmy nic lepszego do
roboty przeszłyśmy się do Deidary i Sasoriego. Oni dalej leżeli w swoich
łóżkach, tylko Sasori powitał nas przyjaźnie, za to mój brat zaczął się na nas
wydzierać, więc Deris zwaliła na niego lampę, która stała na jego półce nocnej.
Nie miałyśmy ochoty, na wysłuchiwanie narzekań, więc pożegnałyśmy się i poszłyśmy
zostawiając ich samych. Kiedy przechodziłyśmy obok pokoju Hidana,
zorientowałyśmy się, że już nie śpi, ponieważ było słychać muzykę. Weszłyśmy do
środka, okazało się, że słucha znienawidzonej przez nas, kiczowatej piosenki „na kurwiam węgorza”
-Wyłącz to…-powiedziałam ostrym tonem.
Chłopak spojrzał na mnie, po czym specjalnie podkręcił
głośnik i uśmiechnął się do nas. Spojrzałam na Deris, która chciała w niego czymś
rzucić, ale zatrzymałam ją. Nagle wpadłam na chorą myśl, nawet nie wiem
dlaczego, sama mi się nasunęła, ale nie zamierzałam jej w sobie kryć. Zaczęłam
śpiewać pod rytm piosenki.
„Gwałcą nam Hidana, na na na na…”
Przyjaciółka patrzyła na mnie z niedowierzaniem, ale zarazem
widziałam, w jej spokojnych na pozór oczach, że trochę ją to rozśmieszyło, chłopak
za to, zamiast wyłączyć, dał muzykę głośniej. Wtedy nie wytrzymałyśmy,
przyjaciółka machnęła ręką i mój nóż, który trzymałam w kieszeni wyleciał
prosto w głowę białowłosego. Na początku bardzo się ucieszyłam i zaczęłam
śmiać.
-Ej…ale znowu musze go zszywać…drugi raz z rzędu…
Deris wzruszyła ramionami i wyłączyła głośnik. Hidan leżał,
czekając na mnie, aż znajdę nić, nie śpieszyło mi się, w końcu pozszywałam go,
ucałowałam w czoło i wraz z przyjaciółką udałam się w stronę drzwi. Nagle chłopak złapał Deris za nadgarstek, po
czym wyszeptał jej słowa „Co cię łączy z marionetkarzem ?”
++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Następny rozdział napiszemy razem (Sharon i Deris) Mam nadzięje, że spodobał wam się nasz blog :) Jeśli są jakieś błędy, to przepraszam...
(nie umiem pisać takich rzeczy, więc to tyle :D )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz