czwartek, 13 marca 2014

Co cię łączy z marionetkarzem ?


Ten rozdział pisze Sharon ^^
++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
                                                        
   Otworzyłam oczy, zobaczyłam swoją szafkę nocną, na której leżała jakaś książka i zegarek. Było wcześnie więc postanowiłam trochę sobie poleżeć. Odwróciłam się na drugi bok, przymknęłam oczy i pogrążyłam się w myślach, po chwili otrząsnęłam się. Uchyliłam głowę, po czym zobaczyłam skuloną, wtuloną w koc Deris. Ponieważ nie miałam nic innego do roboty, to przyglądałam się przyjaciółce. Nagle zza niej wysunęła się czyjaś ręka i otuliła ją. Wystraszona zerwałam się z łóżka, podeszłam do Deris i zobaczyłam Sasoriego, który leżał koło niej. ON….przecież oni tylko rozmawiali, kiedy szłam spać. Ale jak to możliwe ? Stałam wryta w ziemie, a oni spokojnie spali, nie zdawając sobie sprawy, że ktoś ich obserwuje. W końcu ruszyłam w stronę drzwi, licząc , że to co zobaczyłam jest tylko snem. Uchyliłam drzwi, gdy nagle zorientowałam się, że zostałam złapana nićmi chakry, odwróciłam się i zobaczyłam czerwono włosego chłopaka. 
-Czego chcesz ?!
-Ciii…-uciszył mnie, wskazując na śpiącą Deris. – Nie budź jej…
-To…czego chcesz? – zapytałam ponownie, ale ściszonym tonem.- Po co mnie zatrzymujesz ?
-Zamknij się, niczego tu nie widziałaś…jak coś komuś powiesz, to…- powiedział patrząc mi prosto w oczy i puszczając mnie.
-Co mi zrobisz ? Zabijesz….już się boje…naprawdę ! -  odwróciłam się, rzuciłam na niego ostre spojrzenie i wyszłam. Aby on mi groził ? Nowość, zazwyczaj jest na odwrót, to moje ulubione zajęcie. Wszystkie myśli zmierzały ku przyjaciółce i jej nowym sekrecie, przecież ona nigdy nie okazywała uczuć. Miałam mętlik w głowię, więc postanowiłam się przewietrzyć. Wyszłam z budynku, po czym usiadłam na pobliskiej ławce. Po raz pierwszy od początku roku byłam sama, to dziwne i nie przyjemne uczucie. Patrzyłam się w dół, czekałam, aż ktoś się zainteresuje, gdzie jestem lecz nikogo nie było. Nie mogłam wytrzymać w ciszy, więc wstałam i zaczęłam szukać jakiegoś innego miejsca. Szłam dosyć szybko, ale w końcu doszłam na boisko szkolne, gdzie roiło się oddzieci. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego Deris lubi spokój, to jest straszne… Wróciłam, więc do szkoły. Na korytarzu stały same nowe osoby, nie zauważyłam żadnej znajomej twarzy do której mogłabym się odezwać. Pierwszy raz w życiu czułam się tak zażenowana, wszystkie oczy skierowane były na mnie. Pewnie dlatego, że rzadko tędy chodzą osoby z Akatsuki, a co dopiero ja. Nigdy tu nie byłam. Zignorowałam podejrzliwe spojrzenia, po prostu chciałam przedostać się przez tłum, kiedy byłam już przy schodach jeden z grupki chłopaków, chyba też miał siedemnaście lat, gwizdnął w moją stronę. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego wściekłym wzrokiem. Podeszłam do nich, a oni zaczęli się śmiać.
-Cześć, do której klasy chodzisz ? – zapytał najniższy, nosił okulary i wyglądał na dość spokojnego chłopaka, w porównaniu do reszty jego kolegów.- Nowa ?
-Chcesz w ryj ?
-Ej, dosyć…nie śmiejcie się z niej…widzicie ją…taka samotna.- wyłonił się chłopak o blond włosach, brązowych oczach i szyderczym uśmiechu.- Ja idę, nie chce robić nic złego. – przepchnął się przez innych, po czym niespodziewanie zaczął obczajać mnie wzrokiem i ponownie gwizdać. Wszyscy wybuchli śmiechem, a ja cała pobladłam, chwyciłam go za ramie i odepchnęłam z całej siły. Chłopak upadł, uderzając głową o ścianę. Na sali zrobiło się cicho, znowu patrzono na mnie, w oczach uczniów widziałam zdziwienie, albo strach.
-Wow, dziewczyna cię pobiła? No, weź stary…!
-Co ty sobie wyobrażasz?  -blondyn wstał z podłogi, otarł się ręką po głowię, po czym podszedł do mnie. Znów chciałam go uderzyć, gdy nagle z tłumu wyłonił się Nagato krzyczący moje imię.
-Co ty robisz? Wybrałaś sobie nie równych przeciwników…za słabi są, jak na nas.
Po tych słowach przytaknęłam lekko głową i puściłam chłopaka. Kiedy myślał, że to już koniec, odwróciłam się uderzyłam go pięścią w twarz i złamałam mu nos. Blondyn złapał się za niego, uciekając w głąb korytarza i słysząc za sobą śmiechy kolegów oraz obcych mi uczniów. Uśmiechnęłam się, po czym poszłam na górę wraz z przyjacielem. Całą drogę opowiadałam mu o tamtej sytuacji, a on tylko przytakiwał. To chyba rodzinne, w końcu to kuzyn Deris. Rozdzieliliśmy się przy moim pokoju, a on powędrował dalej. Nie weszłam jednak do środka, unikałam spotkania z przyjaciółką. Nie wytrzymałabym i zaczęła ją o wszystko wypytywać. Ciekawe, czy dalej siedzi z czerwono włosym. Skierowałam się, więc do pokoju Hidana, chciałam zapukać, ale zorientowałam się, że drzwi są otwarte. Weszłam do środka, chłopak jeszcze spał. Wyciągnęłam, więc  telefon, dopiero teraz, zobaczyłam, która jest godzina, było wcześnie choć zazwyczaj Hidan wstawał o świcie, a dziś wylegiwał się, nawet o mnie nie pomyślał. Usiadłam na progu łóżka i zaczęłam szturchać go po ramieniu, nic się jednak nie stało.
-Wstawaj !- krzyknęłam i spoliczkowałam go zarazem. Dalej jednak spał. Wyjęłam swój mały nożyk, który trzymam w kieszeni swojego mundurka i obcięłam mu jedną dłoń. Zdziwiona zerknęłam na niego, lecz ten dalej leżał bez ruchu, jakby już dawno zmarł, a ja bawiłabym się jego zwłokami. Ale, czym się martwić, on jest nie śmiertelny. Zamyśliłam się, później ponownie go spoliczkowałam, lecz jego własną ręką. Dalej nic.
-Poddaje się…Nie możliwe, żebyś tak długo spał. – powiedziałam do nieprzytomnego chłopaka. Wstałam, otworzyłam szafkę i wyjęłam nici, którymi chciałam przyszyć jego dłoń. Wszystko powypadało mi z rąk, więc schyliłam się, na podłodze zobaczyłam małe, pomarańczowe pudełeczko z napisem „ środki nasenne”. Oczywiście, ktoś mi go uśpił, pewnie Deidara. Uchyliłam wieczko i zerknęłam do środka, na dnie były jeszcze dwie tabletki.
-Przyda się…-powiedziałam sama do siebie i schowałam pudełko do kieszeni. – Jaki idiota…nawet tego nie zabrał.
Przyszyłam chłopakowi rękę i skierowałam się ku wyjścia, w końcu była pora na zajęcia. Przeszłam przez korytarz, skręciłam w uliczkę, o której wiedziała tylko nasza grupa. Zatrzymałam się jednak, gdy zobaczyłam Deris rozmawiającą z Sasorim. Zrobiłam krok w tył, potem schowałam się za ścianą, a moje serce zaczęło mocniej bić, nigdy nie szpiegowałam ludzi, a co dopiero przyjaciółki. Nie chciałam się pokazywać, więc pozostałam w ukryciu i podsłuchałam rozmowy. Była dość krótka, ponieważ ich spokojne głosy ucichły, zanim zdążyłam cokolwiek zrozumieć. Uchyliłam głowę, zobaczyłam Deris wtuloną w chłopaka, który objął ją ramionami. Otworzyłam usta z niedowierzeniem,  stanęłam jak wryta. Po tej słodkiej, lecz dziwnej scenie pocałowali się...Na szczęście wybawił mnie dzwonek. Dwójka zakochanych pożegnała się i poszła osobno do klas. Wtedy ruszyłam za przyjaciółką, udawałam, że widzę ją dziś po raz pierwszy, choć słabo mi to wyszło, ponieważ nie zdążyłyśmy dojść do sali, już zaczęłam ją o wszystko wypytywać.
-Co cię łączy z Sasorim ? Przytulaliście się, a nawet całowaliście…a o czym wczoraj rozmawialiście ? Spokojnie…nikomu nie powiem…ale jak ?
-Normalnie.-odpowiedziała z miną typu „ skończ te pytania i tak nie odpowiem…”
-No powiedz…to piękne jest się zakochać…a kiedy się zaczęło ?
-Nie wiem…
-No proszę…mów !! Przed przyjaciółką milczysz ?
-Eh…niespodzianka. – powiedziała od niechcenia.-Ja też mam uczucia…
-Yy…no ja wiem…- zatkało mnie, gdy usłyszałam taką odpowiedź. Nigdy nie spodziewałam się, że na pozór spokojna dziewczyna może powiedzieć coś takiego…Zupełnie jakbym jej nie znała i dopiero dziś czegoś się o niej dowiedziała. Resztę drogi przeszłyśmy w milczeniu, kiedy doszłyśmy na miejsce każdy siedział już w ławkach i patrzył znudzony w sufit. Jak zwykle usiadłam przy oknie, całe lekcje wpatrywałam się w drzewa, a czasem na  ludzi. Za mną siedział Deidara, przez to wszystko zapomniałam, że mam brata. Odwróciłam się do niego, trochę popatrzyłam jak rysuje i przynudza coś o sztuce, jak zwykle nie słuchałam go. Reszta dnia minęła dosyć spokojnie, jak na mnie, tylko siedziałam i pisałam coś po zeszycie, kiedy minęła ostatnia lekcja udałam się wraz z Deidarą do jego pokoju. Nie chciałam widzieć Deris, nienawidzę krępującej ciszy.
-Pokłóciłaś się z Deris ? Nie gadacie ze sobą cały dzień…to podejrzane.
W jednej chwili wszystkie problemy wróciły…miałam wielką ochotę kogoś pobić lub zabić. Spojrzałam  na brata, który odsunął się ode mnie, lecz nie zamierzał uciec.
-No…co ?
Podeszłam do niego, a on instynktownie cofał się, w końcu weszliśmy do jego pokoju, szybko zamknęłam drzwi i skoczyłam na niego. Przydusiłam go lekko, po czym patrzyłam mu prosto w oczy, które zaczęły robić się całe czerwone od krwi.
-Dość…weź się na mnie nie wyżywaj. – powiedział odpychając się rękoma. – Idź ją przeproś, albo coś…nie wiem o co poszło…
-Za co? To ona mi nic nie mówiła…- odpowiedziałam dotknięta, ale dalej zirytowana. – Jesteśmy rodziną…kogo mam bić…
-Dzięki…dlatego nie chciałem mieć rodzeństwa…dobrze, że cię oddano…-zatrzymał się, gdy zauważył jak stoję przed nim z pięścią przy jego twarzy. – Nie ważne…
Nagle ktoś otworzył drzwi, był to rozbudzony Hidan. Wszedł szybkim krokiem, spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko.
-Czy ty, nie dałeś mi przypadkiem czegoś na sen ? –zapytał patrząc na Deidare, który był już bezsilny. Wtedy pomyślałam, że ma za swoje…siostra i jej nieśmiertelny chłopak…wybuchowa mieszanka.
-Nie…nie mam tu żadnych tabletek…jak miałem to zrobić ? – wskazał ręką czysty pokój, a potem swoje kieszenie. Wtedy chciałam opowiedzieć im, jak je znalazłam, ale pomyślałam, że mi się przydadzą, więc nic nie robiłam, tylko stałam.
-Teraz wiem, czemu nie mogłam cię obudzić, chodź już…-wzięłam go za rękę, a on posłusznie wyszedł za mną na korytarz. Nie wspominałam mu, o kłótni, chciałam to jakoś naprawić. Spacerowaliśmy sobie do końca dnia, rozmawiając jak zwykle o wszystkim i o niczym. Trochę przesiedzieliśmy u niego, tam nikt nam nie przeszkadzał. Nadszedł wieczór, więc musiałam już wrócić, tuż przed drzwiami zawahałam się lekko, lecz w końcu weszłam i zobaczyłam Deris siedzącą na łóżku. Patrzyłyśmy sobie w oczy, podeszłam trochę bliżej i obie naraz przeprosiłyśmy się, a ja rzuciłam się jej na szyje.
     Następnego dnia była sobota, niestety padało, więc musiałyśmy spędzić cały dzień w szkole. Ponieważ nie miałyśmy nic lepszego do roboty przeszłyśmy się do Deidary i Sasoriego. Oni dalej leżeli w swoich łóżkach, tylko Sasori powitał nas przyjaźnie, za to mój brat zaczął się na nas wydzierać, więc Deris zwaliła na niego lampę, która stała na jego półce nocnej. Nie miałyśmy ochoty, na wysłuchiwanie narzekań, więc pożegnałyśmy się i poszłyśmy zostawiając ich samych. Kiedy przechodziłyśmy obok pokoju Hidana, zorientowałyśmy się, że już nie śpi, ponieważ było słychać muzykę. Weszłyśmy do środka, okazało się, że słucha znienawidzonej przez nas, kiczowatej piosenki „na kurwiam węgorza
-Wyłącz to…-powiedziałam ostrym tonem.
Chłopak spojrzał na mnie, po czym specjalnie podkręcił głośnik i uśmiechnął się do nas. Spojrzałam na Deris, która chciała w niego czymś rzucić, ale zatrzymałam ją. Nagle wpadłam na chorą myśl, nawet nie wiem dlaczego, sama mi się nasunęła, ale nie zamierzałam jej w sobie kryć. Zaczęłam śpiewać pod rytm piosenki.
Gwałcą nam Hidana, na na na na…”
Przyjaciółka patrzyła na mnie z niedowierzaniem, ale zarazem widziałam, w jej spokojnych na pozór oczach, że trochę ją to rozśmieszyło, chłopak za to, zamiast wyłączyć, dał muzykę głośniej. Wtedy nie wytrzymałyśmy, przyjaciółka machnęła ręką i mój nóż, który trzymałam w kieszeni wyleciał prosto w głowę białowłosego. Na początku bardzo się ucieszyłam i zaczęłam śmiać.
-Ej…ale znowu musze go zszywać…drugi raz z rzędu…
Deris wzruszyła ramionami i wyłączyła głośnik. Hidan leżał, czekając na mnie, aż znajdę nić, nie śpieszyło mi się, w końcu pozszywałam go, ucałowałam w czoło i wraz z przyjaciółką udałam się w stronę drzwi.  Nagle chłopak złapał Deris za nadgarstek, po czym wyszeptał jej słowa „Co cię łączy z marionetkarzem ?”

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Następny rozdział napiszemy razem (Sharon i Deris) Mam nadzięje, że spodobał wam się nasz blog :) Jeśli są jakieś błędy, to przepraszam...
(nie umiem pisać takich rzeczy, więc to tyle :D ) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz